czwartek, 1 grudnia 2016

Schizofrenia duchowość i kundalini

O schizofrenii, przeżyciach mistycznych i kundalini 


Wiele osób eksperymentując z channelingami, budzeniem kundalini, medytacjami wedle własnego wyboru oraz rozmaitymi psychodelikami popada w niekorzystne stany schizofreniczne, które na swoje nieszczęście bierze za oznaki budzenia się kundalini lub za oznaki oczyszczania duszy. Jednakże owe przeżycia, doznania i wrażenia bardzo często okazują się być urojeniami, a rzekomy stan mistyczny okazuje się być ślepą uliczką choroby. Na Zachodzie brak jest tradycji w medycynie naturalnej, takiej jak w Chinach czy Indiach, która nauczyłaby dobrze rozeznawać pomiędzy doświadczeniem mistycznym i wizją, a stanami choroby psychicznej o obrazie urojeniowym. Sprawę pogarszają eksperymenty ze środkami psychoaktywnymi o działaniu halucynacyjnym... 

Walka duchowa w chorobie psychicznej


Wątki religijne i metafizyczne pojawiają się często w doświadczeniach osób cierpiących psychicznie. Ich zmagania i problemy wyglądają jednak inaczej w przypadku na przykład dylematów egzystencjalnych czy kryzysów światopoglądowych, inaczej zaś w przypadku chorób, a raczej wypadałoby mówić - zaburzeń psychicznych. Z urojeniami o treści religijnej, eschatologicznej czy charyzmatycznej, spotykamy się w schizofrenii, w depresji endogennej mamy do czynienia z urojeniami potępienia, winy i kary, a z myślami obsesyjnymi o treści religijnej - w nerwicy natręctw. Swoistym przypadkiem granicznym jest tzw. opętanie: z punktu widzenia klasyfikacji psychiatrycznej rozumiane jako zespół psychopatologiczny z kategorii zaburzeń dysocjacyjnych, z punktu widzenia teologicznego oraz mistycznego - stan zniewolenia przez szatany, demony lub inne złe duchy. 


Zainteresowanie problematyką związku (lub jego braku) między doświadczeniami psychotycznymi a przeżyciami mistycznymi, rozwojem duchowym, religijnością jako „narzędziem” radzenia sobie (coping) z chorobą psychiczną lub źródłem jej powstania i podtrzymywania, wśród psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów było bardzo duże. Odzwierciedla ono „tęsknotę” za programami kształcenia psychiatrycznego i psychologicznego, w ramach których będą omawiane kwestie związane z duchowością, wiarą i religią czyli za kształceniem z dziedziny psychologii i psychiatrii transpersonalnej. Okazuje się bowiem, że mimo znaczącej liczby pacjentów cierpiących z powodu różnych (w tym mających postać urojeniową) problemów religijnych czy metafizycznych, tylko niewiele programów szkoleniowych dla psychiatrów omawia zagadnienia religijności i mistyki w życiu pacjenta psychicznego. Postulowanie istnienia takich programów wydaje się sensowne i konieczne nie tylko na Zachodzie, ale — co widać po przebiegu polskich konferencji i dylematach ich uczestników — bardzo potrzebne także jest w naszym kraju. Zagadnienia takie poruszane są od wieków i tysiącleci w ramach tradycyjnych systemów medycyny jak indyjska ajurweda czy chińska medycyna tradycyjna. 


Rozumienie własnego cierpienia w kategoriach religijnych, mistycznych lub duchowych, postrzeganie walki z chorobą jako walki duchowej nie jest bez znaczenia nie tylko dla wiary, ale i dla zdrowia. Osoby z urojeniami i (bądź) halucynacjami o treści religijnej mają tendencję do zachowań agresywnych czy też samobójczych, negują zwykle także wszelkie autorytety medyczne wskazujące konieczność leczenia. Osoby wierzące lub zorientowane na rozwój duchowy, które mają urojenia o treści religijnej lub mistycznej, często biorą Biblię, Koran, Bhagawad Gitę czy Wedę dosłownie i powołując się na jej autorytet, ranią się po to, aby ze swego ciała wypędzić grzech, pokonać w nim zło, zwyciężyć szatana albo zabić okoliczne demony (takie w ludzkich ciałach). Urojenia o treści religijnej mają także wpływ na niechętne szukanie przez ludzi cierpiących na schizofrenię pomocy lekarskiej i korzystanie z pomocnych lekarstw (chociażby zielarskich). Przypisywanie swego stanu wpływom "nadprzyrodzonym" wiąże się bowiem z oporem wobec farmakoterapii i kontaktów ze służbą zdrowia czy nawet z uzdrowicielami (profesjonalną medycyną chińską czy ajurwedyjską). W pewnym stopniu, szczególnie w początkowych okresach pojawiania się zaburzeń psychicznych - pomocne bywają terapie ziołami czy metody jogi oparte na ekstremalnym wysiłku fizycznym - standardowo aplikowane przez autentycznych guru z Indii (tysiące pokłonów, setki przysiadów, bieganie po górach na długich dystansach). 

Jak pokazują badania, pacjenci cierpiący na urojenia o treści religijnej lub mistyczno-duchowej przeżywają swoją chorobę gorzej niż pacjenci cierpiący na schizofrenię, ale bez tego typu urojeń w rodzaju ontologicznych, eschatologicznych czy charyzmatycznych. Przejawia się to w gorszym funkcjonowaniu społecznym i występowaniu większej ilości halucynacji przez dłuższy czas, w błędnym interpretowaniu omamów (rzekomych znaków z góry). Badania na populacji osób cierpiących na urojenia paranoidalne (prześladowcze) pokazują, że przypisywanie ich występowania wpływom istot nadprzyrodzonych ma miejsce częściej wśród chrześcijan niż wśród muzułmanów, hinduistów czy buddystów. 

Zauważono również, że praktyki religijne są ściśle powiązane z występowaniem urojeń o treści religijnej, ale bycie osobą wierzącą nie jest koniecznym i jedynym warunkiem rozwoju tego typu urojeń. Urojenia o treści religijnej dotykają także osoby niewierzące, areligijne. Najczęściej jednak to osoby religijne mają urojenia prześladowcze (odnoszące się do szatana bądź demonów), wielkościowe (związane z przekonaniem, że jest się Bogiem, Jezusem czy aniołem) lub deprecjacyjne (dotyczące przeświadczenia o własnym grzechu i niemożliwości jego przebaczenia). 

Nauki o urojeniach religijnych oraz o przeżyciach psychotycznych i przeżyciach mistycznych podejmują ważki temat języka psychiatrycznego i religijnego (duchowego) oraz ich hermeneutyk. Pojawia się bowiem problem, kto i na podstawie jakich kryteriów ma prawo rozstrząsać przeżycia wewnętrzne jednostki i ich związek z systemem przekonań religijnych. Tradycyjnie we wschodnich systemach takich jak joga, to Guru czyli mistrz drogi mistycznej decyduje, czy osoba ma doświadczenia mistyczne czy też trzeba wysłać adepta do lekarza celem leczenia głowy, która do spraw mistycznych się nie nadaje z powodu chorobowych dodatków do treści mistycznej czy ontologicznej. Współcześnie zagadnienie mogą badać terapeuci i lekarze mający wiedzę i doświadczenie w dziedzinie psychologii transpersonalnej oraz kilku dobrze sprawdzonych w praktyce terapii transpersonalnych (psychosynteza), jogiczna pratyahara. 

Schizofrenia jest chorobą społeczną, a przynajmniej co setny człowiek na nią choruje, wielu jest niezdiagnozowanych, szczególnie z łagodnymi postaciami zespołów schizofrenicznych. Bardzo wiele osób zna termin schizofrenia jednak mało kto wie czym tak naprawdę jest schizofrenia, chociaż także tradycyjne systemy medycyny naturalnej od wieków opisują rozmaite zaburzenia psychiczne. Choroba ta przysparza wielu problemów także psychiatrom ponieważ jest ona dość tajemnicza, posiada wiele objawów i symptomów, a także kilka ważniejszych postaci, które różnią się pomiędzy sobą zestawem objawów. Psychiatrzy nazywają ją delficką wyrocznią psychiatrii. Schizofrenię jak i zaburzenia podobne do objawów schizofrenii trzeba dobrze zrozumieć, aby je rozpoznawać i ordynować pomocne rodzaje terapii. Niektóre badania wykazały, że możliwe jest dziedziczenie predyspozycji do choroby schizofrenicznej, które jednak mogą się przekształcić w chorobę dopiero w połączeniu ze środowiskowymi czynnikami środowiska. Choroba ta nazywana jest chorobą królewską właśnie ze względu na bogactwo różnorodnych możliwych objawów, tak, że trudno je wszystkie wymienić w sposób zwięzły, a przecież chociażby autyzm znany jest powszechnie jako jeden z wyrazistych objawów zaburzeń schizofrenicznych, chociaż występuje także samodzielnie. 

Schizofreniczna metafizyka


Profesor Antoni Kępiński w książce "Schizofrenia" pisze: "świat schizofrenika wypełnia się tym, co nie stanowi zwykłej aparycji świata: tajemniczymi siłami, niewidzialnymi promieniami, śledzącymi oczyma, głosami rozkazującymi i potępiającymi, niezwykłymi postaciami - duchów, aniołów, diabłów, umarłych". Świat takiego człowieka jest "terenem walki przeciwstawnych mocy, zwykle o charakterze moralnym - dobra i zła, piękna i brzydoty, mądrości i głupoty. Działanie na odległość może być bierne lub czynne. W pierwszym wypadku na chorego działają różne siły, w drugim on działa nimi na otoczenie. Pod zwykłym obrazem świata kryje się inny «prawdziwy». Chory jakby odkrył istotę rzeczywistości - kantowskie Ding an sich. Ludzie znają - w przekonaniu chorego - tylko jej pozory". 


Metafizyczną tematykę "walki duchowej" pacjenta schizofrenicznego można umiejscowić w kontekście trzech głównych "bitew": ontologicznej, eschatologicznej i charyzmatycznej. Bitwa ontologiczna jest zmaganiem o zrozumienie istoty bytu, koncepcji człowieka i wszechświata. Bitwa eschatologiczna dotyczy końca świata i własnego zbawienia. Bitwa charyzmatyczna związana jest z przekonaniem o własnej wyjątkowości i misji, która ma często charakter iście mesjański. 

Jak zauważa profesor Kępiński, w percepcji chorego na schizofrenię wszystko wypełnia boska lub szatańska substancja. Swiat przenikają tajemnicze energie, promienie, siły dobre i złe, fale wchodzące w ludzkie myśli i kierujące postępowaniem człowieka. Świat jest terenem walki szatana z Bogiem w obliczu apokalipsy, jaka ma wkrótce nastąpić. Religijne motywy katastroficznego obrazu nie idą jednak w parze ze światopoglądem z okresu przedchorobowego. Dość często się zdarza - pisze profesor Kępiński - że ludzie głęboko religijni i tak wychowywani mają świecki obraz katastrofy świata, a przeciwnie, całkiem obojętni dla spraw religijnych przeżywają apokaliptyczne wizje o tematyce religijno-metafizycznej.

Chory psychicznie walczy, zmaga się, objawia mu się Bóg lub bóstwa, święci, bohaterowie przeszłości, wielcy przodkowie, duchy zmarłych krewnych, współcześni wielcy ludzie. Rozmawia z nimi, czeka na ich znak, rozkazy, jest ślepym narzędziem w ich rękach. Wie, że walczą o niego złe siły, próbują go zniewolić, zawładnąć jego myślami i postępowaniem. Jednak czy jego wróg to wyłącznie jego symptomy? Treści urojeniowe pozostają w ścisłym związku z klimatem duchowym epoki i w dużej mierze są jego symbolicznym wyrazem, akcenty religijne, mistyczne są wciąż obecne w doświadczeniach halucynacyjnych, towarzyszących chorobom psychicznym, zaburzeniom narkotycznych transów prowadzących do schizofrenii. Czy w takim razie chory psychicznie walczy duchowo, czy może raczej jest duchowo obezwładniony i stąd jego walkę traktujemy jako oznakę i przejaw choroby? 

Walka duchowa ma różne oblicza, podobnie jak metafizyczne praktyki. By właściwie odpowiedzieć na powyższe pytania, trzeba wpierw nakreślić jej kontekst i napotykanego w niej "wroga". Spróbujmy zobaczyć, jak wygląda walka duchowa w rozwoju choroby psychicznej i "poza" nią. Choroba psychiczna stanowi bowiem zasłonę, jak i odsłonę dla zmagań o charakterze duchowym człowieka chorego, ale niepozbawionego przez to własnej duszy, nietracącego ipso facto łaski i wiary. Na wschodzie wielką wagę przykłada się do tego, aby dobrze znający dziedziny metafizyczne guru (mistrz) rozeznawał czy dane doświadczenie wewnętrzne będzie mieć wartość i znaczenie na drodze duchowego rozwoju mistyka czy jogina. W praktyce zwykle większość doznań i zjawisk na których skupia się uwaga uczniów chociażby Jogi, Kundalini, Tao - okazuje się być nieistotna, stanowi coś w rodzaju śmietnika i uczniowie guru dostają praktyki aby oczyścić się z tych śmieciowych wrażeń, doznań i zjawisk. Czasami, jeśli uczeń popada w dziedziny znane w Jodze czy Tao jako niebezpieczne, zaleca się równoważące psychikę zioła czy zabiegi akupunktury. Podkreślmy tutaj, że są to działania na wczesnym etapie pojawiania się zaburzeń, niejako także prewencyjne, gdy tylko pojawiają się pierwsze symptomy wskazujące, że może się z psychiką ucznia dziać coś niedobrego. Jeśli uczeń słucha guru i stosuje się niezwłocznie do zaleceń, śmieci wypływające z jego oczyszczającej się psychiki nie stanowią poważnego zagrożenia w sensie psychopatologicznym. Na Zachodzie bywa gorzej, bo wielu korzysta z kiepskiej jakości książek i stron internetowych, wręcz brnie w tak zwane demoniczne wrażenia i mroczne omeny - a z nikim nie konsultuje, jakie wrażenia sobie zostawić, a z jakich się oczyszczać, jakie wręcz odrzucać, odganiać w czasie medytacji, śnień czy wizji mistycznych. 
  

Przypadek Małgorzaty 


Przez trzydzieści lat pewna Małgorzata żyła w przekonaniu, że opętał ją szatan. Myśl, że upodobniła się do niego, naszła ją, gdy miała trzydzieści lat (na koniec cyklu saturna trwające 29,5 roku). Ze względu na ciężką depresję posłano ją do szpitala psychiatrycznego. W trakcie leczenia przeczytała powieść Johna Steinbecka "Na wschód od Edenu". Znalazła w niej fragment, w którym - jak twierdzi - odnalazła opis samej siebie. Steinbeck przedstawiał potwory przychodzące na świat w ludzkich rodzinach. Jedne miały zniekształcone ciała, inne przychodziły ze zniekształconymi duszami. 

Było to dla niej olśnienie. "Nagle zdałam sobie sprawę, że to, o czym czytam, jest prawdą". Małgorzata wzięła samą siebie za istotę ze zdeformowaną duszą. Jednak u siebie dostrzegła coś więcej. W swojej duszy widziała nie tylko brak życia pochodzący od Boga, ale jego unieważnienie. Pogrążając się w pustej przestrzeni własnej duszy czy raczej umysłu/jaźni/ego, uświadomiła sobie, że brak życia duchowego, myśl o "śmierci własnej" duszy, nie oddaje jeszcze tego, co przeżywa. Była przekonana, że jest zła, że jest złem, które pojawiło się na świecie. Zaczęła przyglądać się całemu swemu życiu i widziała oznaki tego procesu. To, co dotąd uważała za drobne przewinienia w stosunku do najbliższych i przyjaciół, było w rzeczywistości mackami złego. 

"Wszystko widziałam w diabolicznym świetle". Zaczęła intensywnie myśleć o Holokauście, który miał miejsce w czasach jej dzieciństwa i który zawsze ją intrygował. Stwierdziła, że to ona była jego przyczyną. Problem nie leżał w tym, że była złą osobą. Mówiła: "Żyję poza Boską opatrznością", "Nie jestem w pełni człowiekiem". Powoli przyzwyczajała się do zmierzenia się z przekonaniem, jakie miała o sobie, że "przez trzydzieści lat była diabłem w ludzkiej skórze". Przez trzydzieści lat większość czasu spędziła "przykuta do łóżka". I choć jest to metafora, prawdą jest, że były to rzeczywiste "łańcuchy" psychiczne. Myśl o własnej śmierci wydawała jej się jedynym rozwiązaniem. Ponieważ była zakładniczką szatana, nie miała w sobie życia. 

Dzisiaj Małgorzata żyje na przedmieściach Bostonu, w domu dla pensjonariuszy zmagających się z chorobą psychiczną; wciąż miewa ataki depresji, ale diabeł zniknął nagle z jej życia pięć lat temu. Psychiatrzy podawali jej w trakcie choroby wiele antypsychotycznych leków, ale żaden nie przyniósł takiej poprawy jak risperdal (risperidon). Niedługo po tym, jak go zażyła, nagle zadała sobie pytanie: "A co stało się z szatanem?". W momentach remisji, kiedy jest w dołku z powodu depresji, wciąż powraca do niej myśl, że jest złą osobą. Nie ocenia się już jednak w kategoriach mieszkańca piekła stąpającego po ziemi. "Teraz mogę pomyśleć o sobie jako o grzeszniku, ale to już zupełnie inna rzecz. Bez względu na to, jak źle się ze mną dzieje, wiem, że Bóg mnie nie opuścił, że otacza mnie swoim światłem".

Uwolniona od "przekleństwa" bycia osobą potępioną, żyjącą poza dobrem i światłem, Małgorzata wróciła do społeczeństwa. Zaangażowała się w pracę na rzecz praw obywatelskich ludzi chorych psychicznie, jest aktywną parafianką w swojej wspólnocie religijnej, napisała wiele artykułów na temat duchowości i choroby psychicznej. Wciąż cierpi z powodu głębokiego i chronicznego bólu, który opisuje jako fizyczny, ale rozumie jako duchowo-psychiczny, bólu, który jest czasami tak dotkliwy, że uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie. 

Bierze lekarstwa przeciwdepresyjne, aby złagodzić owo cierpienie, ale odkryła, że najlepszym lekiem pomagającym rozpocząć dzień jest zabawa z matematyką. Odkąd zniknął z jej życia szatan, "oczarowały" ją rachunki. Rano wykonuje różne kalkulacje. "Nie potrafię tego wyjaśnić, ale kiedy tak obliczam różne rzeczy, ból przechodzi. Jestem uzależniona od liczenia" - mówi. Matematyka i modlitwa są dla niej sprzymierzeńcami w doświadczeniu ulgi. Polega na obu i chociaż jest osobą o raczej tradycjonalistycznej wierze, czasami nie jest pewna, czy matematyka i modlitwa nie jest tym samym. W jednym i drugim zapomina o sobie, otwiera się na coś poza nią samą. Bóg przecież różnie może się objawiać dla naszego dobra.

Niewątpliwie "cud" medyczny sprawił risperdal, ale czy odbył za nią duchową walkę? Małgorzata postrzega swoją chorobę w kategoriach duchowych i medycznych. W przeciwieństwie do większości osób w ostrej psychozie zdaje sobie sprawę, że religia mogła odegrać jakąś rolę w nadaniu treści jej urojeniom. 

Jej rodzice nie byli religijni, więc wpływ ten nie miał miejsca w dzieciństwie. Będąc na studiach, zaczęła się głębiej interesować wiarą i, jak wspomina, właśnie wtedy religia stała się jej "obsesją". "Ciągle myślałam o grzechu, nie ma w tym niczego złego tak długo, jak długo pamięta się o Bożym przebaczeniu. Wydaje mi się, że o tym zapomniałam i stąd wzięła się ta cała sprawa z szatanem". Jej duchowa walka nadal trwa, ale jakże odmienne ma teraz oblicze... Nie jest to walka osoby, którą się nie jest, z istotą, która jest i zagraża. Małgorzata walczy heroicznie pomimo nachodzących ją ciemności. Nie z wymyślonym demonem, ale o Boga. W jej duszy panuje jednak spokój. Diabeł już nie straszy, "schizofreniczna pustka" wypełniona jest przebaczeniem. Niewłaściwe prywatne interpretacje wiedzy religijnej, duchowej czy mistycznej u osób podatnych na obsesje oraz skłonnych do idei nadwartościowym mogą być przyczyną prawdziwych tragedii. 

Przezwyciężyć urojony heroizm


Chociaż w zachodnim modelu medycznym wiara w demony, a szczególnie w ich wpływ na cierpienie człowieka, jest traktowana jako sygnał bądź oznaka choroby ("religijne urojenie"), przypisywanie swego stanu zdrowia oddziaływaniom demonicznym można znaleźć w różnych kategoriach diagnostycznych, a nie tylko w psychozach. Tego typu atrybucje nie mogą być więc traktowane jako zwykłe urojenia. Stanowią one raczej część złożonego systemu atrybucji pacjenta, jego myślenia o chorobie, która musi uwzględniać czynniki kulturowe i religijne. Gdzie jest zatem w tym wszystkim miejsce na autentyczną walkę duchową? 

Z badań empirycznych wynika, że osoby z problemami psychicznymi często wolą zwracać się o pomoc bardziej do kapłana czy guru niż do psychiatry, a około 80% pacjentów (medycznych i z zaburzeniami psychicznymi) zgłasza swoje problemy natury duchowej (metafizycznej). Prawdopodobnie co drugi chory psychicznie nie podejmuje leczenia psychiatrycznego, a spośród nich co piąty zwraca się do kapłana lub guru (mistrza jogi). Najczęściej postępują tak kobiety, mieszkańcy wsi oraz osoby głęboko religijne, unikające psychiatrycznej służby zdrowia z obawy przed dewaluowaniem ich wiary przez lekarzy (psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów). Na Wschodzie jednakże, w Indii czy w Chinach, zwracanie się do lekarza ajurwedyjskiego czy lekarza od chińskiej medycyny z problemami psychicznymi jest bardziej popularne, gdyż pacjenci nie boją się receptur ziołowych ani akupunktury, jak na zachodzie leków narkoleptycznych. 


 Jednocześnie - jak wynika z badań - około 10% pacjentów z zaburzeniami psychicznymi wierzy, że hospitalizacja psychiatryczna to kara za grzechy, a 19% uważa, że pokuta jest niezbędnym warunkiem powrotu do zdrowia. Bardzo duży procent pacjentów z rozpoznaniem schizofrenii, którzy są osobami wierzącymi, jest przekonanych, że ich choroba jest dziełem złego ducha (szatana), i około dwóch trzecich z nich szuka ratunku (pomocy) w egzorcyzmach czy innych praktykach związanych z uwolnieniem, co czasem bywa skuteczne, szczególnie, gdy egzorcyzmy łączy się z zielarskimi lekami przeciwpsychotycznymi i wyciszającymi. 

Niektórzy jednakże tylko czują subiektywną poprawę po takich rytuałach, pozostając w kontakcie z lekarzem i dalej zażywając lekarstwa, ale nie widać u nich zaniku symptomów choroby. Inni, korzystając z "duchowych środków", mają nawroty psychozy, zwłaszcza kiedy z "pobudek religijnych" widzą w egzorcyzmie jedyny ratunek dla siebie i odrzucają kontakt z lekarzem, bądź ich bliscy zabraniają im tego, wierząc, że ich cierpienie ma podłoże duchowe i tylko kontakt z kapłanem czy guru ma znaczenie. 

W świetle tych danych rola właściwego kierownictwa duchowego (praca żyjącego guru) staje się fundamentalnym wyzwaniem. To, jak dojrzale zareaguje na wyzwania duszpasterz czy mistrz duchowy oraz w jakim stopniu będzie umiał odróżnić treści religijne oraz mistyczne w chorobie psychicznej od przeżycia religijnego (naturalnego bądź patologicznego), może w zasadniczy sposób zadecydować o dalszych losach takich osób. Musimy bowiem pamiętać, że osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne (włącznie z tymi najcięższymi) mają swoje duchowe potrzeby, a w religii często szukają dla siebie ratunku.

To, że religijność może ulec zniekształceniu w trakcie choroby, nie jest jeszcze dowodem na to, że wiara tych osób jest kompletnie "zdegenerowana" i wynika z zaburzonego myślenia. Badania nad wpływem religijności na schizofrenię najczęściej koncentrują się na ostrej (psychotycznej) jej fazie, w której osoba jest zagubiona. To nie jest jednak całe jej życie. Musi o tym pamiętać zarówno lekarz, jak i sam pacjent. Poczucie opuszczenia ze strony Boga w chorobie nie oznacza, że "powróci" On, pod warunkiem iż osoba będzie zdrowa.

Niech dowodem tego będą poniższe słowa, które są również świadectwem udanej walki duchowej w schizofrenii: "Siostra zakonna zawsze mi mówiła, że Ewangelie przynoszą nam zupełnie nowe spojrzenie na życie, zmieniają perspektywę patrzenia o 180 stopni, ale nigdy tego nie rozumiałam. Pewnego dnia, już w trakcie choroby, stanęło mi przed oczyma całe moje życie, okropnie było mi wstyd, miałam tyle pretensji do samej siebie za wszystkie głupie rzeczy, jakie w życiu zrobiłam, czułam się okropnie, dotknęłam dna i wtedy sobie powiedziałam: «Przecież Bóg mnie kocha, dla Niego coś znaczę, nawet jeśli jestem schizofreniczką, na zasiłku społecznym, jestem osobą, jestem Jego dzieckiem, mam swoją godność»".

Walka duchowa w chorobie psychicznej nie jest przeciwko komuś, jest walką o siebie, o to, aby nie zapomnieć o Bogu, kiedy naprawdę w życiu jest ciemno, a "pustkę" wewnątrz chce się zapełnić namiastką bliskości. 

Analiza typowych pacjentów urojeniowych 


ROZMOWA PACJENTA Z TERAPEUTĄ AJURWEDYJSKIM (VAIDYA) 


PACJENT: Witam dziękuję za przyjęcie mnie do grupy, mam kilka pytań i może uda mi się tutaj czegoś więcej dowiedzieć. Przechodzę proces kundalini od kilku lat jakby się tak bliżej przyjrzeć to przez całe moje życie lecz nie tak gwałtownie jak to ma miejsce od około dwóch lat. 

Czuję ruch energii w sobie zmiany temperatur lecz nie to jest najdziwniejsze. Ostatnio czyli jakiś miesiąc temu byłem rozbierany, mój umysł, ciało, serce i organy były jakby to ująć odłączane od pierwotnego ciała i podłączane do nowego, czułem, widziałem, doświadczałem tego świadomie przez okres około miesiąca, nie byłem w stanie w ogóle funkcjonować, tylko proste czynności, kawa, śniadanie, toaleta, obecnie odczuwam jakieś 20 razy dziennie zawroty głowy, słyszę szum w głowie jakby tam była jakaś maszyna, uczucie jakby ktoś czyścił głośnik, sądzę że to ucho wewnętrzne. Mam znak na czole wieczorem lub zaraz jak wstanę jest bardzo widoczny, jest to jakby klejnot lub rozciągnięty romb. Jestem jakby pomiędzy światami chciałbym wrócić do starego pracować, zarabiać pieniądze i jednocześnie wiem że ta droga prowadzi donikąd. 

Wyczytałem że w taki bądź podobny sposób wchodzę na wyższy poziom, że po jakimś czasie będę mógł uzdrawiać bardzo bym tego chciał, a gdy tylko zaczynam się modlić słyszę w głowie "cierpliwości synu". 

Moje pytanie brzmi czy można to jakoś przyśpieszyć, otrzymać potrzebne energie by móc pracować dla wyższych celów dla Boga, czy te moje doświadczenia o których tu wspomniałem są komuś znane, gdy coś mi się wydaję że mogę to jakoś nazwać powstaje coś nowego czego nie rozumie, np. kundalini wchodzi przez lewą nogę i są dwa węże u mnie tak było, wyszła przez lewą nogę, ciało samo żyło swoim życiem, dwa węże, a u mnie było ich znacznie więcej ze 100 i wiele innych rzeczy o których tu nie mówię bo jest tego dużo a powstał by tylko mentlik i tak już piszę bez ładu i składu. Byłbym wdzięczny za jakieś sensowne odpowiedzi, nie będę ukrywał że od długiego czasu szukam odpowiedzi. Ludzie którzy coś tam wiedzą albo i naczytali się książek każą sobie płacić grube pieniądze za informacje, ja ledwo wiąże koniec z końcem. 

TERAPEUTA: To nie jest proces budzenia Kundalini, tylko wygląda jak typowa próba opętania przez jakiegoś astralnego ducha lub kilka duchów (demonów) lub powolny proces schizofrenicznego rozpadu. Może się skończyć poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Czas się zwyczajnie zacząć leczyć, żeby się nie rozsypać. 

PACJENT: Wiem co nieco o atakach doświadczałem ich, czułem smród demonów, czuję też często piękny zapach aniołów, schiza to stan umysłu a ja mówię o doświadczeniach dlaczego ludzie którzy tak mało wiedzą mają zawsze najwięcej do powiedzenia. 

TERAPEUTA: To co opisujesz nie ma związku z budzeniem Kundalini, nawet najmniejszego, zatem słuchaj rady i zacznij jakąś solidną terapię stosownie do chorobowych objawów. To co opisujesz wygląda jak typowa relacja pacjenta ze szpitala psychiatrycznego z zaburzeniami około schizofrenicznymi, z opętywaniem w tle lub po ćpaniu toksycznych środków psychoaktywnych. Abulia, apatia to typowe akurat zjawiska w przebiegu przewlekłych stanów schizofrenicznych, także w schizofreni ponarkotykowej (ayahuasca, kannabioidy, opiaty). 

PACJENT: Ciekawe to co piszesz lecz czegoś mi tu brakuje. Spróbuj wytłumaczyć mój znak na czole który mam od kilku lat jest to rozściągnięty rąb bądź klejnot jest wypukły widoczny duży około centymetra lub też więcej. 

TERAPEUTA: Romby jako znaki na czole są akurat w naukach Kundalini Jogi jako "bramy demonów" interpretowane, co pasuje do prób opętywania przez duchy demoniczne (asury, piśaća). To taki mocny znak akurat pokazujący, że twoje doświadczenia nie mają znamion budzenia się Kundalini, a należą do gatunkowo innych zjawisk o naturze chorobowej.

PACJENT: To ciekawe bo na obrazku Sakta margah kundalini joga koleś ma taki sam znak jak ja i wiele innych. 

TERAPEUTA: Pewnie obrazek opętania demoniczne opisuje. Sporo jest takich w indyjskich tekstach. Sataniści je nawet promują w USA i Europie. 

PACJENT: Rozumie że nie chodząc tą samą ścieżką co np. katolicy czyli kościół, księża religia nie jestem osobą wierzącą, tylko gdy wejdę na ścieżkę według jakiegoś toku myślenia tylko wtedy dostąpie łaski przecież to są brednie. No zrobiłeś ze mnie schizola i ćpuna a teraz mówisz że jestem opętany 100 % fachowości. 

TERAPEUTA: Lepiej sobie teksty o schizofrenii uważnie czytać, sprawdzać ile się ma objawów pasujących do schorzenia. I poszukać szybko pomocy specjalisty. Bo z czasem może być coraz gorzej. (W medycznych opracowaniach zwykle nie ma nic o opętaniach, które często dają stany schizofreniczne, ale leczenie jest podobne). Stany schizofreniczne mogą powstać samoistnie (endogennie), z punktu ezoteryki mogą być skutkiem opętania lub wpływu złej jakości duchów, często powstają po środkach narkotycznych, ale też wskutek zajmowania się satanizmem (nawet nieumyślnie przez angażowanie się w błędne praktyki promowane na stronach satanistycznych). O Kundalini też satanistyczne portale i newageowi hochsztaplerzy wiele bredni wypisują, wiele ludzi czyta, robi złe praktyki, a potem ma kłopoty, czasem bardzo poważne. Fachowo, żeby określić co dokładnie zaszło, to trzeba pacjenta gruntownie badać przez kilka tygodni w warunkach codziennej obserwacji. A tutaj można tylko wypisać najbardziej prawdopodobne możliwości. Indyjska joga oraz ajurweda doskonale odróżniają chorobowe zaburzenia psychiki od oznak rozwoju duchowego czy budzenia się Kundalini. 

A przy okazji, częste zawroty głowy i szumy w uszach lub w głowie mogą być spowodowane guzem mózgu, niedokrwieniem mózgu i innymi chorobami. Także warto szybko się przebadać na tomografie, aby potwierdzić lub wykluczyć tę paskudną możliwość. 

PACJENT: Szum w głowie nie w uszach, jakby przeciąg, a dlaczego ignorujesz to co mówiłem na samym początku że kundalini weszła przez lewą nogę, ręka i noga samoczynnie się poruszały bez mojej wiedzy, rozumie gdybym się zapisał na kurs kundalini jogi i był prowadzony przez mistrza wtedy jest to prawidłowe, ale jeśli nie mam do tego dostępu i samo to się dzieje bez mojej ingerencji ,zastanówmy się przez chwilkę ktoś kiedyś musiał takie coś przechodzić sam bo skąd by się wzięli mistrzowie, na podstawie kilku słów dajesz diagnozę, schiza ćpun nawiedzony opętany - ciekawe. 

TERAPEUTA: Kundalini nie wchodzi przez nogę - urojenia owładnięcia i owszem, dają takie wrażenia (w opętaniach i/lub urojeniowych postaciach schizofrenii). Samoczynne poruszanie kończyn to nie Kundalini, bo w każdej Jodze podstawą jest całkowita kontrola nad ciałem, a nawet nad autonomicznymi zjawiskami fizjologicznymi organizmu. Joga to kontrolowanie ciała mocą woli (kundalini śakti to moc i potęga woli). Brak kontroli nad ciałem czy kończynami to stany charakterystyczne dla demonicznych opętań przez złe duchy i demony (wedle każdej jogi i ajurwedy), chociaż może to być tylko jakaś postać dystonii, ale to też jest wtedy uszkodzenie w głębokich obszarach mózgu zwanych jądrami podstawowymi (podkorowymi). Przy dystonii dopaminowej nie ominie ciebie długie leczenie u neurologa lub psychiatry. Dystonia często pojawia się także przy guzach mózgu, przy chorobie niedokrwiennej mózgu, przy małych krwotokach w mózgu (mikroudary) i kilka innych chorobach jeszcze. Konieczne jest badanie elektromiograficzne (EMG) dla dokładnego zdiagnozowania dystonii. 

Jednakże, uporczywe ignorowanie wiedzy medycznej i porad od specjalistów z zakresu zarówno metod Kundalini jak i medycyny ajurwedyjskiej oraz jogi - to jednak mocna wskazówka za rozpoznaniem idącym w kierunku łagodnej i przewlekłej formy zaburzeń schizeofrenicznych lub około schizofrenicznych, także opętań przez złe duchy (asury, piśaća). A tu trzeba słuchać, iść do lekarza, przebadac się, podjąć leczenie jeśli okaże się konieczne. A im szybciej tym lepiej, bo z czasem zwykle jest tylko gorzej, z czasem dochodzą kolejne negatywne objawy w przebiegu przewlekłej schizofrenii z rysem ontologicznym, eschatologicznym czy charyzmatycznym w przebiegu chorób schizofrenicznych i około schizofrenicznych. Wątki kojarzone z rozwojem duchowym są dość częste w przebiegu przewlekłych i stosunkowo łagodnych chorób schizofrenicznych, ale są tylko częścią choroby, nie mają wartości w sensie rozwoju duchowego. Ajurweda uczy o tym od tysięcy lat, współczesna psychologia transpersonalna też. Każdy specjalista od jogi kundalini, innej jogi czy ajurwedy, w tym stanie jaki opisujesz zaleci ci gruntowne badanie medyczne i intensywne leczenie się.



ROZMOWA VAIDYA Z PACJENTKĄ CIĘŻEJ CHORĄ PSYCHICZNIE 


PACJENTKA: Proszę o bardzo pilne spotkanie oraz rozmowę w związku z nasilającą się deformacją narządu ruchu mojego organizmu, uszkodzeniami narządu słuchu i narządu wzroku, które trwają od ośmiu miesięcy. 

Informuję, że w wyniku silnej inwigilacji i nękania doszło do naruszenia moich dóbr osobistych. W związku z oddziaływaniami psychotronicznymi wielokrtonie prosiłam o pomoc i rozmowę indywidualną z moją przewodniczką duchową, jednak pomocy mi nieudzieliła. Kiedy w maju i czerwcu potrzebowałam pomocy i rozmawiałam z przewodniczką duchową, to śmiała się, że zasłonięto mi Słońce. W kwietniu zaś, kiedy miałam sposobność rozmowy informowałam, że poruszają się za mną różne obiekty transmitujące energię (które również uszkodziły mój kręgosłup i prawą stronę miednicy); słyszałam również informację, że jestem obiektem badanym. Osoby znajdują się w moim obszarze myślowym (metoda dwupunktowa - grudzień; pojawiały się już problemy oddechowo-krążeniowe) i przekazują mi różne informacje, nie dotyczące mojego życia. 

W związku z moją niesprawnością nie jestem w stanie podjąć aktywności zawodowej, a moja twarz wygląda jak "twarze ludzi prezentujących onet.pl". Stosowane są również bardzo różne techniki psychomanipulacyjne w stosunku do moich najbliższych (obiekt transmisyjny, Viber, Horacal, nie wspominając o moim kosmogramie). Odczuwam również bardzo silny ból kręgosłupa (w miejscu udzielonej mi przez ducha przewodnika inicjacji, w pozycji siedzącej wywołuje ból). W momencie podjęcia próby wykonywania praktyki uzdrawiającej, doszło do deformacji prawej ręki (również nagrano film czy używano wulgaryzmów w momecie wykonywanej praktyki uzdrawiania). Skandalem jest oddziaływanie na mój proces myślowy czy wchodzenie w tok rozmowy (uszkodzone więzadło pod językiem). 

Ktoś się podszywa i w nocy działa intensywnie, i wtedy czuję powracający ból gardła, i wtedy kiedy słowa wypowiadane przez mnie pochodzą z przestrzeni powietrznej. Widziałam znane nam osoby w sferze astralnej na jednym obrazie. Widzę jakieś ciemne postacie, obrazy, nieznane postacie, zbliżają się do mnie, wyciągają koślawe ręce. Czuję pieczenie w sercu, boli mnie prawe oko, źrenica ma ogromne rozmiary, ktoś zczytuje mnie jak tekst. Muszę kropić oczy, mam stan zapalny, podobnie w gardle. Żydowska gwiazda jest zagrożeniem dla mojego organizmu. Informuję także, że ostatnio w nocy śledziło mnie ABW poprzez mikrokamery na słupie energetycznym za ścianą mojego domu po drugiej stronie ulicy. Pytam czy proces wirująca pięść śmierci, który trwa jedenasty tydzień zakończy się, proszę o zakończenie tego. Jestem bardzo wrażliwym człowiekiem, wszystko czuję, wszystko wiem, a pisząć te słowa czuję to w tylnej części czaszki. 

Mam bardzo zdeformowane stopy i dłonie. Poprzez inwigilację nie jestem w stanie wykonywać podstawowych czynności. W wyniku inwigilowania i nękania doszło do bardzo silnej infekcji psychotronicznej (narządy moczowo-płciowe). Ma silnie zdeformowane kości całego ciała (na dzień dzisiejszy mam zniekształcone dłonie i już zdeformowane stopy; silne oddziaływanie urządzeń elektrycznych), uszkodzony narząd wzroku (mikrofilm - badanie okulistyczne w czerwcu i lipcu wykazało obecność dziwnej błony na siatkówce; w wyniku inwigilacji doszło też do uszkodzeń siatkówki i zmiany tęczówki u moich najbliższych; jestem zaniepokojona, gdyż zmiany zaobserwowałam u małych dzieci). Zgłaszałam wielokrotnie do Komendanta Policji oddziaływanie obiektów pseudosatelitarnych, obiektów transmisyjnych i ich skutki uboczne, które nie pozwalają prawidłowo wykonywać podstawowych czynności fizjologicznych (zniekształcone dłonie - nie wykonanie czynności związanych z przygotowywaniem posiłku). Energia pochodząca z obiektów, bardzo silnie odziałuje na narząd wzroku i układ ruchu. Uszkodzono czwarty krąg odcinka szyjnego i pierwszy krąg odcinka guzicznego, deformacja różnych kości kończyny dolnej nie pozwala mi na prawidłowy proces poruszania się. 

Pragnę również poinformować, że ludobójstwem jest umieszczanie mikrokamer w kościołach (krtań) czy zmiana kształtu miednicy (medycyna wielowymiarowa i mitochondrialna). 

TERAPEUTA (VAIDYA): Widzę naocznie, że sylwetka ciała, jak i ręce, nogi, twarz, wszystko jest u pani na miejscu, zgrabne jak trzeba, zatem pani wrażenia zniekształceń i deformacji są jedynie subiektywnymi odczuciami nazywanymi w medycynie zwykle dysmorfobiami. Podobnie wrażenie bycia inwigilowaną, śledzoną, jeśli nie złapało się za rękę sprawcy - podglądacza. Porusza się pani normalnie, sprawnie, szybko, bezboleśnie - zatem wrażenia uszkodzeń to także tylko wrażenia subiektywne, nie warte uwagi. Nie chce pani pokazać dokumentacji badań lekarskich z rzekomymi problemami ze wzrokiem oraz innymi mającymi wedle pani mieć miejsce uszkodzeniami, zatem są to jedynie odczucia i wrażenia u osoby doznaniowo, czuciowo wrażliwej, zbytnio wrażliwej, a być może także rodzaj snu na jawie, gdzie sen jednak jest tylko sennym koszmarem, a nie rzeczywistością. Na wszelki wypadek proszę się zgłosić na badanie do pychiatry i psychologa, którzy wskażą pani należyte metody pozbycia się tych niepożądanych wrażeń i proszę się nie upierać, że pani przeżycia i doznania czy wrażenia są realną rzeczywistością. Zbyt silne wrażenia mylone ze stanem rzeczywistości materialnej to już niestety urojenia i może to wymagać leczenia silniejszymi medykamentami farmakologicznymi przepisywanymi przez psychiatrę. 

Stanowczo proszę podjąć niezwłocznie stosowne leczenie psychiatryczne i regularnie zażywać przepisane leki (z receptą lekarza są bezpłatne), aż wrażenia o jakich pani mówi przestaną się pojawiać, a zniknie też poczucie nękania przez te doznania. Proszę przyjąć do wiadomości, że nie tyle ktoś nasyła te wrażenia ile to same wrażenia pojawiające się spontanicznie w pani wnętrzu są z charakteru jakieś nieprzyjemne i trzeba dać im zdecydowany odpór, powiedzieć dość, nauczyć kultury. Wrażenia inwigilowania, dysmorfobie (wrażenia zmiany kształtu lub uszkodzenia organów i narządów), wrażenia otchłani, nękania przez programy komputerowe, wrażenie niezdolności wykonywania zaplanowanych czynności, wrażenia transmitowania czegoś na panią przez jakieś obiekty - wszystko to zniknie po zastosowaniu należytego leczenia ukierunkowanego na usunięcie nieprzyjemnych doznań. Czasem tak jest, że się coś niedobrego pojawi w sferze doznań emocjonalnych i trzeba to natychmiast lekami skorygować! Zawiadamianie o tych zjawiskach policji, może z czasem skutkować umieszczeniem pani przez sąd rodzinny na przymusowym leczeniu psychiatrycznym, które jest zwykle dłuższe niż dobrowolne, zatem lepiej zgłosić się samodzielnie, co daje także możliwość wyjścia ze szpitala na własne żądanie, bo z detencji czyli leczenia przymusowego to nie jest takie łatwe. 

Silnych i wyrazistych wrażeń i doznań bycia osobą uszkadzaną, śledzoną, inwigilowaną, manipulowaną, można się pozbyć już przez kilka czy kilkanaście tygodni solidnego leczenia, a potem jest spokój na stałe lub na dłuższy czas, bo czasem zdarzają się nawroty tego rodzaju doznań i przeżyć z pogranicza świata snu i jawy. Całkiem możliwe, że w leczeniu wystarczyć będą jedynie środki nasenne, a po wyregulowaniu snu, kłopotliwe nękające wrażenia ustaną. Zioła zaparzane w szklance czy filiżance typu melisa z miętą, ziele serdecznika, koszyczek rumianku i korzeń kozłka lekarskiego ( wjednej mieszance ziołowej) na noc można pić, ale w tym przypadku środki te mogą być zbyt słabe i potrzeba na jakiś czas silniejszych leków, które są dostępne na receptę od lekarza. Często jest tak, że lepiej przez dwa miesiące czy pół roku brać silne mocne leki, żeby się pozbyć takich nieprzyjemnych doznań i niszczących wrażeń, mieć potem spokój na wiele lat albo nawet na zawsze pozbyć się tych nękających dolegliwości ze swojej psychiki. 

Opisywane wrażenia mogą być częścią rozwijających się zaburzeń z kręgu schizofrenicznego, mogą być bardzo szkodliwymi wytworami psychiki, a w takim wypadku ich skuteczna nautralizacja z pomocą stosownych leków, możliwie jak najszybsza jest jedynym ratunkiem przed stopniowym nasilaniem się ich. Jeśli nie chce pani popaść w jeszcze gorsze udręczenie, radzimy szybkie podjęcie leczenia psychiatrycznego. Oczywiście, pewne zioła także stosowane są przeciwko schizofrenii i podobnym zaburzeniom psyche, ale w polskich sklepach zielarskich można kupić tylko stosunkowo łagodnie działające zioła, a jak wynika z pani relacji, przykre i dręczące doznania nasilają się, utrudniają wyraźnie codzienne życie, zatem słusznym jest podjęcie od razu  silniejszej terapii celem skazowania, usunięcia tych dręczących doznań. Odpowiednie leki wypisze pani lekarz z poradni zdrowia psychicznego lub w szpitalu psychiatrycznym, gdyż dostępne są tylko na receptę. 

(Pacjentka nie wykazała zainteresowania ani leczeniem się ziolami, ani akupunkturą, ani leczeniem standardowym u psychiatry czy psychologa, chciała jedynie "poinformować terapeutę" i wciągnąć terapeutę w krąg swoich zaburzeń wyraziście urojeniowego typu. Nie jest łatwo tego rodzaju pacjentów zachęcić do leczenia się dobrowolnie, dlatego wielu pacjentów pozostaje bez należytej pomocy lekarskiej. W tym wypadku najpewniej jedynie rodzina pacjentki jest w stanie załatwić w sądzie rodzinnym doprowadzenie na leczenie przymusowe, jeśli będzie zbyt uciążliwa dla swoich najbliższych) 


2 komentarze:

  1. Nie wiem czy jest sens rozmawiać 'normalnie' z pacjentem, jak w tym ostatnim przykładzie. Z pacjentami z takimi urojeniami trzeba by było chyba rozmawiać 'ichnim' językiem. Dobry psychiatra to musi być jak dobry aktor.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy artykuł, można by pokusić się o stwierdzenie, że ideologia chrześcijańska nie do końca sprzyja zdrowiu psychicznemu.

    OdpowiedzUsuń