piątek, 1 lipca 2016

Odkrycie nowej Ziemi w Kosmosie

Nowe planety: Odkrycie nowej Ziemi w Kosmosie


Na przełomie listopada i grudnia 2011 astronomowie odkryli planetę bardzo podobną do Ziemi. Panują na niej warunki sprzyjające życiu. Planeta nosi oficjalną nazwę Kepler 22-b, ma już jednak nieoficjalny przydomek: Ziemia 2.0 lub Namek. Oddalona jest od nas o około 600 lat świetlnych, jest 2,4 razy większa od Ziemi. Jej rok, czyli czas potrzebny na okrążenie macierzystej gwiazdy, to 290 dni. Temperatura wynosi 22 stopnie Celsjusza, co oznacza, że może znajdować się na niej płynna woda. Na razie nie wiadomo jednak, czy planeta składa się w większości ze skał, cieczy czy gazów. Jej istnienie potwierdzono podczas konferencji NASA w Moffett Field w Kalifornii. Zdaniem amerykańskich astronomów, już zaobserwowano wstępnie ponad dwieście podobnych do Ziemi planet. Ich istnienie muszą potwierdzić jednak szczegółowe obserwacje. 

Kepler 22b - Namek
Poszukiwania drugiej Ziemi weszły w najbardziej dynamiczny etap w historii ludzkości. Od ich wyniku będzie zależała przyszłość rasy ludzkiej. Czy uda się nam znaleźć następcę Niebieskiej Planety, drugą ziemię? Z końcem roku 2011 proces znajdowania Nowej Planety Ziemia znacząco przyśpieszył. Naukowcy z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA potwierdzili odkrycie planety w "strefie warunków sprzyjających powstaniu życia". Planetę odkryto dzięki teleskopowi Keplera - poinformowała agencja na swojej stronie internetowej. 

Czy dane będzie nam osiedlenie się na planecie lub nadającym się do zamieszkania księżycu, posiadającym warunki środowiskowe, podobne do tych z Pandory - egzotycznego świata przedstawionego w filmie Jamesa Camerona "Avatar"? Za kilkaset lat powinniśmy dysponować technologią, tak zaawansowaną, że transformacja egzoplanet podobnych do Marsa w kopie Ziemi nie powinna być specjalnie trudnym zadaniem. W ciągu najbliższych 30-100 lat powinniśmy rozpocząć już zabiegi, które wpłyną znacząco na zmianę klimatu "Czerwonej Planety". Zadanie to, pod względem inżynieryjnym wydaje się jak najbardziej możliwe do zrealizowania i w przypadku Marsa jest niemal pewne, że prędzej czy później nastąpi. Założenie podziemnych baz na naszym Księżycu jak i na Marsie są w zasięgu możliwości, jednak ludzkość musi się zjednoczyć w jedno duże multinarodowe superpaństwo z budżetem na poważniejszą eksplorację najbliższego Kosmosu. 


Określenia "strefa warunków sprzyjających powstaniu życia" (ang. habitable zone) naukowcy używają, gdy na planetach krążących wokół jakiejś gwiazdy mogą panować warunki umożliwiające powstanie, utrzymanie i rozwój organizmów żywych. Za najistotniejszy warunek uważa się istnienie ciekłej wody. Planeta Kepler-22b jest odległa od Ziemi o 600 lat świetlnych. Jej promień jest około 2,4 razy większy od promienia Ziemi, a swoją gwiazdę obiega w 290 dni. Planeta Kepler-22b jest najmniejszą jak dotąd odkrytą, krążącą po orbicie wpisującej się w sam środek "strefy warunków sprzyjających zaistnieniu życia" wokół gwiazdy podobnej do naszego Słońca. Odkrycie potwierdza tezy dawnej filozofii wedyjskiej, że Kosmos jest pełen planet (lokas), a wiele z nich podobnych jest do Ziemi. 

Mimo że od kilku lat liczba odkrywanych w ciągu roku planet wokół innych gwiazd dynamicznie rośnie - w obecnej chwili przybywa nam niemal 100 planet rocznie - uczeni nadal nie znaleźli egzoplanety (planety spoza naszego Układu Słonecznego) podobnej do Ziemi z dobrymi warunkami do życia opartego na węglu. Statystyczne prawdopodobieństwo znalezienia takiej planety jest jednak spore o czym pisali postepowi uczeni już wieki temu. "We Wszechświecie jest więcej gwiazd niż wszystkich ziarenek piasku na wszystkich plażach znajdujących się na Ziemi" - mawiał Carl Sagan, amerykański astronom. Teleskop Keplera, który został wystrzelony na orbitę okołoziemską 2 lata temu oraz przyszłe generacje urządzeń szukających ziemiopodobnych planet prędzej czy później namierzą jej bliźniaczkę.  

Naukowcy nie wiedzą jeszcze, czy powierzchnia planety jest skalista, gazowa czy płynna. Sugerują za to, że panuje tam temperatura około 22 stopnie Celsjusza - sprzyjająca istnieniu wody. Jej gwiazda przypomina nieco nasze Słońce, choć jest od niego mniejsza i chłodniejsza. - To wielki krok na drodze do znalezienia bliźniaczej Ziemi - ocenił jeden z badaczy realizujących program Kepler w waszyngtońskiej centrali NASA, Douglas Hudgins. Kepler-22b jest pierwszą planetą o potwierdzonej tożsamości z grupy 54 kandydatów na planety, o których naukowcy z NASA informowali w lutym 2011 roku. To tylko kwestia czasu, kiedy usłyszymy o kolejnych potwierdzeniach istnienia "drugich Ziem" - uważają eksperci.  

Nową planetę wypatrzył Kepler - teleskop nastawiony na odkrywanie planet i kandydatów do tego miana. Urządzenie to mierzy zmiany jasności ponad 150 tysięcy gwiazd. Takie zmiany mogą być sygnałem tzw. tranzytu - przejścia planety na tle obserwowanej gwiazdy. Aby zweryfikować sygnał, teleskop Kepler musi zaobserwować co najmniej trzy takie tranzyty. - Wraz z wykryciem tej planety los się do nas uśmiechnął - uważa William Borucki z NASA Ames Research Center w Moffett Field (Kalifornia), kierujący zespołem, który odkrył planetę Kepler-22b. - Pierwszy tranzyt, jaki dostrzegliśmy, trafił się zaledwie w trzy dni po tym, jak sygnalizowaliśmy sprawność sondy. Ostatni, trzeci tranzyt,  zaobserwowaliśmy po sezonie wakacyjnym 2010 - powiedział. 

Zaangażowani w projekt Kepler naukowcy korzystają z teleskopów naziemnych i z Kosmicznego Teleskopu Spitzera. Sprawdzają one wyniki obserwacji teleskopu Keplera, który "kandydatów na planety" wypatruje na pograniczu gwiazdozbiorów Łabędzia i Lutni. Już wcześniej badacze realizujący projekt Kepler informowali o wykryciu 1,094 nowych obiektów - kandydatów na planety. Od lutego, kiedy po raz ostatni opublikowano ich spis, liczba kandydatów na planety wskazanych dzięki Keplerowi wzrosła i wynosi dziś 2,326. W tej grupie aż 207 obiektów ma wielkość podobną do Ziemi, 680 jest większych (określa się je mianem "super Ziemia"), 1,181 przypomina wielkością Neptuna, 203 - Jowisza, a 55 jest od niego większych. 

Odkrycia, których dokonano dzięki obserwacjom trwającym od maja 2009 roku do września 2010 roku świadczą o tym, że planet podobnych do Ziemi może być w kosmosie więcej, niż przypuszczano. Nauka coraz bardziej potwierdza dawne nauki wedysjkich filozofów, ryszich, a może się okazać, że jest to tylko potwierdzenie, że ludzkość odzyskuje to, co już wiedziała, a tylko z powodu wojen i kataklizmów utraciła, jak sugeruje wiele zapisanych historii dawnych ludów. 

Szukając bliżej, bo w naszym Układzie Słonecznym, badacze podejrzewają, że kilka miejsc mogłoby nadawać się do życia. Takim przykładem może być Mars, księżyc Jowisza - Europa oraz być może inne księżyce gazowych olbrzymów, na których mogły zadomowić się ekstremofile (bakterie i mikroorganizmy funkcjonujące w skrajnie trudnych warunkach). Czy wizja "Czerwonej Planety" jako następcy Ziemi nadal jest aktualna?  

- Przez ostatnie 30 lat, nasza wiedza na temat możliwości życia zmieniła się diametralnie. Wcześniej wychodziliśmy z założenia, że lód jest całkowicie sterylny. Obecnie jesteśmy świadomi faktu, że lód jest szerokim środowiskiem biologicznym. - powiedział Dr Richard Hoover, astrobiolog pracujący dla NASA. - Można sądzić, że bakterie lubią życie w zamarzniętej wodzie blisko skorupy Europy. Jest wysoce prawdopodobne, że lód na powierzchni Europy może zawierać żywe drobnoustroje - dodaje. Zatem jeśli chodzi o Marsa, uważanego za "Drugą Ziemię", nie powinniśmy spodziewać się odkrycia tam bardziej zaawansowanych form życia niż prymitywne mikroby. 

Wielu naukowców, w tym słynny fizyk Stephen Hawking uważa, że aby gatunek ludzki miał szansę uniknięcia zakłady w przyszłości, powinien założyć kolonie na innych planetach. - Będzie niezwykle ciężko uniknąć katastrofy w ciągu najbliższych stu lat, nie mówiąc już o następnym tysiącu czy milionie. Naszą jedyną szansą na długoterminowe przetrwanie nie jest pozostanie na Ziemi, lecz eksploracja kosmosu - twierdzi Hawking. 

Jakie zagrożenia czyhają zatem na nas? Jednym z nich jest z pewnością prawdopodobieństwo uderzenia w naszą niebieską planetę wielkiej asteroidy, która mogłaby zgotować nam los podobny do tego, jaki spotkał dinozaury około 65 milionów lat temu. Co prawda otchłań Kosmosu nieprzerwanie śledzą setki zaawansowanych teleskopów, które wypatrują największych asteroid, by następnie przewidzieć ich tor lotu i w razie grożącej kolizji przedsięwziąć stosowne środki. Jednak sama obserwacja oraz świadomość zbliżającego się zagrożenie nie uchroni nas przed nim. 

W chwili obecnej nasza technologia jest na zbyt prymitywnym poziomie, by bezproblemowo poradzić sobie z takim rodzajem zagrożenia. Jedyne plany działania, jakie zostały opracowane na taką okoliczność, są teoretycznymi założeniami. Nie jest pewne, czy działania odniosłyby założony efekt. Najbliższe czasowo takie zagrożenie przewiduje się na rok 2036, kiedy to planetoida Apophisa może zagrozić Ziemi. Obecnie rozmiary planetoidy szacuje się na 270 m, a masę na 2,7×101010 kg. 

Prawdopodobieństwo zderzenia z Ziemią jest oceniane na bliskie zeru (dokładniej: 0,0000043 w dniu 13 kwietnia 2036 r). Nie powinniśmy więc specjalnie zamartwiać się tym wydarzeniem, ale zidentyfikowanie problemu przez naukowców oraz obmyślanie planów i koncepcji pozwalających na zmianę toru lotu takich ciał na pewno nie będzie straconym czasem. 

Jedno jest pewne, niezależnie od rodzajów zagrożeń, z jakimi będziemy musieli zmierzyć się na naszej planecie, ludzka natura, ciekawość wszechświata i zamiłowanie do podróży, prędzej czy później skłoni nas do zbudowania statku rodem z serialu "Star Trek" i podróży ku innym egzotycznym, niezbadanym światom.  

Polacy odkryli planetę podobną do Ziemi 


Wielki sukces polskich astronomów miał miejsce na przełomie lat 2005/2006. Znaleźli planetę podobną do naszej Ziemi jak żaden inny znany wcześniej glob spoza Układu Słonecznego. Lodowo-skalna planeta o temperaturze -220 st. C krąży wokół swojej gwiazdy prawie w samym centrum Galaktyki. Jest mała - ma masę zaledwie 5,5 razy większą od masy Ziemi. - Znalezienie tak małej planety daje nadzieję, że gdzieś w kosmosie istnieją planety bliźniaczo podobne do naszego rodzinnego globu - mówi prof. Andrzej Udalski z Uniwersytetu Warszawskiego - jeden z głównych autorów odkrycia opisanego w najnowszym "Nature". Do tego to najdalej położona ze wszystkich znanych do tej pory planet - 20 tysięcy lat świetlnych od Ziemi. - Planeta jest też unikalna, bo to pierwszy tak mały obiekt poza Układem Słonecznym, krążący tak daleko od swojej macierzystej gwiazdy - około trzy razy dalej niż odległość Ziemi od Słońca - mówi prof. Udalski. 

Odkrycie to przede wszystkim zasługa dwóch ludzi - prof. Udalskiego i pracującego na stałe w Princeton University prof. Bohdana Paczyńskiego. Ten drugi jest wymieniany w ostatnich latach obok prof. Aleksandra Wolszczana jako jeden z głównych kandydatów do fizycznego Nobla. Udało mu się bowiem rozwinąć metodę tzw. mikrosoczewkowania grawitacyjnego, które pozwala na szukanie odległych planet do tej pory wymykających się naukowcom. Profesor Wolszczan i jego naśladowcy odkrywali globy leżące kilka tysięcy lat świetlnych od nas. Profesor Paczyński zainicjował w 1992 roku projekt poszukiwania planet "OGLE", do którego całe oprzyrządowanie zaprojektował prof. Udalski. 

W polskim obserwatorium w Las Campanas w Chile astronomowie każdej nocy mierzyli jasność ponad 100 mln gwiazd. Udało im się znaleźć dwie planety, były to jednak olbrzymy wielkości naszego Jowisza - takich jednak znaliśmy do 2006 roku około 170. Ale dopiero na przełomie lat 2005/2006 trafili na glob inny niż wszystkie poznane wcześniej. Nikt tam oczywiście nie poleci w najbliższym czasie, nikt nie będzie w stanie stwierdzić, czy istnieje tam życie. Odkrycie dostarcza jednak ważnego potwierdzenia teorii formowania się układów planetarnych. Dla Paczyńskiego i Udalskiego może to zwiastować Nagrodę Nobla. 

Nowe planety układu Gliese 


Naukowcom z Chile w kwietniu 2009 roku udało się odkryć planetę poza Układem Słonecznym, łudząco przypominającą Ziemię. Jednak, jak zaznaczają, nie istnieje na niej życie, bo jest tam zbyt gorąco. Według naukowców obiekt jest najbardziej podobny do Ziemi ze wszystkich dotychczas odkrytych. Planeta została na razie określona literą "E". Znajduje się ona w znanym układzie Gliese 581. Nowa planeta z masą 1,9 raza przekraczającą masę Ziemi jest najlżejszą planetą jaką udało się odkryć. Planeta "E" jest już czwartą planetą odkrytą przez naukowców w układzie Gliese 581. Wcześniej udało się odnaleźć planetę "B" około 16 razy większą od Ziemi, a także "C" pięć razy masywniejszą od naszego globu i "D" siedem razy większą. Astronomowie mówią, że ich nowe odkrycie dowodzi, że w kosmosie jest prawdopodobnie wiele planet podobnych do Ziemi. Barierę stanowią natomiast ograniczenia techniczne nie pozwalające ich dostrzec. Tym bardziej zadziwia wiedza wedyjskich mędrców, którzy pięć-siedem tysięcy lat przed erą chrześcijańską pisali o wielu planetach podobnych do Ziemi i do tego zamieszkałach! 

Nowa Ziemia - Gliese 581g  


We wrześniu 2010 Amerykańscy astronomowie potwierdzili odkrycie innej planety bardzo podobnej do naszej Ziemi. Wcześniej wstępnego odkrycia dokonał pracujący w Chile zespół naukowców ze Szwajcarii, Francji i Portugalii, używając teleskopu o średnicy 3,6 metra oraz superprecyzyjnego spektrografu HARPS. Dzieli nas od niej zaledwie 20 lat świetlnych, czyli jest bardzo blisko. Gwiazda Gliese 581 to czerwony karzeł. Znajduje się w gwiazdozbiorze Wagi. Są na niej woda i powietrze. Jest 1,4 raza większa od Ziemi. Najwyższa średnia temperatura wynosi minus 12 stopni Celsjusza. Lot rakietą trwałby na nią 200 lat, a ludzie mogliby na niej mieszkać. W kosmicznym wymiarze planeta Gliese 581g jest tuż za rogiem. Znajduje się „tylko” 20 lat świetlnych od Ziemi. To najbliższa nam możliwa do zamieszkania planeta! A do tego najbardziej podobna do Ziemi ze wszystkich prawie 200 planet jakie do tej pory odkryto! 


Tę podobną do Ziemi planetę namierzyli amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Gliese 581g znajduje się zaledwie 10 mln km od swojego słońca i okrąża je w ciągu 37 ziemskich dni.  Jej słońce jest jednak znacznie słabsze od naszego i dlatego na powierzchni Gliese 581g może istnieć woda. A to podstawa wszelkiego życia!

Na Gliese 581g prawdopodobnie jest atmosfera. Temperatura waha się od minus 31 do minus 12 stopni Celsjusza. W takich warunkach ludzie mogą przetrwać bez problemu. Planeta (nazwana Gliese 581 g), którą odnaleźli astronomowie z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz, jest trzy razy cięższa od Ziemi, jej grawitacja umożliwiałaby ludziom swobodne poruszanie się. 

Planeta krąży wokół gwiazdy o nazwie Gliese 581, która jest oddalona od Układu Słonecznego o 20 lat świetlnych. Wokół niej, po niemal kołowych orbitach, krążą też inne planety. Obieg wokół gwiazdy (czyli rok) na nowej planecie trwa 37 ziemskich dni. Planeta jest do niej zwrócona zawsze tą samą stroną - czyli na jednej jej połowie panuje nieustanny dzień, a na drugiej nieustanna noc. Badacze uznali, że - gdyby ludzie kiedykolwiek chcieli osiedlić się na nowej planecie - najkorzystniejszym miejscem do życia byłaby dla nas strefa na granicy nocy i dnia. Planetę odkryła grupa 11 astronomów z Europy, pracująca w obserwatorium La Silla w Chile, części Europejskiego Obserwatorium Południowego. 

Odkrycie nowej planety ma ogromne znaczenie. – Fakt, że tak blisko Ziemi znaleźliśmy tę planetę sugeruje, iż w naszej galaktyce i na Drodze Mlecznej jest wiele planet podobnych do naszej – twierdzi kierujący zespołem amerykańskich astronomów dr Steven Vogt. - Może być ich nawet wiele miliardów – dodaje naukowiec. Nowa planeta mogłaby w przyszłości stać się rzeczywiście drugą Ziemią. Dzięki rozwojowi techniki kosmicznej rakiety staną się szybsze – obecnie osiągają prędkość "zaledwie" 40 tys. km/godz. Nauka zapewni ludziom przetrwanie długich lotów, np. w stanie hibernacji, dzięki czemu nie starzeliby się w takiej podróży. Nie wykluczone więc, że pewnego dnia ludzie wyruszą na Gliese 581g i założą tam kolonię... 

Informacje na temat nowej planety pojawią się w periodyku "Astrophysical Journal". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz