poniedziałek, 3 listopada 2014

Globalne ocieplenie - zniszczenie ludzkości

Poziom gazów cieplarnianych osiągnął maksimum 


Koncentracja dwutlenku węgla, metanu i podtlenku azotu w atmosferze Ziemi osiągnęła historyczne maksimum - podano w kolejnym raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) z 2013 roku. Eksperci ostrzegają, że jeśli w przyszłości nie zostaną podjęte niezbędne środki ograniczające emisję dwutlenku węgla, to ocieplenie klimatu będzie postępować, a pod koniec XXI wieku może to doprowadzić do pojawienia się „poważnych i nieodwracalnych konsekwencji’. W raporcie stwierdzono również, że w okresie od 1880 roku do 2012 zimą średnia temperatura powierzchni wzrosła o 0,85 stopnia Celsjusza. Średni poziom morza w okresie od 1901 roku do 2010 podniósł się o 19 centymetrów. 


W roku 2013 emisja gazów cieplarnianych pobiła wszelkie dotychczasowe rekordy: ich poziom przewyższył normę o 61%, przy czym ponad 40% emisji przypadło na węgiel. O tym była mowa w raporcie brytyjskich naukowców z Centrum Tindalla zaprezentowanym w Warszawie na szczycie klimatycznym ONZ w listopadzie 2013 roku. Autorzy badania przedstawili mroczny obraz: temperatura na planecie rośnie, lody topią się, w oceanach wzrasta kwasowość. 

Najbardziej zanieczyszczają atmosferę Chiny, których industrializacja kosztuje ludzkość bardzo wiele. W udziale Chin jest 27% emisji gazów powstających przy spalaniu kopalnych rodzajów paliwa. I choć państwo rozwija energetykę atomową, najmniej związaną z emisją gazów cieplarnianych, a także zwiększa produkcję sprzężonego gazu i jego import z innych państw, to jest tego wyraźnie za mało, zauważa dyrektor Fundacji Rozwoju Energetycznego Siergiej Pikin. Chiny najbardziej zanieczyszczają z tego powodu, że wciąż zużywają kolosalne ilości węgla, który wydobywany jest na terytorium państwa. Tempo budowy elektrowni atomowych oraz innych źródeł energii jest nieproporcjonalne do tempa budowy elektrowni węglowych. Chiny potrzebują energii, bardzo dużo taniej energii. Od tego nie da się uciec w najbliższych latach. 


Około 10% szkodliwych dla planety Ziemia gazów cieplarnianych przypada na Unię Europejską, w tym Polskę. Państwa wchodzące w jej skład podkreślają, że są w awangardzie nowej polityki ekologicznej i obrały kurs na dekarbonizację europejskiej energetyki, czyli obniżenie roli węgla w energetyce. Jednak w Unii Europejskiej import węgla wzrasta, a elektrownie węglowe są obciążone w 100%. W Unii Europejskiej rzeczywiście doszło do paradoksalnej sytuacji, z „zielonych” oświadczeń wynika nie całkiem „zielony” obraz całości, opowiada Siergiej Pikin. Po tym, jak Niemcy podjęły decyzję o zamknięciu elektrowni atomowych, a odnawialne źródła energii zbliżają się do 10%, to konieczne stało się zagwarantowanie bazowych mocy. To są właśnie elektrownie węglowe. „Zielona” energetyka jest droga, dotychczasowa energetyka atomowa przemija z powodu działań nieodpowiedzialnych pseudo ekologów. Toteż konieczne jest otrzymanie źródła energii elektrycznej dla europejskiego przemysłu po przystępnej cenie. Właśnie dlatego wybierany jest tańszy amerykański węgiel. Ameryka już w większym stopniu korzysta z gazu łupkowego, który jednak także jest rujnujący dla przyrody w obszarze jego wydobycia. 

W ten sposób działania Europy sprzeczne są z tą polityką, którą Europa deklaruje, uważa ekspert. W raporcie brytyjskich naukowców podkreśla się, że z powodu gazów cieplarnianych średnia temperatura roczna na planecie może podnieść się nawet o 4,5 stopnia i Ziemię czeka globalne ocieplenie. Jednak to zbyt pesymistyczna prognoza, uważa uczestnik forum klimatycznego ONZ w Warszawie, kierownik programu „Klimat i energetyka” WWF Aleksiej Kokorin. Gospodarka będzie się raczej rozwijać zgodnie z „zielonym” scenariuszem, ale 2 albo 2,5-3 stopnie są zagwarantowane. 4,5 stopnia to być może przesada. Inna sprawa, jeśli mowa o temperaturze warstwy powierzchniowej powietrza. A 90% energii cieplnej i klimatycznego systemu Ziemi skoncentrowane jest w oceanie. W takiej sytuacji należy obserwować nie temperaturę powietrza, ale temperaturę oceanu, podkreśla ekspert. Jeśli nie podwyższałaby się, nie byłoby mowy o globalnym ociepleniu. Jednak ona wzrasta, choć nie tak szybko, jak temperatura powietrza. 

Rosyjskie MSN, bez względu na anomalnie chłodny marzec roku 2013 i sceptyczne podejście do teorii o ocieplaniu się klimatu, opublikowało niepokojący raport. Zgodnie z nim temperatura w Arktyce pod koniec XXI wieku może podnieść się aż o 7 stopni Celsjusza. Oznacza to, że zaczną topnieć lodowce, podniesie się poziom wody w oceanach i zatopione zostaną liczne wyspy i przybrzeżne terytoria wielu państw, ale ludzkości grozi nie tylko potop, bowiem zmiany klimatyczne pociągną za sobą także wzrost liczby technogennych i naturalnych katastrof. Katastrofalnymi skutkami zmian klimatycznych Ziemi specjaliści straszą nie od dziś. Niestety, część ich prognoz potwierdziła się. Anomalnych zjawisk przyrodniczych jest coraz więcej, mówi koordynator programu „Klimat i energetyka” WWF Rosja Aleksiej Kokorin. 

MSN i analogiczne resorty innych państw zawsze straszą, ale to, że o 7 stopni zmieni się temperatura w Arktyce pod koniec wieku to średnia, zrównoważona prognoza. Zmiany klimatu będą miały miejsce i będą polegać zarówno na zmianie średniej temperatury, jak i innych parametrów, w dodatku będą to zmiany o wiele silniejsze niż w tropikach. Problem podwyższenia temperatury będzie dotyczył właśnie zimy. Wydawałoby się, że to niewielka różnica: -45 i -30 stopni Celsjusza. Jednak chodzi nie o temperaturę, a o ilość anomalnych zjawisk meteorologicznych. Problemy spowodowane podniesieniem poziomu wody w oceanie oczekują państwa wyspiarskie. Jednak kataklizmy mogą dotknąć każdego. Już pojawiają się przypuszczenia naukowców, że ich częstotliwość będzie rosła w miarę oddalania się od równika w stronę biegunów. To oznacza, że w Rosji takich anomalii będzie coraz więcej, ale mówić o tym, że Rosja i cały świat znajdą się na krawędzi przetrwania jest za wcześnie, uważa wiodąca specjalistka centrum „Fobos” Jelena Wołosiuk. 

Nie jest tak źle, szczególnie, jeśli mowa o wiośnie 2013 roku, to przeciągająca się w Rosji zima będzie miała jedynie ten negatywny skutek, że może dojść do wiosennych powodzi. Mogą one być dość intensywne i odbywać się na krótkiej przestrzeni czasu, ze wszystkimi negatywnymi następstwami. Rozchwianie klimatu i podniesienie temperatury mogą mieć skutek nie tylko w postaci zwiększenia ilości anomalii przyrodniczych. Zmienią się areały występowania zwierząt i roślin, mówi specjalista WWF Rosja Aleksiej Kokorin. Nie warto zastanawiać się, czy lwy z Afryki przywędrują do nas. Przywędruje jednak kleszcz wywołujący zapalenie opon mózgowych, który teraz lepiej zimuje, albo zjadliwy kornik.  Tych szkodników robi się w Rosji coraz więcej, a roślina barszcz, do której już się przyzwyczaili mieszkańcy w Moskwie, i która już przemieszcza się do Karelii i obwodu murmańskiego. Sytuacja z kornikiem w okolicach Moskwy jest opłakana. Według niektórych ocen większość podmoskiewskich lasów jest zagrożona zniszczeniem. 

Jednak problemy pojawią się nie tylko na lądzie, ale i w wodzie, twierdzi Wiaczesław Dubynin, profesor wydziału biologicznego MGU. Problemy dotykają także morskiej fauny, np. meduz, które wędrują na północ za planktonem. Pojawiają się problemy z żerem dla ryb, wymierają niektóre autochtoniczne gatunki, a zastępują je przybysze z wód południowych. A oto jeden z ostatnich niepokojących przykładów, który zaalarmował naukowców: w Morzu Adriatyckim wyłowiono jedną z najbardziej trujących ryb na świecie, fugu. A przecież jej areał występowania to ciepłe wody Pacyfiku. Fugu zawiera w sobie śmiertelną dozę tetrodotoksyny. Jedna ryba ma w sobie tyle trucizny, ile wystarcza do uśmiercenia 50 osób. 

Ludzkość może stracić wyspy takie jak Malediwy. W wyniku ocieplenia klimatu podnosi się poziomu oceanu światowego. W raporcie Światowego Funduszu na rzecz Przyrody WWF w grudniu 2013 roku stwierdzono, że w XXI wieku poziom wody przeciętnie podniesie się o metr. Liczne tereny zostaną zatopione, a jeśli nie przedsięwziąć odpowiednich kroków, to proces podnoszenia się poziomu oceanu światowego będzie trwać dalej. Pod wodą znajdą się Hongkong, Kalkuta, Wenecja i rosyjski Petersburg. W trzecim tysiącleciu poziom oceanu światowego może podnieść się o 5, a nawet o 10 metrów. Wiadomo, że prognozy na tak odległy okres czasu można podawać jedynie w dużym przybliżeniu. Natomiast najbliższa perspektywa jest bardziej wyrazista. Przed upływem XXI wieku poziom wody na pewno podniesie się o jeden metr i nic nie da się z tym zrobić, chociaż proces można opóźnić przechodząc na mniejszą emisję szkodliwych dla klimatu gazów cieplarnianych. Jednak, jeśli tendencja ocieplenia klimatu nie zostanie zatrzymana, to przed upływem XXII wieku będą to już trzy metry. To poważne zagrożenie dla lądów i małych wysp. Zależy ono całkowicie od działalności człowieka, podkreśla szef programu klimatycznego Światowego Funduszu na rzecz Przyrody Rosji Aleksiej Kokorin. 

Dla ludzkości jako takiej powolne podnoszenie się poziomu oceanu światowego nawet o 10 metrów nie stwarza specjalnego zagrożenia. Jednak na Ziemi są tereny, miasta, małe wyspy, atole koralowe, dla których jeden metr oznacza całkowitą zagładę. Malediwy już nie ocaleją, niezależnie od tego, co zrobimy. Duża liczba znajdujących się na nizinach miast, przeważnie w Azji Południowo-Wschodniej, na przykład, Kalkuta, Bangkok, Szanghaj, Hongkong, są nader wrażliwe na podnoszenie się poziomu wody. Jeden metr to dla nich bardzo zły wskaźnik, natomiast trzy metry to już potop i totalna katastrofa. Już trzeba myśleć i budowie bardzo kosztownych falochronów lub o likwidacji nadbrzeżnych dzielnic miast. Dla Petersburga podniesienie się poziomu wody o jeden metr nie jest groźne, natomiast trzy metry wymagać będą bardzo dużych nakładów finansowych na budowę instalacji ochronnych. 

Pracownicy Światowego Funduszu na rzecz Przyrody są przekonani, że można uniknąć większych strat, jeśli już dziś cały świat przestawi się na „zieloną” energetykę, zmniejszy emisję szkodliwych substancji do atmosfery i za pomocą innych środków powstrzyma globalne ocieplenie klimatu. Atmosfera ziemska nie jest przystosowana do pochłaniania toksycznych, szkodliwych emisji wielu substancji jakimi ludzkość zaczęła cuchnąć od momentu budowy pierwszej elektrowni węglowej czy od czasu budowy pierwszego samochodu na ropę lub benzynę. Motoryzacja i energetyka to główni zatruwacze atmosfery, niszczyciele planety i przyrody. Jednakże, nie wszyscy specjaliści są tak bezwzględnie przekonani, że przyczyną ocieplenia klimatu na Ziemi jest działalność człowieka. Do wyciągania takich wniosków brakuje czasem należytych danych, uważa czołowy specjalista centrum pogody „FObos” Jelena Wołosiuk, który uchodzi za głos nieco uspokajający, ale wiadomo także, że takie głosy w przeszłości doprowadzały do katastrof, którym można było zapobiec, gdyby słuchano tych, którzy bili na alarm. 

Wyciąganie wniosków na temat podnoszenia się temperatury w skali planetarnej na podstawie danych tylko z ostatnich 50 lat nie jest całkiem właściwe. Ogólne temperatury wahają się w każdym odstępie czasu – zarówno w okresie doby, jak też w ramach cyklu rocznego i tak dalej. Jeśli tendencja podnoszenia się temperatury, notowana w ostatnich dziesięcioleciach, będzie utrzymywać się dalej, spowoduje to pewną zmianę usytuowania stref klimatycznych i podniesienie się poziomu oceanu światowego. Jednak sytuacja wcale nie jest tak jednoznaczna. Podnoszeniu temperatury powietrza może towarzyszyć topienie się lodowców. W pierwszej kolejności zmieni to zawartość soli w wodzie, czyli wskutek tego zmieni się temperatura zamarzania wody w oceanie światowym. Z tym zjawiskiem znów związana jest temperatura powierzchni Ziemi na skalą planetarną. Zbijaniem argumentów o nadchodzącym globalnym ociepleniu zajmują się głównie płatki trolle na usługach trucicielskich koncernów energetycznych, motoryzacyjnych i naftowych. 

Wcześniej sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon, przemawiając w Warszawie podczas obrad konferencji klimatycznej, podkreślił, że obecnie ludzie oddychają powietrzem z rekordową zawartością dwutlenku węgla w atmosferze i że odnotowano najszybsze tempo topienia się lodowców. Podwyższona zawartość dwutlenku węgla w atmosferze to dla setek milionów ludzi problemy z oddychaniem, duszności, przedwczesna śmierć z niedotlenienia oraz setki rozmaitych dziwnych chorób. Wezwał on kraje do zwrócenia większej uwagi na ochronę środowiska naturalnego, aby nie dopuścić do podnoszenia się temperatury powietrza o wielkości przekraczające dwa stopnie Celsjusza w porównaniu do przedprzemysłowego poziomu rozwoju. 

W stolicy Kataru Ad-Dauha w listopadzie 2012 roku zaczęły się negocjacje w sprawie globalnej zmiany klimatu. W dniach od 26 listopada do 7 grudnia 2012 roku sprecyzowane zostały warunki obowiązywania drugiego okresu Protokołu z Kioto. Wypracowane miało być porozumienie w sprawie przeznaczenia środków dla krajów rozwijających się. Te pieniądze wydane mają być na ich przystosowanie się do nadchodzących zmian klimatycznych. W ciągu całego 2012 roku eksperci głowili się nad tym, jakie stanowisko zajmie podczas konferencji Rosja i do jakich wniosków potrafią dojść kraje, uczestniczące w obradach. Dosłownie na kilka dni przed rozpoczęciem spotkania stało się jasne, że wszystkie zagadnienia rozstrzygane będą bezpośrednio w Ad-Dauha. Pierwszy etap realizacji Protokołu z Kioto zakończył się pod koniec 2012 roku. Celem projektu było  zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych. 

W charakterze czynnika stymulującego uwzględniono tak zwane przydziały na wytwarzanie gazów cieplarnianych. Olbrzymy przemysłowe mogły kupować je od krajów rozwijających się, czy też od państw zajmujących większe terytoria. Na początku lat 2000-nych pojawił się zakrojony na globalną skalę plan. Przewidywał on, że w ciągu pięciu lat sygnatariusze porozumienia mieliby zmniejszyć ilości emisji o 5%. Obecnie klimatolodzy ONZ sugerują, że jest to już nie wystarczające. Zgodnie z zapowiedziami, za 7 lat, w roku 2019 zawartość dwutlenku węgla w atmosferze zostanie przekroczona o ponad 10% ponad normę, czyli walka z zanieczyszczeniami wymagać będzie o wiele większych nakładów. Gospodarki światowe raczej nie dadzą sobie rady z tym zadaniem, jeśli mentalność trucicielskich firm kapitalistycznych i ich pracowników nie ulegnie zmianie. Ponadto porozumienia dotychczas nie podpisały Stany Zjednoczone, natomiast Kanada, Japonia i Rosja wstępnie zapowiedziały, że nie będą uczestniczyć w drugim etapie realizacji Protokołu z Kioto, stając się tym samym najbardziej szkodliwymi niszczycielami planety na planecie Ziemia. 

Eksperci zakładają, że przyczyn należy szukać w tym, że pod względem gospodarczym projekt okazał się niezbyt korzystny, a jego wyniki ekologiczne są nader wątpliwe. Dyrektor spółki „Metaprocess” Kiriłł Lats powiedział w związku z tym. Wielu specjalistów opłacanych przez trucicielskie koncerny kapitalistyczne twierdzi, że historia związana z efektem cieplarnianym jest po prostu oszustwem. Ktoś w swoim czasie potrafił opanować ten pomysł i uczynić z niego narzędzie komercyjne, co pomogło co poniektórym wzbogacić się. Zakładamy jednak, że biorąc, między innymi, pod uwagę stanowisko zajęte przez Stany Zjednoczone, można udawać, że wielu absolutnie nierealistycznie ocenia ten proces i nie chce uczestniczyć w podobnych rozgrywkach z powodu łapówek od globalnych trucicielskich koncernów. 

Rosja mogłaby nieźle zarobić dzięki Protokołowi z Kioto, w drodze odsprzedaży nie wykorzystanych przez nią przydziałów innym krajom. W praktyce wszystko przebiegało inaczej. Tylko Rosnieft i Gazprom zgodziły się na udział w projekcie – trudno więc powiedzieć, ile udało się w wyniku tego zarobić – przyznaje się szef zespołu roboczego do spraw klimatu w składzie komitetu ekologicznego Rosyjskiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców Michaił Jułkin. Nie mogę ujawniać komercyjnej informacji, zresztą, sam nią nie dysponuję. Warunki transakcji w zakresie przekazywania przydziałów na wytwarzanie dwutlenku węgla stanowią tajemnicę. Mówiąc umownie, tylko trzy strony orientują się w wielkości tych liczb: ci, którzy sprzedali, ci, którzy nabyli oraz Sbierbank, na którego konta wpłynęły pieniądze. Wszyscy pozostali nie mają żadnej możliwości przeanalizowania sytuacji. Można tylko pośrednio wnioskować na podstawie takich wskaźników, na przykład, jak notowania giełdowe cen na jednolite wpłaty socjalne. 

W ostatnim czasie przed 2012 rokiem projekt „Kioto” uznawali za niekorzystny pod względem gospodarczym zarówno prezydent Rosji, jak też jej premier. To, że stanowisko Moskwy zostanie zrewidowane przed upływem 2012 roku, było znane zawczasu - przypomina dyrektor Instytutu Globalnego Klimatu i Ekologii Jurij Izrael. Kiedy przed realizacją pierwszego etapu podejmowano decyzję w sprawie Protokołu z Kioto i odbywała się jego ratyfikacja, to Władimir Putin oświadczył, że udział w drugim etapie będzie specjalnie omawiany, ponieważ zgody na pierwszy etap udzielono ze względów natury międzynarodowej i politycznej, natomiast dalej należy działać na podstawie zaistniałej sytuacji. Przed konferencją w Ad-Dauha odbywały się liczne wstępne dyskusje w sprawie nowej strategii klimatycznej we wszystkich krajach, będących sygnatariuszami ramowej konwencji. Jednak wszyscy udawali się do Kataru mając wrażenie, że decyzje o kluczowym znaczeniu podejmowane będą już bezpośrednio na miejscu i pewnie jak zwykle ostatniej nocy – żartowali specjaliści. 

W niedzielę 2 listopada 2014 roku zaprezentowany zostanie w Kopenhadze ostateczny raport, będący kompilacją trzech wcześniejszych, cząstkowych dokumentów, na temat globalnego ocieplenia. Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) posiada "decydujące dowody" potwierdzające wpływ człowieka na klimat. IPCC jest pewne na 95 procent, że podwyższona emisja gazów cieplarnianych powstaje przez spalanie paliw i wylesianie - to główne przyczyny, obserwowane od połowy XX wieku. W dokumencie są zarysowane scenariusze ukazujące, w jaki sposób proces ocieplania może zostać powstrzymany, jeśli systemy energetyczne przestawią się na "czystą" energię, czyli odnawialną - jak słoneczną czy wiatrową oraz nuklearną. Raport przedstawi również propozycje technologii mającej odzyskiwać gaz z atmosfery. Według decyzji podjętych na ostatnim szczycie klimatycznym w Brukseli, do 2030 roku w Unii Europejskiej powinna nastąpić 40-procentowa redukcja emisji szkodliwego dla ludzkości i całej przyrody CO2. 

Rabunkowe cięcie lasów, z powodu dzikiej prywatyzacji nadchodzące także do Polski, większe szkody przynosi przyrodzie niż sama emisja tego CO2 z kopalin, gdyż to drzewa, rośliny absorbują CO2. Jeden krzak ligustru może związać prawie jeden kilogram CO2 rocznie, jeśli po obcięciu gałązek się nie spali a pozostawi do przegnicia, a my mamy tysiące hektarów lichych trawników i nieużytków, na których jeno chwasty. Masowe zalesianie wszystkich nieużytków oraz terenów pustynnych jest jednym z podstawowych warunków powstrzymania procesu ocieplenia klimatu i w efekcie końcowym samouduszenia się ludzkości z powodu zbyt dużej ilości CO2 w składzie atmosfery. 

W naszym rejonie kontynentu wzrośnie zagrożenie m.in. tzw. stuletnimi powodziami - ostrzega opublikowany na początku kwietnia 2014 roku  najnowszy raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Upubliczniony na początku tygodnia w Jokohamie w Japonii raport jest drugim rozdziałem wielkiego dokumentu nt. globalnego ocieplenia, który w tym roku opublikuje związany z ONZ Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC). We wrześniu ubiegłego roku pierwsza grupa robocza Panelu podała nam "liczby zmian klimatycznych", a więc najnowsze obserwacje i prognozy dotyczące globalnego ocieplenia. Za tydzień trzecia grupa przedstawi ludzkości sposoby na walkę ze zmianami klimatu. W latach 2002-11 średnia temperatura w Europie była o 1,3 stopnia C wyższa od średniej z lat 1850-99. Najmocniej ociepla się północna część naszego kontynentu, szczególnie Półwysep Skandynawski. Od połowy XX wieku rośnie liczba fal upałów, najgorętszych dni i nocy, a fale zimna stają się coraz rzadsze (tego trendu nie zmienia kilka bardzo chłodnych zim z ostatnich lat). 

W tym samym okresie rosła roczna suma opadów w Europie Północnej (do której IPCC zalicza północno-wschodnie krańce Polski), a także w niektórych rejonach Europy Południowej padało mniej. Poziom morza rośnie w prawie wszystkich akwenach otaczających nasz kontynent, Europę. Wyjątkiem jest północna część Bałtyku - tam poziom morza się obniża, bo cały czas po ustąpieniu lodowca tysiące lat temu wypiętrza się Skandynawia (stąd Bałtyk coraz bardziej przelewa się na polskie wybrzeże). Według raportu nawet 240 tysięcy ludzi mieszkających na polskim wybrzeżu będzie zagrożonych większymi powodziami sztormowymi. IPCC prognozuje też, że zimą w Europie Północnej wzrośnie maksymalna siła wiatru, co będzie się wiązać z groźniejszymi sztormami. Naukowcy uważają, że w związku ze wzrostem poziomu morza północnemu wybrzeżu Europy będą bardziej zagrażać fale. Potencjalne koszty związane z niedostosowaniem się do tych zagrożeń w samej Unii Europejskiej autorzy raportu szacują nawet na 17 mld euro rocznie (do 2100 roku). 

W naszym rejonie kontynentu wzrośnie też zagrożenie tzw. stuletnimi powodziami spowodowanymi przez wylewające rzeki. Według raportu po 2050 roku latem osłabnie napływ turystów do trawionej suszami Europy Południowej. Zamiast na wybrzeżu Morza Śródziemnego będą oni wypoczywać w Europie Północnej i Środkowej, na Bałkanach i nad Morzem Czarnym. Naukowcy prognozują także, że z powodu zmian klimatu w Europie Południowej spadną plony zbóż. Większe będą za to zbiory w Europie Północnej. Tamtejsi rolnicy jednocześnie będą jednak musieli zmagać się ze wzmożonym działaniem szkodników. Z powodu globalnego ocieplenia ucierpią także uprawy winorośli w tradycyjnie winiarskich rejonach naszego kontynentu. 

Pomimo tego, że populacja USA stanowi zaledwie 4% całej populacji na Ziemi, produkuje ona aż 25% wszystkich zanieczyszczeń powstających podczas spalania paliw kopalnych (węgla, ropy naftowej, gazu). Co ciekawe, Stany Zjednoczone zanieczyszczają w ten sposób środowisko bardziej niż Chiny, Indie oraz Japonia razem wzięte. Podstawą polityki europejskiej powinno być zmuszenie USA do zaprzestania swojej trucicielskiej działalności, unowocześnienia przemysłu i wdrożenia wielu ekologicznych technologii. 

W ciągu ostatnich 100 lat średnia temperatura przy powierzchni Ziemi wzrosła o  prawie 0,8 C. Druga połowa XX wieku była na półkuli północnej  najcieplejszym okresem od 1300 lat. Naukowcy twierdza, że  zmiany będą zachodzić coraz szybciej. Do końca XXI wieku temperatura wrośnie 1,4–5,8 C. Taki scenariusz oznacza nasilenie ekstremalnych zjawisk pogodowych. Częściej  będą występowały, fale upałów, susze, huragany, ulewy i powodzie. Temperatura wzrasta na skutek koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze. Od czasu rewolucji przemysłowej nastąpił wzrost stężenia CO2 w atmosferze  od około 280 ppm w połowie XVIII wieku do 379 ppm w 2005 roku. Naukowcy dowiedli, że tempo wzrostu koncentracji CO2 jest najwyższe od co najmniej 20 tysięcy lat. 

Zmiany klimatu niosą ze sobą coraz większą częstotliwość występowania fal upałów. W 2003 roku wysokie temperatury w Europie przyczyniły się do śmierci 35 tysięcy osób, a w kolejnych gorących latach media publiczne i prywatne miały zakaz nagłaśniania ilości dodatkowych zgonów. Ucierpiała gospodarka – straty w rolnictwie wyniosły 15 mld euro. Wysokie temperatury spowodowały wzrost zagrożenia pożarami. Globalne ocieplenie spowodowało zwiększenie zasięgu chorób zakaźnych przenoszonych przez owady, w tym przez kleszcze. W Arktyce, w ciągu ostatnich 100 lat, temperatura wzrastała dwukrotnie szybciej niż temperatura średnia na ziemi.  Od początku XX wieku zasięg lodu morskiego zmniejsza się z szybkością 2,7% na dekadę. Takie tempo zmian zakłóca funkcjonowanie  łańcucha pokarmowego, co może spowodować wyginięcie wielu gatunków roślin i zwierząt. Kurczą się lody polarne i  lodowce. W ciągu najbliższych dziesięcioleci wiele z nich może po prostu zniknąć. Niestabilne jeziora, które powstają u czoła lodowców w Himalajach grożą falami powodziowymi. 

Nastąpił gwałtowny wzrost poziomu mórz. W okresie 1961–2003 poziom morza wzrastał średnio o 1,8 mm na rok, a w latach 1993–2003 o 3,1 mm rocznie. Do końca stulecia poziom oceanów może się podnieść o kilkadziesiąt centymetrów. Ocieplenie klimatu powoduje obumieranie raf koralowych. Wzrost temperatury wód spowodował zanik 20% raf i uszkodzenie kolejnych 20%.  Ma to ogromne znaczenie ponieważ rafy  są siedliskiem 25% światowych gatunków morskich. Rafy chronią wybrzeża przed falami sztormowymi, warunkują rozwój rybołówstwa i turystyki.

Energia słońca nagrzewa powierzchnię Ziemi. Ziemia oddaje ciepło, które wraca do atmosfery w postaci promieniowania podczerwonego. Część tej energii zostaje pochłonięta w atmosferze przez tzw. gazy cieplarniane. Temperatura powierzchni Ziemi pozbawionej atmosfery utrzymywałaby się w okolicy -17°C.  Obecnie średnia temperatura na Ziemi wynosi +15°C. Tempo wzrostu  ilości gazów cieplarnianych (szczególnie dwutlenku węgla, metanu i podtlenku azotu) w atmosferze powoduje jednak nadmierny wzrost temperatury. Większość naukowców badających klimat uważa, że wpływ człowieka na zmiany klimatu jest wysoce prawdopodobny. W 2007 roku organizacja IPCC, dokonując syntezy wyników badań, opublikowała kompleksowy raport w tej sprawie. W świetle dotychczasowych badań nie ma innego wytłumaczenia wzrostu temperatury i koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze. Z taką opinią panelu IPCC  zgadzają się m.in. naukowcy z NASA, chociaż to USA mają największą emisję szkodliwych gazów cieplarnianych. 

Cząsteczką, która ma największy wpływ na globalne zmiany klimatu jest para wodna! Jej wpływ na globalne ocieplenie ocenia się na 37 - 70%. Najbardziej znany jest jednak inny gaz - dwutlenek węgla (CO2). Chociaż wpływa na efekt cieplarniany w mniejszym stopniu (9-26%), to zauważono zwiększenie stężenia tego gazu w atmosferze począwszy od XVIII wieku - o 36% w stosunku do roku 1750. Jeszcze bardziej zwiększyło się stężenie innego gazu cieplarnianego - metanu - aż o 149%. Jego wpływ na efekt cieplarniany to 4-9%. Inne gazy cieplarniane to: ozon i tlenek azotu (N2O). Na temat zmian klimatu istnieje wiele fałszywych przekonań, a jednym z nich jest to, że skoro para wodna ma największy wkład w globalne ocieplenie i jest jej najwięcej, to dlaczego by nie kontrolować właśnie jej, a nie dwutlenku węgla.

Faktem jest, że dwutlenek węgla jest emitowany do atmosfery przez spalanie węgla, gazu, wycinkę drzew i wiele innych procesów zależnych od działalności człowieka. Nie jesteśmy w stanie kontrolować poziomu stężenia pary wodnej, gdyż jest ona zależna przede wszystkim od temperatury - im wyższa temperatura, tym więcej pary wodnej może się w niej gromadzić. To z kolei powoduje samo napędzanie się procesu globalnego ocieplenia, bo im więcej CO2, tym wyższa temperatura, czyli także więcej cząsteczek wody w atmosferze, które znów zwiększają temperaturę. Inaczej mówiąc, najlepszym sposobem na zmniejszenie ilości pary wodnej w atmosferze jest zmniejszenie ilości dwutlenku węgla w niej oraz innych gazów cieplarnianych emitowanych przez działalność przemysłową, energetyczną i motoryzacyjną. 

Najnowsze badania NASA z marca 20014 roku pokazują, że globalne ocieplenie wciąż postępuje, pomimo małego spowolnienia procesu. Według Drew Shindella z amerykańskiej agencji kosmicznej, Ziemia jest narażona na około 20 procent większe ocieplenie, niż szacowane to było do tej pory na podstawie obserwacji temperatury na powierzchni Ziemi w ciągu ostatnich 150 lat. Dnia 9 marca 2014 Shindell opublikował w naukowym czasopiśmie "Nautre Climate Change" badania, z których wynika, że globalne ocieplenie postępuje. Jego wartość będzie o 20 procent większa, niż szacowano to do tej pory. Poprzednich wyliczeń  dokonano na podstawie obserwacji temperatury na Ziemi w ciągu ostatnich 150 lat. Teraz amerykańska agencja kosmiczna rozpoczyna pięć nowych projektów, które mają poszerzyć wiedzę na temat zmian klimatu i środowiska na Ziemi.  

Drew Shindell podkreśla również wielkie znaczenie zawieszonych w powietrzu cząstek, tzw. aerozoli, które przyczyniają się do globalnego ocieplenia. Aerozole są produkowane zarówno przez źródła naturalne - takie jak wybuchy wulkanów, pożary, aerozole morskie - i źródła związane z działalnością człowieka: produkcja, transport samochodowy, energia, rolnictwo. Stanowią jedno ze źródeł jąder kondensacji chmur. 

Aerozole przyczyniają się do globalnego ocieplenia oraz efektu chłodzenia. Te, które zawierają związki siarki, mogą rozpraszać światło słoneczne w kosmos, powodując obniżenie temperatur. Naukowcy podkreślają, że aby zrozumieć rolę emisji dwutlenku węgla w globalnym ociepleniu, konieczne jest uwzględnienie wpływu aerozoli atmosferycznych. Wiele badań wykazało, że półkula północna odgrywa większą rolę w zmianie temperatury na Ziemi. Jednak ten fakt nie został uwzględniony we wcześniejszych obliczeniach wpływu aerozoli atmosferycznych na wrażliwość klimatu. 

Na półkuli północnej aerozole są w większości wytwarzane przez człowieka, ponieważ ta część naszej planety jest bardziej uprzemysłowiona. Ponadto zdecydowana większość lądów znajduje się nad równikiem. Ziemia, śnieg i lód są w stanie lepiej dostosowywać się do zmian atmosferycznych niż oceany świata. Wiemy, że zanieczyszczenia atmosferyczne są nierównomiernie rozłożone i istnieją dysproporcje pomiędzy półkulami naszej planety. Nie braliśmy jednak wcześniej tego pod uwagę. Naukowiec sugeruje, by w krajach na całym świecie powinny zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych, w obawie przed szkodliwymi skutkami zmian klimatycznych. 

Pamiętajmy, że jak ktoś wypisuje, że globalne ocieplenie to mit i nieprawda, to ma za takie pisanie i trollowanie w internecie rzekomymi opiniami dobrze płacone od koncernów, które najbardziej przyczyniają się do powstania globalnego ocieplenia i duszenia ludzkości nadmiarem CO2. Zaprzeczanie globalnemu ociepleniu to szwindel złośliwych i szkodliwych koncernów (ich płatnych pachołków), które w pogoni za zyskiem zdolne są do zniszczenia całej planety i ludzkości. Globalne ocieplenie jest naukowo stwierdzalnym faktem, a dyskusyjnym jest jaka dokładnie jest jego skala, jak szybko będzie efekt narastał i jak bardzo tragiczne skutki spowoduje. Innym tematem do dyskusji jest jakie środki najlepiej podjąć aby globalne ocieplenie powstrzymać czy przynajmniej ograniczyć. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz