czwartek, 19 marca 2015

PM10 - Polska toksycznie skażona

Polskie miasta mają najbardziej zanieczyszczone powietrze w Unii Europejskiej. Ta sytuacja przyczynia się do częstych chorób - astmy, raka i infekcji górnych dróg oddechowych. Nawet kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie umiera z powodu zatrucia powietrza przez kapitalistyczny przemysł i źle zorganizowany transport. Jesteśmy jako Polska czarną plamą na unijnej mapie. Efektem są tysiące przedwczesnych śmierci i zwiększona liczba chorób płuc, serca, nowotworów. Głównym źródłem zanieczyszczeń są kominy naszych domów i pojazdy na drogach. 

Japonia - maski przeciwpyłowe są powszechne z powodu zatrucia powietrza
W pyle zawieszonym, który spowija polskie miasta, znajdują się setki szkodliwych substancji, od ołowiu po rakotwórcze benzopireny. Poziom niektórych związków chemicznych w polskim powietrzu przypomina ten znany z toksycznych angielskich smogów, z całej prawie Japonii, ze stolicy Chin czy z amerykańskiego Detroit czy Bułgarii. Gdy słyszymy o zanieczyszczeniach, które są plagą polskich miast, aktualnie mowa głównie o pyle zawieszonym PM10. To skrót od angielskiego particulate matters , czyli "cząstki stałe", a "10" jest związane ze średnicą 10 mikrometrów, co oznacza, że średnica cząsteczek jest około 70 razy mniejsza od średnicy włosa i są one niewidoczne dla ludzkiego oka, ale za to bardzo zjadliwe dla płuc i krtani.

Pył PM10 i Polska toksycznie skażona 


Sam pył PM10 przynosi poważnie negatywne skutki zdrowotne. Przede wszystkim wdychanie cząsteczek bezpośrednio może powodować problemy z oddychaniem, duszności, pylicę, astmę. To z kolei przekłada się na poważną niewydolność płuc, co sprzyja zawałom serca i udarowi mózgu. Pył ten wnika też dalej, do układu krwionośnego, gdzie przyczynia się np. do zatkania naczynek krwionośnych i miażdżycy. Potem przenika również do układu nerwowego. Nawet zwykłe przeziębienia mogą być współpowodowane przez pył, który szkodliwie podrażnia układ oddechowy. Poza tym, że sam w sobie jest szkodliwy, PM10 jest także swoistym nośnikiem wszystkich innych niebezpiecznych substancji. - Naukowcy nie do końca ustalili wszystkie składniki pyłu. Wiadomo, że cząstki sadzy "oczyszczają" atmosferę ze szkodliwych substancji. Wdychając ją, wdychamy też metale ciężkie, rtęć, ołów, węglowodory aromatyczne czy siarczany - mówi Łukasz Adamkiewicz z organizacji Health and Environmental Alliance (HEAL), która zajmuje się badaniem wpływu zanieczyszczenia na zdrowie. 

Sama rewolucja w badaniach nad związkiem chorób i brudnego powietrza zaczęła się przypadkiem. W latach 80-tych młody amerykański ekonomista C. Adrien Pope badał skutki gospodarcze strajku w hucie w stanie Utah. Okazało się, że w tym okresie ludzie rzadziej udawali się do lekarza, a między stężeniem zanieczyszczeń a umieralnością jest silna korelacja. To początek zaawansowanych prac, które doprowadziły do stwierdzenia tego związku. - Nie ma już dzisiaj żadnych wątpliwości. Można nawet dokładnie wyliczać, ile wynosi ryzyko - potwierdza Adamkiewicz. Na przykład każdy wzrost pyłu PM2,5 w powietrzu o 10 mikrogramów na metr sześcienny będzie oznaczać wzrost umieralności o 6 procent. 

Filtry maski przeciwpyłowej po 1 godzinie noszenia - Kraków
Pył PM10 składa się z mieszaniny cząstek zawieszonych w powietrzu, będących mieszaniną substancji organicznych i nieorganicznych. Pył zawieszony może zawierać substancje toksyczne takie jak wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (np. benzo/a/piren), metale ciężkie oraz dioksyny i furany. Pył PM10 zawiera cząstki o średnicy mniejszej niż 10 mikrometrów, które mogą docierać do górnych dróg oddechowych i płuc. Poziom dopuszczalny dla stężenia średniodobowego wynosi 50 µg/m3 i może być przekraczany nie więcej niż 35 dni w ciągu roku. Poziom dopuszczalny dla stężenia średniorocznego wynosi 40 µg/m3, a poziom alarmowy 200 µg/m3. Pył PM2,5 zawiera cząstki o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra, które mogą docierać do górnych dróg oddechowych, płuc oraz przenikać do krwi. Docelowa wartość średnioroczna dla pyłu PM2,5 wynosi 25 µg/m3, poziom dopuszczalny 25 µg/m3, a poziom dopuszczalny powiększony o margines tolerancji dla 2012 r. 27 µg/m3. Największą emisję pyłów powoduje spalanie węgla w starych i często źle wyregulowanych kotłach i piecach domowych oraz w dużych miastach komunikacja. Spalanie odpadów w tych kotłach, które choć jest nielegalne i powoduje poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi, jest praktykowane przez niektórych mieszkańców. Emisja pyłów powodowana jest również przez przemysł, szczególnie energetyczny, chemiczny, wydobywczy i metalurgiczny, ale ze względu na wysokość emitorów oraz obowiązujące przepisy prawne regulujące dopuszczalne wartości emisji, źródła te mają zwykle dużo mniejszy wpływ na jakość powietrza. 

Pyły o średnicy poniżej 10 mikrometrów absorbowane są w górnych drogach oddechowych i oskrzelach. Inhalowane do płuc mogą powodować różne reakcje ze strony ustroju np. kaszel, trudności z oddychaniem i zadyszkę, szczególnie w czasie wysiłku fizycznego. Przyczyniają się do zwiększenia zagrożenia infekcjami układu oddechowego oraz występowania zaostrzeń objawów chorób alergicznych np. astmy, kataru siennego i zapalenia spojówek. Nasilenie objawów zależy w dużym stopniu od stężenia pyłu w powietrzu, czasu ekspozycji, dodatkowego narażenia na czynniki pochodzenia środowiskowego oraz zwiększonej podatności osobniczej. Drobne frakcje pyłów mogą przenikać do krwioobiegu, a dłuższe narażenie na wysokie stężenia pyłu może mieć istotny wpływ na przebieg chorób serca (nadciśnienie, zawał) lub nawet zwiększać ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe, szczególnie płuc. Nowe dane świadczą o ujemnym wpływie inhalowanego pyłu na zdrowie kobiet ciężarnych oraz rozwijającego się płodu (niski ciężar urodzeniowy, wady wrodzone, powikłania przebiegu ciąży).

Unia Europejska ustaliła dwie normy PM10. Zgodnie z pierwszą średnioroczne stężenie pyłu nie może przekroczyć 40 mikrogramów na metr sześcienny. Tę normę spełnia wiele miast, choć nie wszystkie - w Krakowie czy Nowym Sączu jest ona poważnie przekroczona w zasadzie przez cały rok. Jednak spełnienie norm średniorocznych nie powinno nas uspokajać - w sezonie grzewczym bowiem stężenia są o wiele wyższe. Nie tylko przez to, że palimy w piecach węglem, lecz także dlatego, że silniki samochodów zużywają wówczas więcej paliwa. Powstawanie pyłu powodują zatem również samochody, co udowodniono w Niemczech. Po wprowadzeniu w Monachium strefy, do której nie mogą wjeżdżać najbardziej zanieczyszczające auta, stężenie PM10 zmniejszyło się o 10 procent. Do tego dochodzi też transport zanieczyszczeń z przemysłu. 

2/3 Polski powinno chodzić w takich maseczkach
Jest także druga norma - tylko przez 35 dni w roku może być więcej PM10 niż 50 mikrogramów na metr sześcienny. I w tym przypadku większość polskich miast jest daleko w tyle - Warszawa jest zapylona przez 57 dni, Kraków - przez ponad 150. Dla porównania - w Berlinie to tylko 24 dni totalnego zatrucia smogiem PM10. Te standardy powinniśmy jako kraj spełniać już od 2005 roku, choć warto pamiętać, że nie są one szczególnie wyśrubowane, ale kapitalistyczne państwo polskie nie dba o swoich obywateli i bezmyślnie niszczy ich zdrowie i życie. - Tak naprawdę nie ma norm bezpiecznych, po prostu mniejsze stężenie pyłu zmniejsza ryzyko negatywnych skutków zdrowotnych. Najlepszy pod względem zdrowotnym byłby brak zanieczyszczeń - przekonuje Adamkiewicz. 

W Polsce są też badane mniejsze cząstki - PM2,5 o średnicy 2,5 mikrometra. Oznacza to, że są około trzech razy mniejsze od erytrocytu (czerwonej krwinki). Występują również o wiele mniejsze pyły, takie jak PM1 czy PM0,1. Tego typu mniejsze substancje pochodzą m.in. ze spalania ropy w silnikach Diesla i mogą być nawet bardziej niebezpieczne. - Są na tyle małe, że bez problemu mogą przeniknąć nawet do układu krążenia, wnikając do komórek - wskazuje Adamkiewicz. Drobny pył jest zbyt mały, by go skutecznie badać. Głównie z powodu kosztów nie jest częścią oficjalnego polskiego systemu stacji pomiarowych, co dodatkowo ułatwia przemysłowi kapitalistycznemu zatruwanie polskich obywateli. 

Szkodliwy benzo(a)piren (czyt. benzoalfapiren) to tylko jeden z całej grupy tzw. wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych, które powstają np. w wyniku spalania węgla. Jeśli gdzieś jest notowane bardzo wysokie stężenie benzo(a)pirenu, to może to oznaczać, że ktoś pali szczególnie niebezpiecznymi odpadami, np. plastikowymi butelkami typu PET. Benzo(a)piren, gdy dostanie się do komórek, powoduje nowotwory. Wskaźnik benzopirenów w Polsce jest o wiele wyższy niż w innych państwach, podobnie jak zachorowalność na raka w Polsce. W Unii Europejskiej tzw. wartość docelową ustalono na jeden nanogram na metr sześcienny. Tę normę spełnia większość krajów unijnych, a miasta, w których jest przekroczona o połowę, mogą być uważane za bardzo toksyczne. Wyłamują się Czechy, Węgry i Bułgaria, gdzie notowane są dwu-trzykrotne przekroczenia. W Polsce zaś przekroczenia normy sięgają najczęściej 500-600 procent, co oznacza, że Polska jest znacznie bardziej toksyczna niż Czechy, Węgry i Bułgaria. Szczególna patologia panuje w Nowej Rudzie czy Suchej Beskidzkiej, gdzie poziom benzoalfapirenu bywa nawet 15 razy za wysoki! Głupota Polaków polega między innymi na tym, że w celach ogrzewania palą wszelkiej maści śmieci, w tym toksyczne przy spalaniu butelki PET, a gminy i miasta nie chcą płacić za odbieranie tych śmieci. Gdyby odbiór śmieci był za darmo, a za PET-y jeszcze płacono jak za skup makulatury czy złomu, to problem byłoby łatwo rozwiązać. 
Badania oficjalne nad pyłem zawieszonym w powietrzu
Jednakże to tylko przybliżone dane, dlatego że próbki należy zebrać do laboratorium i zbadać, zatem nigdy nie wiadomo, jakie jest chwilowe stężenie. - Wpływ benzopirenu na zdrowie nie jest dokładnie przeanalizowany, gdyż nie jest to priorytet badawczy w toksycznej i trującej swoich obywateli Polsce. W krajach zachodnich nie przejmują się tak bardzo, bo ten problem nie jest tam rzekomo aż tak duży. Nasze stężenia przypominają te, które znamy z USA, Chin i przemysłowych okolic Indii - mówi Adamkiewicz. Inną ważną trującą substancją jest dwutlenek azotu (NO2). Ta substancja pochodzi głównie z samochodów oraz energetyki, a jej poziom już jest przekroczony w największych polskich miastach. W Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach czy Krakowie nie spełniamy norm średniorocznych (40 mikrogramów na metr sześcienny). NO2 powoduje podrażnia płuc i zmniejsza odporność na infekcje dróg oddechowych. Częste narażenie na wysokie stężenie dwutlenku azotu może doprowadzić nawet do ostrej choroby układu oddechowego u dzieci czy zaostrzenia objawów o charakterze astmatycznym. 

W Polsce nadal są duże kapitalistyczne zakłady przemysłowe, które emitują bardzo szkodliwe dla zdrowia i przyrody substancje, a do tego zwozi się masowo toksyczne śmieci nawet z Ameryki Południowej. Oczywiście wiele się w tych zakładach zmieniło, pojawiły się nowe filtry, a elektrownie powoli przystosowują się do wymagań europejskich - ale zbyt wolno. Nadal jednak wytwarzają m.in. tlenek siarki czy tlenki azotu, których zasięg jest o wiele większy niż najbliższa okolica. Wiatr może je wywiać nawet na kilkaset kilometrów i zanieczyszczenia mogą dotrzeć np. na wydawałoby się czyste Mazury. W wielkich elektrowniach ulatniają się do atmosfery także ciężkie metale, np. rtęć, bo prywatyzacja przemysłu energetycznego była i jest szkodliwa dla całego narodu i przyrody. Nie wiadomo, ile tak naprawdę jej jest - wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska mają ograniczoną wiedzę na ten temat i zakaz badania z powodu braku funduszy. Rtęć może się znajdować wszędzie: i w rzekach, i w grzybach. 

Niestety, nadal zbyt dużo nie wiemy o zanieczyszczeniach i ich wpływie na zdrowie w Polsce, bo badania są prowadzone w ograniczonym stopniu. - Przydałyby się duże badania epidemiologiczne, które pozwoliłyby na wieloletnie obserwacje, jak rozwijają się choroby w poszczególnych miejscach. Tego nie da się zrobić z grantów, potrzebny jest narodowy program badawczy - apeluje Adamkiewicz. Są oczywiście uchwalone unijne normy pyłu zawieszonego w UE. Ale warto pamiętać, że norma to tylko coś, co zostało przyjęte, wspólnie uzgodnione między państwami - nie zawsze świadczy o tym, co jest bezpieczne. Pulmonologów bardziej interesują cząsteczki pyłu PM2,5, które wnikają do płuc, laryngolodzy bardziej zainteresują się pyłem PM10, który podrażnia drogi oddechowe. Chciałabym wiedzieć, co w tym pyle jest: ile kadmu, ołowiu, rtęci. Warto też wiedzieć, z czego składa się miejski aeroplankton: bakterie, grzyby czy inne organiczne drobinki - o tym cisza. Nielicznie niezależni ekolodzy nie mają odpowiedniego sprzętu do badania i analizowania owych zagrożeń, chociaż kilka organizacji zielonych pisuje w tej sprawie protesty do władz. 

Dioksyn, które są potencjalnie trujące, może być w powietrzu nawet kilkaset. Niech biofizycy czy chemicy dostaną pieniądze, by to dokładnie zbadać. Mimo coraz częstszego poruszenia tematów zanieczyszczeń w Polsce cały czas za mało się o nich mówi, a partie takie jak Zieloni 2004 zajmują się propagowaniem homoseksualizmu zamiast dbać o jakość powietrza, wody i gleby. Mocno wspieramy apele aktywistów o to, by poszerzyć słabą dziś sieć stacji pomiarowych o nowe substancje. Widzimy poważną rolę środowiska lekarskiego w uświadamianiu społeczeństwu problemu zanieczyszczeń, w tym namówienie ludzi do chodzenia w maskach przeciwpyłowych, jak w Japonii. W szpitalach znajdujemy chętnych pulmonologów czy kardiologów, którzy chcą o tym informować pacjentów i mieszkańców, więc jesteśmy dobrej myśli. Kapitalistyczny rząd nie przekupi wszystkich medyków aby wyciszyć sprawę wysokiego i tragicznego dla 100 tysięcy poszkodowanych rocznie zapylenia i zatrucia powietrza. 

Okresowe komunikaty o skażeniach w Polsce są porażające
Wiele gmin cieszyło się dotąd z tego, że nie ma u siebie stacji pomiarowej i nikt nie wie o potwornym brudzie w powietrzu. A teraz, od 2015 roku bez zdiagnozowanego problemu nie będą mogły się starać o fundusze unijne. Smog wynika z zaniedbań, które biorą się z błędnego rozumienia idei samorządu. Kiedyś, nawet za czasów PRL władze lokalne same chciały rozwiązać swoje problemy. Teraz, w UE, tylko narzekają, że rząd czegoś nie zrobił albo że Unia nie dała. Na ochronę środowiska nikt nie zwraca uwagi, robili się tylko to, co każe gminom Unia Europejska. Tak jest z odpadami, w których przypadku podziałała dopiero groźba kary. Samorządowcy myślą, że to nie ich problem, a tymczasem teraz ludzie zaczynają zauważać, że się trują i giną z powodu zatrutego potwornie powietrza. Ochrona powietrza to ochrona nie tylko ptaków czy ryb, ale ochrona zdrowia własnych obywateli. Najbardziej trujące gminy powinny zostać zlikwidowane, a ich władze postawione przed Trybunałem Karnym za ludobójstwo! 

Oczywiście, problem zatrutego powietrza to problem całej Polski, jednak przyroda nierównomiernie rozłożyła zanieczyszczenia. W kotlinach jest o wiele gorzej, na wzgórzach bardziej przewiewnie. W Nowej Rudzie, która jest w dolinie i w której wdowy po górnikach palą deputatem, przekroczenie norm spalin sięga kilku tysięcy procent. W małych miastach i na wsiach gorsza i niższa jest świadomość społeczna. O ile w Krakowie czy Wrocławiu obywatele powoli dowiadują się o zanieczyszczeniu, o tyle w małych miastach ludzie nie wiedzą, że się trują. A właśnie tam problem jest większy - domki jednorodzinne zużywają więcej węgla, powszechne jest palenie bardzo toksycznymi śmieciami. Wychodzi na to, że Polak to śmieciarz i truciciel a do tego jeszcze ekologicznie zacofany. W Szczawnie-Zdroju od lat bagatelizowano problem i tam przez kilkadziesiąt dni w roku jest wielokrotnie przekroczony poziom pyłu. A przecież to uzdrowisko, więc powietrze jest podstawą ich gospodarki. Gdy podetną sobie tę gałąź, nie będą mieli nic, a zimą 2014/2015 to strach jechać do tej i podobnych miejscowości, dawniej uzdrowiskowych, dziś morderczo trujących. Gminy powinny jak najszybciej zlecić szczegółowe badanie toksyczności powietrza, a potem uchwalić program ograniczenia niskiej emisji. Zamiatanie pod dywan i tak nic nie da. Są dziś dostępne przenośne pyłomierze i nie jest aż tak trudno gminom zbadać zanieczyszczenie. Obywatele i tak w końcu dowiedzą się o brudzie w powietrzu, zwłaszcza gdy zobaczą choroby swoje i swoich dzieci albo gdy zobaczą śmierć swoich dzieci z powodu ostrej pylicy i uszkodzenia płuc, astmy lub miażdżycy. 

Pyły o średnicy poniżej 2,5 mikrometra (tzw. pyły drobne) absorbowane są w górnych i dolnych drogach oddechowych i mogą również przenikać do krwi. Podobnie jak pyły z grupy PM10 mogą powodować kaszel, trudności z oddychaniem i zadyszkę, szczególnie w czasie wysiłku fizycznego. 

- nie spalaj odpadów i reaguj na tego typu zachowania Twoich sąsiadów,
- przejdź na ogrzewanie z sieci miejskiej lub gazowe, albo przynajmniej wymień swój piec węglowy na bardziej nowoczesny np. retortowy,
- używaj paliwa węglowego dobrej i sprawdzonej jakości,
- ograniczaj zużycie ciepła - ociepl swój dom, zużywaj mniej paliw i płać mniejsze rachunki,
- korzystaj z komunikacji zbiorowej lub roweru - nie wszędzie musisz dojechać samochodem,
- jeśli w Twojej gminie zorganizowana jest selektywna zbiórka odpadów zielonych - przekazuj pozostałości roślinne do odzysku - nie spalaj ich w ogrodzie.
- walcz o usunięcie TIR-ów z dłuższych tras polskich dróg, niech jeżdżą na platformach kolejowych jak w Szwajcarii i innych czystszych krajach, 
- przynajmniej w dniach szczególnego zapylenia noś maskę przeciwpyłową jak zatruci kapitalizmem Japończycy! 

Chcemy jako obywatele jak najszybszego przeprowadzenia odpowiednich zmian w prawie, które umożliwią:

- wyeliminowanie ze sprzedaży detalicznej węgla najgorszej jakości (szczególnie ukraińskiego),
- dopuszczenie do sprzedaży wyłącznie kotłów węglowych spełniających najsurowsze normy emisji,
- skuteczne ograniczanie ruchu samochodów w miastach, 
- zakazać zwożenia toksycznych śmieci do Polski, 
- wzmóc kontrolę emisji szkodliwych substancji przez prywatne firmy i fabryki oraz nakładać drakońskie kary za przekroczenia, 
- zorganizować skup tworzyw sztucznych typu PET oraz zlikwidować jednorazowe torebki foliowe i podobne chemicznie toksyczne opakowania, 
- zakazać parkowania samochodów osobowych w pobliżu domów wielorodzinnych i wielopiętrowych wieżowców, 
- obwodnice wokół aglomeracji miejskich takich jak Łódź czy Częstochowa budować natychmiast, 
- skierowanie przewozów TIR-ami na platformy kolejowe ciągnięte przez elektrowozy. 

To wszystko możliwe jest jeszcze w tej kadencji Sejmu, tylko trzeba rząd przyjazny dotąd przemysłowym trucicielom-mordercom trochę przycisnąć protestami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz