czwartek, 10 października 2013

Budda i Sziwa - Niepoprawna wymowa imion

Budda i Sziwa - Niepoprawna wymowa imion a duchowe upadki


Tradycje duchowe Wschodu oparte są na naukowo opracowanym dla rozwoju duchowego języku znanym jako Sanskryt, co wyraża się w określeniu ich mianem dharmicznych. Dobór precyzyjnie wymawianych głosek, dźwięków sylabicznych będących podstawowymi nasiennymi mantrami wyczerpuje lista 50 matrikas oraz ponad 300 ligatur czyli ich jednosylabowych połączeń, fonemów. 

Sanskryt jest językiem mantrycznym, językiem precyzyjnej, prawidłowo wymawianej wibracji dźwiękowej oraz odpowiedniej intonacji, odpowiedniego akcentowania, wznoszenia lub opadania wibracji dźwiękowej. Nie ma zatem dowolności wymawiania mantrycznych słów, pojęć i imion w Sanskrycie, a już szczególnie jeśli chodzi o oczyszczenie wnętrza, rozwój duchowy oraz rytuały. Spolszczanie czy anglicyzowanie imion, nazw i pojęć sanskryckich jest zatem dewiacją, która uniemożliwia osiągnięcie efektu wibracyjnego czyli uniemożliwia realizację duchową.



Typowym przykładem wypaczania imion i nazw mantrycznych są imiona Śiwa oraz Buddha, które w oryginale brzmią inaczej niż z takich anglicyzmów (Shiva) czy spolszczeń typu Sziwa oraz Budda wynika. W języku polskim można dokonując transliteracji dokładnie oddać brzmienie mantryczne imienia Śiva czy Buddha, tylko trzeba się nauczyć poprawnej wymowy i przyjąć transliterację jak najlepiej oddającą oryginalną wymowę tych ważnych słów, jednocześnie imion boskich, urzeczywistnionych postaci, jak i stanów osiąganych przez właściwą duchową praktykę. 

Niszczenie oryginalnego brzmienia tych uświęcających, mistycznych i magicznych zarazem słów-pojęć jest w tradycjach wschodnich, odsanskryckich, ciężkim grzechem mowy oraz myśli, gdyż głównie chodzi o nieprawidłową wymowę wskutek kiepskiej, niewłaściwej transliteracji terminów. Cała nauka mantrayogah czy inaczej viniyogah to praca nad nauką bardzo dokładnego, precyzyjnego wymawiania, wibrowania dźwięków głosek, matrik (sylab) oraz ligatur (sylab złożonych z fonemów podstawowych). 


Buddyzm w szczególności, jako jedna z czterech głównych tradycji dharmicznych używa precyzyjnej wymowy imienia Buddha, gdzie ostatnia sylaba 'dha' jest dźwiękiem przydechowym, zębowym, wygłosowym, co oznacza, że w wymowie owego dha nie pomijamy dźwięku 'h' zamieniając sylabę na 'da', gdyż sylaba 'da' istnieje niezależnie w języku naukowym służącym realizacji boskości jakim jest Sanskryt. Warto pamiętać, że Sanskryt pochodzi od zawsze dobrych bóstw nieba, dewów, od bogów i bogiń, od istot, które pracują nad rozwojem duchowym, w tym naukowym i oświeceniowym przynosząc ludzkości wiedzę i wszelkie dobre umiejętności w zupełnie bezinteresowny sposób, acz wymagając spełnienia pewnych zasadniczych, całkiem oczywistych norm moralnych w codziennym postępowaniu człowieka. 

Nie oczyszcza się człowiek, wedle nauk wedyjskich sanatana dharmy o mantramach, który zamiast prawidłowo wymawiać imię i stan istoty oświeconej, przebudzonej jako BUDDHA, wymawia jakieś Budda, co urąga naukowym zasadom fonetyki sanskryckiej zawsze służącej dobru, światłu, prawdzie i ostatecznemu oświeceniu oraz wyzwoleniu człowieka. Podobnie krzywdę sobie robią ludzie, którzy zamiast Śiva, Śiwa wymawiają jakieś Sziwa (ang. Shiva), co jest pomyleniem wymowy o charakterze takim, jakby zamiast słów a'koc' mówić 'noc' albo zamiast polskiego 'Bóg' mówić w praktykach mistycznych 'Buk'. O ile Buddha jest ideałem i celem oświeceniowym praktykujących dharmiczne medytacje, także przymiotem Śiva jako wedyjskiego jeszcze w tradycji Bóstwa Nieba Oświeconych Świadomości, o tyle Budda nie naprowadza na ten cel stopując tak błędnie wymawiających to wielkie imię i cel duchowy w ich procesie rozwoju. 

Grzechy mowy i wymowy w mantrycznym języku naukowym powodują, że cała technologia praktyki opartej na wibracji nie przynosi pożądanych rezultatów, a często także szkodzi, jeśli osoby przekręcając mantramy zamieniają właściwe pojęcia na inne, jak w przypadku często przekręcanej mantry idei wymawianej w Polsce zwykle błędnie jako Om Szanti, gdzie powinno być Om Śanti, a do tego jeszcze odpowiednia długość głoski długiego 'a'. 

Wymawiamy imię Śiva (Śiwa) z polsko brzmiącym 'w', a sylabą 'Śi' jak w polskim słowie 'siła' lub 'siwa', 'siwy'. Podobnie 'Śa' w słowie ideale Śanti wymawiamy jak w polskim słowie 'siatka' czy siano'. Wymawiamy słowo Buddha z wyraźnym przydechem tak, jakby literka 'h' rzeczywiście była wygłosowo obecna w sylabicznym dźwięku 'dha'. 

Pewne środowiska, zarówno anglojęzycznych jak i polskojęzycznych, rzekomych orientalistów, bardzo naciskają, aby pisać i mówić Sziwa zamiast Śiwa czy Budda zamiast Buddha. Warto jednak pamiętać, że są to pseudo orientaliści z pseudo uczelni takich jak lubelski KUL - Katolicki Uniwersytet Lubelski, gdzie prowadzone są z premedytacją studia nad przekręceniem i unieczynnieniem całego dobroczynnego oddziaływania kultury i duchowości wschodniej, szczególnie indyjskiej czy tybetańskiej. Celowo zatem i z premedytacją pod pozorem rzekomej poprawności językowej niszczą oryginalne brzmienie słów mantrycznych, co w czasach PRL jeszcze publicznie skrytykował prowadzący tam wykłady z orientalistyki i filozofii wschodnich dla misjonarzy ksiądz Tokarski. 

O dziadowskim zjawisku spolszczania z przekręcaniem i wypaczaniem wspomniał także za swojego życia znany tłumacz sanskrytu Leon Cyboran. W ten sposób, to co joga czy tantra uznaje za okropną wiparjaję (Viparyaya) czyli błąd, pomylenie, spaczenie, przekręt, jeden z pięciu ciężkich grzechów wypaczania świadomości i niszczenia duszy (Atmana), staje się w Polsce kanonem wymowy i przedmiotem duchowych aspiracji licznej rzeszy poszukiwaczy którzy lgną do imion takich jak Śiwa czy Buddha.

Ludzi dziadosko spolszczających istotne dla rozwoju duchowego, oczyszczenia i przebudzenia oraz wyzwolenia słowa czy imiona będące przedmiotem usilnych praktyk ascetyczno-mistycznych powinno się traktować na równi z mordercami, gwałcicielami czy pedofilami, gdyż uprawiana przez nich działalność jest w dharmicznych naukach określana jako aatmahana czyli zabijanie duszy, mordowanie jaźni. 

Grzech zabójstwa dusz (aatmahanya) należy do najgorszych zbrodni przeciwko ludzkości, takich samych jak fizyczne mordowanie, torturowanie, trzymanie w niewoli (zniewalanie) czy gwałcenie. Jeśli ktoś rozumie wagę grzechów mowy oraz myśli w naukach buddyjskich szkół i tradycji łatwo pojmie jak pisząc i wymawiając Budda zamiast Buddha sam jest wielkim grzesznikiem ciężkiego kalibru.

Jedną z przyczyn dla których praktykujący buddyjskie czy śiwaickie medytacje nie osiągają oczyszczenia umysłu, nie osiągają przebudzenia ani wyzwolenia jest ważki problem przekręcania brzmienia wibracyjnego imion i nazw pochodzących z naukowego, na potrzeby rozwoju duchowego i wyzwolenia stworzonego, świętego języka.

Zamiast stawać się Buddhą, stają się Buddą czyli tak jakby zamiast stawać się Bogiem (Śiwą) stają się Bokiem (Zbokiem), bo jakiś głupi chochlik pomylił literki. Oczywiście, w Polsce wiemy, że tym Zbokiem zbiorowo są rzesze wykształconych przez lubelski KUL i podobne pseudo uczelnie demagogów (Gogów i Magogów), specjalistów od prania mózgów i psychomanipulacji w katolickiej sekcie. 

W ten sposób rzesze pomylonych w sposób celowo spolszczeniami zamiast inwokować Śaanti - Pokój i Spokój, inwokuje Szanti czyli Szarówkę, Szarość, Pogodę chmurną, dżdżystą i nieprzyjemną. I jeszcze nie dają sobie powiedzieć niczym zakute teologią dogmatyczną betonowe łby, że swoich pseudo nauczycieli mogą za tę zbrodnię na ich duszach kopnąć w dupy i poszukać sobie instruktorów oraz nauczycieli, którzy mają niezbędne minimum wiedzy i prawidłowej praktyki aby móc nauczać mantramów, a nie trzymać się takich, gdzie strofa typu "wszyscy dostają po równo" zostaje zamieniona na "wszyscy dostają gówno", bo zmiana jednej literki poważnie potrafi zmienić sens tego co inwokujemy, tego o co się modlimy, a także potrafi podmienić ideał do którego dążymy.

Zamienianie konfirmacji typu "Żywot nasz niebieski" na "Żywot nasz pieski" jak to potem wygląda w znaczeniu i jeszcze mocniej w efektach wibracji mantrycznej słów, imion i znaczeń daje żałosne rezultaty pomylenia umysłowego. Różnica pomiędzy Śaanti, a Szanti jest taka jak pomiędzy "Stanem Spokojnym", a 'Pochmurnym Stanem Wojny', 'Szarówką', stąd także niepowodzenia w łagodzeniu konfliktów z pomocą często recytowanego, błędnego i pomylonego 'Om Szanti'. 

Tysiące starożytnych mędrców, Rszich (Rshi) i Devarszich (Devarshi), pracowało nad utworzeniem języka dla celów naukowych obejmującego także możliwość wyrażenia rzeczy i stanów subtelnych oraz będącego praktycznym narzędziem do rozwoju duchowego, przebudzenia, oświecenia oraz wyzwolenia człowieka. Warto o tym pamiętać i trzymać się oryginalnych brzmień i wibracji (intonacji), a trzymać się z daleka od zangielszczeń czy spolszczeń które zasadniczo deformują oryginalne dźwięki i wibracje głosek. Warto uczyć się od dobrych nauczycieli, od znawców mantramów i sanskrytu, a od mącicieli i domorosłych ezoszpanerów czy KULowców, w tym spolszczaczy i innych dewiantów trzymać się z daleka. 


2 komentarze:

  1. Przed chwilą zbadałem czcigodnego Pana Śiva numerologicznie w Somie, dokonując pomiaru sumy spółgłosek i samogłosek, oto wyniki:

    Śiva - 6 ( podgrupa niestety nieciekawa 15 )
    Śiwa - 7 ( podgrupa 16, już ładniej.. )
    Shiwa - 6 ( podgrupa 24 )
    Shiva - 5 ( podgrupa 23 )

    Myślę, że numerologicznie najbliższa Panu Śiva jest podgrupa 16, z którą wielokrotnie spotykałem się przy Czcigodnej Jego postaci. 16 to liczba np osób towarzysząca Babaji w Jego niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika Aśramie. 7 ka z podgrupą 16, również posiada nieco ładniejszy ezoteryczny uśmiech od 6 tki z podgrupą 15.. :)
    Nie kwestionując tego co napisałeś, sprawa nam się nieco pokomplikowała.. :)

    Światełka*********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Transliteracje idei z innych alfabetów są dobrze znanym problemem w numerologii. Stąd często stosuje się pewne zabiegi, żeby obraz numerologicznego portretu był znacząco lepszy, jeśli w jednym języku, w Sanskrycie, obraz ten jest dobry, a nawet świetny, a w innym języku, łacińskim, polskim paskudny czy kiepski. Widzą to ci, którzy dziwią się, że w tekstach, nawet tłumaczeniach mają napisane: Śiwa Bóg lub Śiva Bóg zamiast samego imienia Śiwa czy Śiva.

      W zwyczajnych praktykach medytacyjnych problem jest rozwiązywany jeszcze prościej. wizualizuje się Imię w oryginalnym zapisie w Sanskrycie, wtedy ma oryginalną wibrację numerologiczną dla Sanskrytu.

      Tacy co nie mają o tym pojęcia, rzeczywiście mogą spowodować problem zdemonicznienia wibracji imienia Bóstwa czy ideału pochodzącego z tradycji posiadającej inne pismo, np. chińskie, hebrajskie, greckie, rosyjskie. Sanskryt nie jest tutaj wyjątkiem, a mistrzowie wschodu znając problem surowo nakazują wizualizowanie wszelkich mantr i imion Bóstw w oryginalnym zapisie w Sanskrycie. Także jako praktyka stosowane jest pisanie mantramów oraz imion bóstw w oryginalnym zapisie devanagari lub siddham...

      Nic zatem nie jest zbyt skomplikowane, aby nie można sobie z tym poradzić.

      Usuń