niedziela, 21 maja 2017

Psychologia zorientowana na proces

Arnold Mindell, psychologia procesu, psychoterapia, śniące ciało, taoizm a rozwój duchowy


Psychologia zorientowana na proces, nazywana również psychologią procesu, pracą ze śniącym ciałem, pracą z procesem lub określana skrótem POP (z ang. Process Oriented Psychology)... 

Czym jest praca z procesem 


Psychologia zorientowana na proces – inaczej praca z procesem, praca ze śniącym ciałem, psychologia procesu (Process Oriented Psychology, Process Work, Dreambody Work) – kierunek psychoterapeutyczny, zapoczątkowany w latach siedemdziesiątych XX wieku przez Arnolda Mindella i rozwijany przez grupę skupionych wokół niego osób. Arnold Mindell zainspirował się przede wszystkim psychologią Junga i jego teleologiczną koncepcją osobowości mówiącą o tym, że zdarzenia naszego życia popychają nas w określonym kierunku jakim jest pełnia = rozwój. Kolejnym ważnym fundamentem Psychologii Procesu jest filozofia taoistyczna, a ściślej pewne tylko wybrane z niej punkty. Terapeuta pracując z procesem, podobnie jak taoista, podąża za naturalnym biegiem wydarzeń, co pozwala na zajęcie się tym co naprawdę jest teraz ważne oraz na pracę w takim stylu, który jest odpowiedni dla klienta czy pacjenta.


Krótko mówiąc, twórcą czy raczej kompilatorem psychologii procesu jest dr Arnold Mindell. Metodę swoją zaczął, jak sam podaje, rozwijać już w 1970 roku w Szwajcarii, gdzie pracował tam wtedy jako analityk jungowski. Wprowadził wówczas do swojej praktyki pojęcie “śniącego ciała”, stosowane dotąd głównie w królewskiej jodze oraz taoistycznych metodach pracy z Chi (Qi). Rozszerzył w ten sposób jungowską pracę ze snami na pracę z ciałem, bardzo zalecaną w tradycyjnej jodze, taoizmie i także zachodnim okultyzmie. W kolejnych latach rozwinął kolejne metody pracy z pacjentami/ klientami. Obejmowała ona także pracę z ruchem, z relacjami i ze światem, a wszystko to na bazie ówczesnego stanu psychologii transpersonalnej podpartej modnym wówczas otwarciem na wiedzę o tradycjach wschodnich, takich jak taoizm, zen czy medytacyjna joga. 

Intencją Arnolda Mindella było stworzenie takiego sposobu pracy, który nie wykluczałby żadnego ludzkiego doświadczenia. Praca z procesem pomaga rozwiązywać wewnętrzne i zewnętrzne konflikty. Prowadzi do życia zgodnego z naturą (danej osoby lub związku) i do bycia w pełni sobą. Arnie Mindell mieszka aktualnie w USA w stanie Portland. W Polsce używa się kilku nazw tej metody. Najczęstsza nazwa to psychologia procesu. Występują także: psychologia zorientowana na proces, praca z procesem (process work) oraz POP. Ostatnia nazwa to pierwsze litery angielskiego wyrażania Process Oriented Psychology. 

W pracy ze śniącym ciałem pacjenci uczą się odkrywać w sobie głęboko ukryte obszary, które często nie są mile widziane w ramach ich systemu zachowań i wyznawanych poglądów. Te same ukryte aspekty psychiki rządzą jednak ich życiem, mają wpływ na codzienne czynności, zakłócają zachowanie, zdrowie oraz relacje. Gdy je wydobędziemy i zintegrujemy, odzyskujemy wewnętrzną równowagę i naprawiamy problematyczne aspekty życia. Dzięki pracy ze śniącym ciałem możemy też odzyskać kontakt z przeczuciami, intuicją, z subtelnymi doznaniami cielesnymi. Czy na co dzień jesteście spokojnymi, dobrze ułożonymi osobami? Jeśli często śni wam się wojna, a w codziennym życiu na jawie przydarzają się wam spotkania z osobami przejawiającymi agresję, psychologia procesu mówi na ten temat: „śnicie”, czyli przeżywacie tzw. proces wtórny, w którym wyparte uczucia i potrzeby próbują wydostać się na powierzchnię. 


Podobne mechanizmy rządzą nie tylko życiem jednostek: mogą zakłócić życie w związku, w relacji biznesowej, a także w grupie społecznej i firmie. „Śnimy” przede wszystkim o zmarginalizowanych aspektach naszej psychiki, tych, które na co dzień wyrzucamy poza nawias świadomości. W prawdziwych snach i w codziennym życiu – w postaci figur, np. zwierząt, ludzi, zjawisk – możemy poczuć ból, zazdrość, gniew. W prawdziwych snach przejawiają się także symptomy i dolegliwości fizyczne. Astma może przybrać postać chcącej nas udusić osoby, a mocne bicie serca – galopu koni. Związki między procesem psychicznym, symptomami zewnętrznymi i snami Mindell nazwał śniącym ciałem lub procesem. Przejawiają się one we wszystkich aspektach naszego doświadczenia: w relacjach, nieintencjonalnych ruchach, zewnętrznych zdarzeniach, które przyciągają uwagę, w odmiennych stanach świadomości, uzależnieniach itp.

Starożytny taoistyczny mistrz duchowy Lao-Tsy napisał: Tao (Dao), które można wyrazić słowami, nie jest prawdziwym Tao (Dao). Trochę podobnie jest z procesem, który do taoizmu często się odwołuje. Proces jest czymś, co owszem można opisywać, ale prawdziwie występuje jedynie w indywidualnym doświadczeniu. Nie oznacza to jednak, że nie da się z nim pracować, wręcz przeciwnie. Arnold Mindell, kompilator metody, w pewnym momencie swoich poszukiwań dokonał pewnego odkrycia, a raczej zapożyczenia z wiedzy wschodniej. Mianowicie dowiedział się, że symptomy fizyczne (symptomami nazywamy te odczucia w ciele, które uznajemy za nieprzyjemne, bolesne, przeszkadzające, dokuczliwe, niepokojące) na które skarżą się ludzie pojawiają się również w snach, przybierając postać figur sennych (ludzi, zwierząt, przedmiotów, zjawisk), o czym od tysięcy lat uczy joga indyjska. I tak na przykład, jeśli kogoś boli głowa w pulsujący, rozsadzający czaszkę sposób, to może ta osoba śnić o jakiejś eksplozji lub może pojawić się pulsujący stwór. Jeśli ktoś ma palące uczucie w żołądku, będzie śnił o pożarze lub podpaleniu. Jeśli ktoś cierpi na astmę, może przyśnić mu się postać, która chce go udusić lub miejsce, w którym brak tlenu. I tak dalej. Oczywiście w każdym indywidualnym przypadku wzorce senne będą inne. W POPie nie stosuje się interpretacji snów na podstawie z góry określonych symboli, jak w dobrze opracowanych już kulturowych sennikach, a poszukuje się raczej zrozumienia symboliki indywidualnej osoby na podstawie jej własnych doświadczeń. Niestety, bardzo często może to wyprowadzić na manowce i spowodować błędną interpretację, tym bardziej, jeśli osoba i jej rodzina są mocno związani z jakąś kulturową tradycją opracowania snów. Wtedy margines na nowe indywidualne interpretacje może być bardzo niewielki lub próba skieruje w totalnie ślepą uliczkę i trzeba się jednak np. w Indii, Egipcie czy Chinach trzymać tamtejszej szamańsko-medycznej interpretacji, często znanej od tysiącleci, nawet jak się jest Amerykaninem na wakacjach śniącym w Nepalu. 

Jeśli chodzi o interpretację snów, to w dobrych sennikach jest po kilka lub kilkanaście możliwych typowych interpretacji, zatem najpierw lepiej z nich korzystać niźli próbować tworzyć nową własną, bo w ten sposób tylko brnie się w zbędne fantasmagorie i urojenia. Każdy wie jakie są podstawowe zastosowania siekiery i najpewniej najpierw trzeba się zastanowić, czy aby nie służy ona do rąbania drzewa, ale dla taoistów czy joginów są to oczywistości, które amerykańskie umysły, nawet w wypadku Mindwella jak widać nie pojmują. Zanim poszukasz dla siekiery zastosowania w charakterze rakiety do lotów na Księżyc rozważ jednak, że służy do rąbania drzewa. A to są właśnie typowe wskazania dobrych senników, także tych okultystycznych, nie tylko taoistycznych czy egipskich. 

Wzorzec, który organizuje doświadczenie w wyżej opisany sposób, Mindell nazwał śniącym ciałem. Australijscy aborygeni używają określenia śnienie na proces doświadczania życia, ten jawny i ten ukryty – nie przejawiający się bezpośrednio. Tao zaś jest zasadą organizującą przepływ życia, jest tym, co leży u źródła naszych doświadczeń i przenika je wszystkie. Pojęcie śniącego ciała ustąpiło z czasem bardziej uniwersalnemu „procesowi”, ponieważ okazało się, że nie tylko sny i symptomy cielesne podlegają tej specyficznej organizacji – dotyczy ona praktycznie wszystkich aspektów naszego doświadczenia. Proces definiuje się jako przepływ informacji, a idea „nie można się nie komunikować” sformułowana przez Paula Watzlawicka zostaje tutaj maksymalnie rozszerzona, daleko poza werbalną i niewerbalną komunikację międzyludzką. 

Pyschologia jak i praktyczna psychoterapia zorientowana na proces to psychoterapia oparta na proces (psychoterapia procesu, praca z procesem, POP, praca ze śniącym ciałem, process work, dreambody work) to nowa - zapoczątkowana w latach siedemdziesiątych ostatniego stulecia i ciekawa metoda terapeutyczna opracowana przez dr Arnolda Mindella amerykańskiego terapeutę szkoły jungowskiej oraz zespół współpracujących z nim osób. Praca z procesem (od terminu process work) to z jednej strony niby nowoczesna metoda pracy psychologicznej z osobami w różnych stanach świadomości, a z drugiej strony sięga do filozofii taoizmu i tradycyjnej jogi (Gestalt). Arnold Mindell łączy w swojej oryginalnej teorii psychologii zorientowanej na proces koncepcje pochodzące z różnych źródeł: filozofii taoistycznej, psychologii analitycznej C.G.Junga (który najbardziej inspirował się królewską jogą i okultyzmem), teorii informacji, teorii ról, podejścia komunikacyjnego i systemowego w terapii. Różnorodne wątki i inspiracje łączy w całość bardzo prosta i spójna teoria procesu. 

W książkach Arnolda Mindella znajdujemy liczne odniesienia oraz metafory z obszaru fizyki, przy pomocy których twórca nowego podejścia w terapii przekonuje nas o konieczności zmiany paradygmatu w psychologii - proponuje między innymi myślenie w kategoriach procesu zamiast stanu, wprowadza pojęcie pola. Nieodłącznym elementem teorii Arnolda Mindella jest również pojęcie głębokiej demokracji i postulat pracy z mniejszościami (w tym seksualnymi), jednakże nie zawsze idzie to tak jak w praktyce taoistycznej czy tradycyjnej klasycznej jodze, gdzie mniejszości seksualne dość skutecznie leczono z zaburzeń tożsamości płciowej. Taoizm oraz tradycyjna joga od zawsze kładą nacisk na proces akceptacji i głębszego zrozumienia płci biologicznej, na prawdziwą przemianę wnętrza synchronizującą z biologiczną naturą płci z jaką się człowiek urodził oraz na magnetyzm harmonizujący więzi pomiędzy kobietą a mężczyzną. Umacnianie błędnej identyfikacji czy błędnych pragnień seksualnych do osób tej samej płci jest złym kierunkiem jaki obrali niektórzy amerykańscy psychoterapeuci, nie mając zapewne dostatecznej wiedzy i praktyki taoistycznej ani jogicznej. Generalnie w każdej psychoterapii trzeba się wystrzegać wpychania pacjenta/klienta w oczywiste błędy, mrzonki, urojenia, fantasmagorie czy ślepe uliczki. 

Praca z procesem reprezentuje nurt fenomenologiczny (zjawiskowy, objawowy) w terapii. Terapeuta zorientowany na proces bada subiektywny świat drugiej osoby pomagając jej odnaleźć wzorce, znaczenia ukryte w pozornie bezładnym świecie doświadczeń i problemów dnia codziennego, snach, symptomach cielesnych, relacjach, odmiennych stanach świadomości. Jeśli chodzi o wzniosłe, duchowe stany świadomości, lepiej konsultować je z osobami doświadczonymi w rozwoju duchowym metodami tradycyjnej jogi lub taoizmu, gdyż zachodni psychoterapeuci zwykle nie wiele wiedzą, a nie mają doświadczenie z poważną i głęboką praktyką duchową charakterystyczną dla kultur wschodu z Indii, Tybetu czy Chin. Również w pracy z parą, rodziną, grupą ważnym zadaniem terapeuty jest poznanie sposobu w jaki osoby doświadczają i opisują rzeczywistość czy swoje problemy czy doznania. 

Praca z procesem wykorzystuje różnorodne techniki terapeutyczne pozwalające na pracę zarówno z materiałem werbalnym jak i pracę poprzez ruch czy z wykorzystaniem doświadczeń ciała. Przyglądając się pracy terapeuty zorientowanego na proces odnajdziemy w niej elementy przypominające działania terapeuty Gestalt (jogoterapii), techniki stosowane przez analityka jungowskiego, elementy psychodramy a także metody stosowane w terapii behawioralno-poznawczej. Praca z procesem stanowi udaną syntezę różnorodnych technik pracy terapeutycznej a jednocześnie nie traci swojej wewnętrznej spójności odwołując się do podstawowego dla niej pojęcia procesu i terminów zaczerpniętych z teorii informacji. 

Psychologia zorientowana na proces jest otwartym, interdyscyplinarnym podejściem wspierającym zmiany indywidualne i zbiorowe. W praktyce tego podejścia łączy się pracę ze snem (chociaż lepsza jest zwykle tradycyjna joga snu i śnienia), z ciałem, z symptomami (objawami), z relacjami i pracę z dużymi grupami. Metoda oferuje rzekomo nowe sposoby radzenia sobie z obszarami doświadczenia, które są odbierane jako problematyczne lub bolesne, jednak bazując na elementach taoistycznych czy jogicznych, w swej istocie oferuje stare dobre i sprawdzone techniki w zaledwie nowym opakowaniu (o ile nie zostały zbytnio uproszczone lub zdegenerowane jak to w USA bywa). 

Objawy fizyczne, problemy relacyjne (po polsku mówimy problemy w związkach interpersonalnych), konflikty grupowe i napięcia społeczne, po potraktowaniu ich z ciekawością i szacunkiem, mogą stać się impulsem istotnym dla rozwoju osobistego jak i czynnikami społecznej zmiany. Metodę Arnolda Mindella można zaliczyć do nurtu terapii humanistycznych, a praktyków terapii gorąco zachęcamy do praktykowania tradycyjnej pełnej królewskiej jogi oraz podjęcia tradycyjnych praktyk taoistycznych. Joga oferuje bowiem gotowy dział psychoterapii, pracy nad umysłem i emocjami oraz zmysłami co zwie się PRATYAHARA. Jest to podejście fenomenologiczne (zjawiskowe, objawowe), w którym dla terapeuty najważniejsze są subiektywne znaczenia nadawane własnemu doświadczeniu przez klienta/pacjenta. Koncentruje się ono na relacji (związku) zachodzącej pomiędzy sposobem doświadczania otaczającego świata i własnej osoby a możliwościami osobistego i kolektywnego rozwoju, możliwością zmiany zachowania i poszerzenia możliwości wyboru w konkretnych sytuacjach, możliwością odbudowy poczucia życiowej satysfakcji i spełnienia. 

Psychologia procesu Arnolda Mindella to wedle jego założenia przede wszystkim dziedzina praktyczna oferująca użyteczne i sprawdzone, własne jak i wypracowane przez inne szkoły terapeutyczne sposoby pracy z szerokim spektrum problemów i objawów. Konceptualizacje, teoretyczne propozycje Arnolda Mindella to raczej użyteczne w praktyce terapeutycznej 'drogowskazy' do pracy nad sobą i pewna filozofia psychoterapii a nie tylko udokumentowane twierdzenia wynikające z systematycznej działalności i refleksji o charakterze ściśle naukowym. Funkcjonowanie psychiki i ludzkie zachowania często jednakże wymykają się z reguł opracowanych ściśle naukowo. Niektórym konceptom Mindella brak jasności terminologicznej, część twierdzeń ma charakter arbitralnie przyjętych dogmatów, nie zawsze spełniają one wymogi stawiane przez nauki społeczne odwołujące się do przyrodniczego modelu naukowości, chociaż niektóre opisywane zjawiska i postulowane przez ten model zależności mogą być badane i weryfikowane metodami nauk przyrodniczych. 

Twórcy metody POP często odwołują się do:

* taoizmu filozoficznego (chociaż w rzeczywistości od zawsze istniał tylko jeden taoizm, religijny); 
* myśli C.G.Junga (wielce interesował się jogą i okultyzmem); 
* teorii informacji oraz różnych koncepcji pochodzących z obszaru współczesnych nauk przyrodniczych.

Psychologia zorientowana na proces jako metoda eklektyczna wykorzystuje metody wypracowane przez takie szkoły jak:

* terapia analityczna Junga; 
* terapia Gestalt (zaczerpnięta z tradycyjnej jogi);  
* podejście skoncentrowane na osobie Rogersa; 
* podejście systemowe i komunikacyjne. 

Obszary zastosowania pracy z procesem: 

* praca ze snami,
* praca z symptomami fizycznymi,
* praca z ciałem,
* praca z relacjami – komunikacja, projekcje, zaśnienia, sny relacyjne i mit relacji,
* praca z rodziną,
* praca z uzależnieniami,
* praca z krytykiem wewnętrznym,
* praca z transem i osobami w śpiączce,
* praca wewnętrzna,
* twórczość,
* praca z nadużyciami,
* praca z grupą,
* praca ze społecznościami,
* przywództwo, zarządzanie organizacjami,
* mediacje, rozwiązywanie konfliktów w organizacjach 

Ponieważ Psychologia Procesu jest metodą eklektyczną korzysta również z metod wypracowanych także przez inne szkoły jak: taoizm, metody terapii Gestalt, podejście humanistyczne (Rogers, Maslow), podejście systemowe i komunikacyjne oraz metody z innych szkół wywodzących się od S. Freuda. Praca z procesem, czyli z przepływem doświadczeń jest podejściem, w którym terapeuta pomaga w badaniu subiektywnego świata doświadczeń drugiej osoby oraz w znalezieniu przydatnego w rozwiązaniu znaczenia, ale jak słusznie zauważają krytycy metody może to także służyć dowolnej manipulacji klientem/pacjentem ze strony terapeuty. Ten wzorzec może być ukryty w wielu ważnych dla nas obszarach m.in. relacjach, wydarzeniach w świecie, w doznaniach cielesnych, snach, twórczości, odmiennych stanach. Narzędziem pracy z procesem jest osoba terapeuty i jego świadomość – poprzez wejście w relację terapeutyczną terapeuta uzyskuje na różne sposoby dostęp do doświadczeń drugiej osoby. 

W stanie Oregon odmawia się uznania psychologii procesu Mindella za rodzaj terapii licencjonowanej dla celów klinicznych (terapeutycznych), zatem ma raczej status kursu samorozwoju osobistego niźli nurtu psychologii czy psychoterapii. Krytyka w USA wobec Mindella, nawet ze środowisk psychologii transpersonalnej, zarzuca zbyt duży potencjał metod i technik mogących służyć do niewłaściwie spożytkowanego kontrolowania umysłów ludzi. To czy coś używamy dla dobra innych czy dla własnych celów może zależeć od konkretnego terapeuty - który może na klientach/pacjentach realizować własne cele i dążenia, których nie jesteśmy świadomi. A generalnie, terapie kliniczne służące leczeniu od kursów samorozwoju poznajemy po użyciu słów pacjent (terapeuci kliniczni) oraz klient (amatorzy, uzdrowicieli i szamani, twórcy własnych kursów, radzenie sobie z własnymi problemami, kompilatorzy metod, prowadzący badania nad nowymi terapiami). 

POP i opis struktury psychiki ludzkiej 


Nikt z ludzi zwykle nie jest jednorodnym bytem psychologicznym, każdy zachowuje się w różny sposób, przeżywa różne uczucia, bywa taki czy inny. Czasem jest się leniwym, ale gdy ma się zadanie, to pracuje się sumiennie. Nie zwracamy uwagi na detale, chyba, że dotyczą one ważnej dla nas sprawy. Z reguły jest się osobą miłą dla ludzi, choć potrafi się być złośliwą. I tak dalej. Własne „JA” składa się z przeróżnych mniejszych kawałeczków „ja”, z wielu składowych. Niektóre teorie nazywają je subosobowościami czyli podosobowościami, Karol Jung mówił o archetypach, psychologia społeczna mówi o rolach społecznych (podosoba szefa, podosoba męża, podosoba rodzica etc). Jednak to, co w pracy z procesem jest ważne, to zauważenie faktu, że z niektórymi kawałkami utożsamiamy się bardziej niż z innymi. Można ten nasz stopień utożsamienia się przedstawić na kontinuum, na którego jednym krańcu znajduje się to wszystko, o czym bez mrugnięcia okiem powiem „to Ja”, a na drugim to wszystko co jest „nie ja”. Pomiędzy nimi są wszelkie stany pośrednie. 


To, co bliższe naszej tożsamości i świadomości nazywamy procesem pierwotnym, to co dalekie – procesem wtórnym. Wszystko, co wtórne, z reguły sprawia nam jakiegoś rodzaju kłopoty, nie podoba się, nie zgadzamy się na obecność tego w naszym życiu (czasem jesteśmy za, a czasem przeciw). Bardzo często są to też te aspekty ludzkiego zachowania czy doświadczenia, które są w jakiś sposób napiętnowane społecznie i kulturowo. 

Wyobraźcie sobie na przykład pewną kobietę, która jest spokojną i miłą osobą. Taką siebie postrzega i taka zazwyczaj się zachowuje. Ale od czasu do czasu zdarzają się jej napady złości i agresji, których nie jest w stanie kontrolować. Stany te ogarniają ją, jakby przychodziły nie wiadomo skąd, a gdy mijają zazwyczaj odczuwa wstyd i tłumaczy, że „nie wie zupełnie co w nią wstąpiło”. Jednocześnie bardzo często śni jej się wojna, w której bierze aktywny udział, biegając z bronią i walcząc z wrogami, czując się fantastycznie w kontakcie z tego rodzaju siłą. Na co dzień osoby, które przejawiają w otwarty sposób agresję (nawet werbalną) wywołują w niej strach, a każda konfrontacja bardzo nią porusza. Ku jej niezadowoleniu dość często przydarzają się jej takie spotkania. Gdy była mała, babcia wpajała jej, że dziewczynki powinny być grzeczne i opanowane, a gdy chciała bawić się podczas wakacji na wsi z kolegami w wojnę, była besztana, że „tak nie przystoi”.

Widzicie już zapewne wyłaniający się wzorzec. To, co wtórne jest niechciane, ale nie da się go łatwo pozbyć. Podobnie jak w fizyce funkcjonuje zasada zachowania energii, tak żadna jakość psychiczna nie może zostać wyeliminowana, co najwyżej może ulec transformacji (przekształceniu, przemienieniu). Tak samo jest z procesem wtórnym. Nie chcemy treści, które on ze sobą niesie, bo wydają się zagrażające i niebezpieczne. Najciekawsze jest jednak to, że są one w jakiś sposób potrzebne w naszym życiu, dobijają się do nas po to, by nas wzbogacić, poszerzając dostępny repertuar reakcji, zachowań, doświadczeń. Kobieta z przykładu powyżej bardzo często natrafia na sytuacje, w których stanowcza i zdecydowana reakcja byłaby bardzo przydatna w jej życiu. Proces wtórny chce zwrócić na siebie uwagę. Energia, która kryje się za agresją mogłaby zostać na przykład wykorzystana do obrony własnych granic, ochrony swoich interesów albo zdecydowanego realizowania odważnych projektów. 

Zatem informacja jaką zazwyczaj niesie proces dotyczy tego, co wyrzuciliśmy poza nawias naszej tożsamości, a co upomina się o naszą uwagę. Z początku delikatnie, później coraz gwałtowniej. Informacja niewysłuchana będzie krążyć i pukać do naszej świadomości z godnym podziwu uporem i kreatywnością. Czasem jest to śmieszne, czasem bywa tragiczne. Za to zawsze, jeśli z uwagą oraz choćby szczątkową otwartością i akceptacją zwrócimy się ku tym niechcianym i nieprzyjemnym kawałkom, okazuje się, że było to warte zachodu. To bardzo wstępny wstęp do tego, co nazywamy pracą z procesem. Mam nadzieję, że zaciekawiło to ciebie i pojawiły się pytania. 

Joga, zarówno klasyczna indyjska królewska, tantryczna jak i taoistyczna kładzie wielki nacisk na procesy transformacyjne aranżowane w formie prowadzonych przez mistrzów i nauczycieli relaksacji bądź w formie prowadzonych medytacji z wizualizacjami i dźwiękami mantramów. 

Trudności ze zmianą czyli progi, o które się potykamy


W psychologii procesu „progiem” (ang. „edge”, co można tłumaczyć również jako „krawędź”, "ramę", "ostrze", "grzbiet", "granicę") nazywamy granicę oddzielającą to, co znane, to z czym się utożsamiamy, od tego co jest mniej znane i od naszego poczucia „ja” dalsze. Próg może dotyczyć zachowań, doświadczeń, działań i blokuje niejako przepływ naturalnego procesu rozwoju czy „dziania się” spraw. Za progiem czy poza wytyczonym obramowaniem "Ja" jest przestrzeń zmiany, przed nim jest przestrzeń dotychczasowego działania, nawyku, stanu rzeczy. Można mówić też o tożsamości – to, z czym się utożsamiamy jest przed progiem. To, co znamy, tacy jesteśmy, takimi siebie widzimy. Tam, gdzieś tam, jest to czego pragniemy (lub/i boimy się), kim nie jesteśmy, a chcielibyśmy (w przypadku zmian inicjowanych intencjonalnie) lub/i boimy się (częste w zmianach „wymuszanych” przez życie) być. 

To, co nieznane czasem fascynuje, czasem przeraża, a nierzadko wywołuje jedno i drugie naraz (np. nieznane nowe życie po rozstaniu czy rozwodzie albo w nowej pracy). Największe progi związane są z głębokimi zmianami na poziomie tożsamości (jakie wywołuje prawdziwa praktyka taoistyczna oraz klasyczna joga). Po przekroczeniu progu stajemy się w pewnym sensie kimś innym (przeistoczenie), niektóre stare zachowania przestają być potrzebne, pojawiają się nowe. To piękne, ale też trudne doświadczenie, jednak w rozwoju duchowym wiele osób niczym przysłowiowa "świnia umyta", powraca szybko do kałuży błota, do znanego bajorka zasilając rzesze renegatów którzy odpadli ze ścieżki samorozwoju i rozwoju wewnętrznego. Dodatkowo, szczególnie w przypadku głębokich procesów, próg czy krawędź jest bardziej przestrzenią niż ostrą, pojedynczą linią. W przestrzeni granicznej nie jesteśmy już „tamtym starym”, ale nie jesteśmy też jeszcze „tym nowym”, a tradycyjna wiedza duchowa Wschodu wspomina siedem takich wielkich granic czy krawędzi, a ostatnią nazywa "wielką granią" czy jak u sufich "przestrzenią ostatnie granicy" (w jodze "granica wielkiego lotosu". Jakbyśmy stali za zakrętem, nie wiedząc do końca co nas tam spotka, nie umiejąc się jeszcze zachować "po drugiej stronie". Ta przestrzeń pomiędzy bywa pełna przerażenia i nierzadko strachu, ujawnia rozmaite opory, fobie i obsesje, a także tęsknoty za minionym. 

Próg czy krawędź, bariera pogranicza może się przejawiać na różne sposoby. Można czuć, że nie umiem, nie mogę, nie dam rady, to nie dla mnie, to bez sensu. Mogę czuć, że „coś” mi nie pozwala, coś jakby poza moją kontrolą. Ściana, mur, wewnętrzny sabotażysta. Czasem próg jest tak duży, że nawet nie chce się osobie patrzeć czy myśleć o tym, co jest inne. Próg przejawia się też w opiniach i ocenach, że coś jest głupie, bez sensu albo „jak tak można” – jeśli inni to robią. Zdarza się, że próg jest odczuwalny wręcz fizycznie – blokadą w ciele, odpychaniem, czy chęcią ucieczki, a nawet fobicznym strachem przed "ścieżką" czy "guru". Odległy próg może istnieć poza świadomością, przejawiając się niezauważaniem konieczności zmiany, mimo pojawiających się sygnałów ją sugerujących lub nawet gdy zmiana dzieje się „bez pytania”. 

W trakcie terapii możemy się spodziewać pewnych konkretnych sygnałów, które mówią, że klient „jest na progu”. Zmienia temat, nie chce się zajmować czymś, o czym przed chwilą żywo mówił, ziewa, czuje, że nie może, nie potrafi albo wstydzi się bardzo. W życiu codziennym też możemy zauważyć takie momenty wycofania się lub zatrzymania. Chcesz coś powiedzieć, ale nie możesz, chcesz coś zrobić, ale się boisz. Myślisz o czymś, a potem to umyka. Planujesz coś zrobić, ale zapominasz o tym, kolejny raz z rzędu. Obserwujesz kogoś, kto robi coś inaczej niż ty i masz burzę mieszanych uczuć – chcesz, ale się boisz; nie chcesz, nie podoba ci się, ale nie możesz przestać o tym myśleć. Można też mieć fizyczne objawy różnego rodzaju: bóle w ciele, bóle głowy, zawroty głowy, odczucie pustki w umyśle, jakieś dziwne odczucia w ciele – szczególnie w momentach kiedy masz zrobić coś dla siebie trudnego, zabierasz się za to lub myślisz o tym. Ponieważ odczucia te są niezbyt przyjemne, odruchowo uciekamy od tych sytuacji. A tu trzeba mimo wszystko zatrzymać się i zobaczyć o co chodzi. Jakie przekonania, doświadczenia, obawy, „figury progowe” nie pozwalają na zmianę? Dopiero wtedy można zacząć jakąś pracę na ten temat. 

W przestrzeni progu siedzą przeróżni strażnicy – błędne i szkodliwe przekonania, czy wręcz całe systemy przekonań: osobistych, rodzinnych, społecznych, kulturowych, a wedle jogi i taoizmu jeszcze zalążki dawnego karmana czyli uwarunkowania z wielu poprzednich żywotów. Mówią one o tym, że czegoś nie można, nie wolno, nie wypada, nie da się, nie powinno się. Czasem przekonania te wypowiada dana osoba, jako swoje własne, często pozornie bardzo racjonalne, przekonania, takie paranoicznie racjonalnie (poprawna logicznie argumentacja ale na błędnych przesłankach oparta). Mogą też w tej roli zostać obsadzeni inni ludzie – rodzina, bliscy, przedstawiciele społeczeństwa czy jacyś bliżej nieokreśleni „oni”. Strażnicy w umyśle i emocjach pilnują status quo, trzeba ich przekonać, przechytrzyć albo zignorować, a czasem zwalczyć wyrafinowanymi metodami. Własne "Ja", Ego, najbardziej buntuje się tuż przed jakąś znaczniejszą transformacją swoich niezbyt udanych składników (podosobowości). 

Próg do przeskoczenia może być niewielki, niemal nieznaczący, wystarczy lekka zachęta, delikatnie popchnięcie siebie samego czy z pomocą kogoś innego, by zrobić coś nowego. To nowe już się właściwie dzieje, trzeba tylko to dostrzec i wzmocnić. Jednakże, bywają progi średnie i wielkie, takie życiowe, z którymi mierzymy się od nowa i od nowa. Koronkowa robota, kawałek po kawałeczku pozwala posunąć się bliżej rzeczywistości po drugiej stronie. Progi długoterminowe mogą się przejawiać w przekonaniach czy sprawach, które regularnie nie wychodzą albo powracają – podobne relacje, podobne konflikty, podobne postanowienia, których nie sposób wypełnić. 

Jeśli próg jest duży, zwykle nie warto go forsować na siłę. Może i uda się go przeskoczyć, ale najczęściej tylko na chwilę, później następuje bolesny powrót któremu towarzyszy bardzo, bardzo nieprzyjemne uczucie, zdołowanie. Pewne sytuacje sprzyjają spontanicznemu przekroczeniu progu – na przykład stan zakochania powoduje, że wydaje się nam, że możemy przenosić góry, i przenosimy je. Robimy rzeczy, których byśmy w innej sytuacji nie robili, ale potem dodatkowe paliwo się kończyn i uczucie stygnie. Niektóre szkolenia czy „eventy” szkoleniowe mają podobne działanie jak zakochanie. Ogromna energia, którą serwują, pomaga przekraczać swoje progi, ale niestety po jakimś czasie często sprężynka wraca na swoje miejsce, jeśli nowego stanu nie ugruntujemy, nie przyzwyczaimy się do niego, a to przychodzi poprzez usilne powtarzanie aż do skutku. Stąd na Wschodzie nacisk na długotrwałe praktyki gruntujące, utrwalające zmiany w rozwoju duchowym. 

Pchanie kogoś (albo siebie), mówiąc „dla chcącego nic trudnego”, „jeśli Ci nie idzie, to znaczy, że się niewystarczająco starasz” czy „trzeba się wziąć garść i zmusić” jest pewną przemocą i wchodzeniem w koalicję z krytykiem, który przy okazji progów bardzo ochoczo się pojawia. Praca nad progiem, nad przechodzenie przez krawędź pogranicza, jest zazwyczaj bardziej energo- i czasochłonna niż namiętne czytanie o sposobach na zrobienie czegoś i fantazjowanie na temat tego, jak to będzie świetnie, jak już się uda. Warto jednak włożyć ten wysiłek, by faktycznie podążać za nurtem zmian. Niestety wśród liderów amerykańskiego New Age zdecydowana większość to fantaści snujący wizję czegoś o czym nie mają pojęcia w praktyce, co bardzo odróżnia ich od spokojnych i cierpliwych praktyków taoizmu oraz tradycyjnej jogi, którzy uczą o tym, co w praktyce przeszli, a nie o tym co wydumali tworząc swoją własną filozofię na temat taoizmu czy praktyk medytacji jogicznej. 

Na marginesie, do wszystkich Wewnętrznych Krytyków, którzy lubią suszyć głowę o sam fakt bycia na progu: Próg jest normalnym zjawiskiem. Wszyscy mają takie doświadczenia "na krawędzi", "załamania i odbicia", "wzloty i upadki". Próg jako taki nie jest niczym złym, jest informacją o naszej wewnętrznej strukturze a nie słabością. Pokazuje nam w którym miejscu „utknęliśmy”, więc można go świetnie wykorzystać dla dalszego rozwoju osobistego jak i duchowego. Niestety, jeśli chodzi o realny rozwój duchowy człowieka, w kierunku odsłonięcia Duszy czy prawdziwej, wyższej Jaźni, Atmana, nie tylko praca terapeutyczna jest potrzebna, nie tylko własny wysiłek, ale często pomijany nawet przez psychologię transpersonalną wątek mistyczno-magicznej Inicjacji (w jodze znanej jako Dikszan), dosłownie przelanie duchowej energii czy mocy z Mistrza na ucznia, acz jest to stanowczo poza zasięgiem możliwości nawet najlepszych szkół psychoterapii i rozwoju osobistego. Nie ma rozwoju duchowego człowieka, nie ma przebudzenia i oświecenia bez praktyki z autentycznym Mistrzem Duchowym, z Oświeconym Mistrzem, zdolnym przelać na ucznia błogosławieństwa i łaski tego co tantryczna joga zwie mianem Śaktipata, a tłumaczymy jako Moc Ducha. Najlepsza psychoterapia zatem, także psychologia i psychoterapia procesu, może jedynie do progu, do krawędzi ścieżki duchowej człowieka doprowadzić i ani kroku dalej. Nie ma bowiem psychoterapia nawet podstawowych narzędzi które umożliwiają wejście na duchową drogę życia, jak to mawiają taoiści, na ścieżkę niebios (Tao Tien). Mnóstwo jest ludzi, którzy odbija się od tego wielkiego progu, który przejść nie mogą, a którym jest "wejście w nurt ścieżki duchowej", "ścieżka niebios". 

Na każdym progu jest wiele różnych przekonań, które blokują zmianę ku lepszemu. Przekazy kulturowe, społeczne, pokoleniowe. Tego nie wolno, tamtego tym bardziej, to nie wypada a tak się nie robi. Często na progu pojawia się dobitne „tak nie można”, ale gdy podrążymy głębiej, popytamy tych astralno-mentalnych (emocjonalno-myślowych) strażników progu czy granicy dlaczego, jak to, ale czy naprawdę, okaże się, że argumenty bywają irracjonalne. Czasem próg potrzeba docenić, bo kiedyś chronił, ale dziś jest już nieaktualny. W innych przypadkach trzeba znaleźć w sobie siłę lub/i wewnętrznego sprzymierzeńca, by ostro się przeciwstawić na przykład pewnym sztywnym czy nieaktualnym zasadom. Potrzeba często też dobrego, akceptowalnego modelu nowego zachowania i wyrazistych zasad etycznych takich jak Jama (ang. Yama) w tradycyjnej jodze. Wyobraźmy sobie, że ktoś potrzebuje być bardziej stanowczy i mocny w swoich przekonaniach i działaniach, zatem potrzebuje wyraźnych wskazań etycznych. Sęk w tym, że taki sposób bycia kojarzy mu się z ojcem, który bywał agresywny i nadużywający władzy. Osoba ta potrzebuje innego, mądrzejszego przykładu, w jaki sposób można być stanowczym i szanować innych ludzi. I tutaj dochodzimy do dobrych autorytetów moralnych i duchowych, w taoizmie nazywanych Sifu lub niebiańskimi mistrzami, a w jodze zwykle Guru, Ryszi lub Maharyszi. 

Chcielibyśmy zwykle w swych fantazjach o omnipotencji (wszechmocy), pchani przekonaniem o byciu kowalem własnego losu myśleć, że my sami możemy i potrafimy. Chcieć to móc, i tak dalej. Nie zawsze tak jednak jest. Czasem zmiana musi dojrzeć, czasem potrzebne jest „jeszcze coś” i nie wiadomo do końca co to jest, póki się nie objawi. Najlepsze techniki, najbardziej wytężona praca nad problemem, najwspanialszy terapeuta nie przeskoczą czynnika gotowości do zmiany na lepsze. I to wcale nie jest smutne, moim zdaniem to jest nawet uwalniające. Pewne rzeczy po prostu się dzieją i już. W jednym momencie życia coś może być nie do przeskoczenia, a w innym zadzieje się niemal bez wysiłku. 

Zmiana na lepsze bywa też procesem drobnych przyrostów, niewidzialnych w danym momencie, a dopiero po dłuższym czasie. Mamy w takich przypadkach pewien obraz, którym się dzielimy: wyobraź sobie dno morza. Na dnie ktoś zbudował schody na powierzchnię, a ty po nich wchodzisz, stopień za stopniem. Cały czas jesteś pod wodą, więc nie czujesz zmiany (dla dobra metafory zostawmy kwestię ciśnienia). Dopiero przy ostatnim stopniu nagle, w niesamowity sposób wynurzasz się i coś się zmienia! Ile osób traci nadzieję w połowie drogi, ile osób niecierpliwi się, że nic się nie zmienia – mimo, że idą po tych schodach, może i powoli, konsekwentnie. Znaczna część drogi rozwoju wewnętrznego czy duchowego tak właśnie może wyglądać.  

Progi ujawniają najgłębsze przekonania na temat życia, śmierci i zmiany, prowokują nas do zadawania sobie pytań, takich jak: „Jak odnoszę się do nieznanych aspektów istniejących we mnie oraz w innych osobach?” lub: „Czego dowiaduję się o sobie samym w sytuacji pokonywania jakiejś przeszkody lub przezwyciężania lęku?”. Istotą pracy z progiem jest nawiązanie relacji ze swoim przeznaczeniem lub tym, co przekracza wymiar jednostki, jednak są to już zwykle duchowe progi niedostępne dla psychoterapii jeśli nie jest tylko dodatkiem do prawdziwej ścieżki duchowego wzrostu takiej jak taoizm czy joga (a także sufizm, który także zawiera owe nauki o procesach i progach chociaż Mindell wydaje się nie mieć o tym pojęcia). 

W trakcie nauki pracy z procesem poznajemy bardzo ważne pytanie, które należy zadać, gdy pojawia się jakaś trudność związana z wprowadzaniem zmian: czy to jest próg, czy to jest proces? Różnica jest istotna, bo w subiektywnym odczuciu w obu przypadkach doświadcza się trudności we wprowadzeniu jakiegoś rodzaju zmiany w swoim podejściu czy zachowaniu. Jeśli natrafiasz na silny próg, być lepiej będzie przejść na wyższy etap życia i poszukać mistrza życia duchowego, w jodze klasycznej czy ścieżce taoistycznej, aby podjąć poważną i głęboką podróż duchową ku przebudzeniu i oświeceniu niźli brnąć jedynie po dróżkach reperowania Ja metodami psychoterapeutycznymi. 

Niech następujący przykład zilustruje co mamy na myśli, mówiąc, że coś jest procesem a nie progiem. Pracowałam kiedyś z kobietą, która uważała, że potrzebuje być bardziej spokojna i zrelaksowana, ale nie wychodzi jej to, bo jest ciągle nerwowa. W toku pracy okazało się, że to czego potrzebuje to raczej lepszy kontakt ze swoją siłą, używanie jej i bycie bardziej ekspresyjną. Nie potrzebowała pracy z progiem na bycie spokojną a rozwinięcia innych sposobów bycia i działania. Gdyby usilnie starała się być spokojniejsza, tkwiłaby w martwym punkcie (i nadal śniłyby się jej bójki i kłótnie, co było jednym z sygnałów informujących nas o kierunku pracy). Bywa, że energię psychiczną trzeba gdzieś rozładować, pokazać siłę i należy to zrobić w sensowny sposób (np. w działalności społecznej). 

Z progiem mamy do czynienia, kiedy kierunek jest dobry, ale przekonania, brak umiejętności, dyplomów czy inne doznawane przeszkody utrudniają wprowadzenie zmiany. Można na przykład uważać, że nie może się być osobą delikatną i spokojną, bo to oznaka słabości. Albo różnego rodzaju doświadczenia (sny, spotykane osoby, spontanicznie pojawiające się stany) mogą kierować mnie ku medytacji, ale nie będzie się wiedziało jak za to się zabrać lub będzie się osoba bała, że wtedy stanie się np. zbyt leniwa. Wiele chorych myśli pojawia się tuż przed podjęciem treningu medytacyjnego, a jeszcze więcej przed poddaniem się duchowemu kierownictwu żyjącego Mistrza Duchowego, a trzeba pamiętać, że na Wschodzie, taoiści dzielą mistrzów na trzy kategorie, ceniąc najbardziej ostatnią: Mistrz Rzemiosła czy Fachu (np. mistrz terapii), Mistrz Nauczyciel (ten który wyuczył wielu uczniów na mistrzów rzemiosła) i Mistrz Duchowy. 

Takie rozróżnienia jak pomiędzy procesem, a progiem (krawędzią) jest ważne, bo czasem wpadamy w pułapkę zajmowania się nie tą sprawą, co trzeba. Nie raz spotykamy się z frustracją, bo ktoś nie może stać się „bardziej jakiś”, a okazuje się, że potrzebuje tak naprawdę „być bardziej” ale pod zupełnie innym względem. Aby dokonać tego rozróżnienia, trzeba zazwyczaj włożyć sporo wysiłku w refleksję nad sobą, bo nie zawsze jest to oczywiste. Ostatecznie, wszyscy terapeuci stają przed progiem rozwoju duchowego, przebudzenia Duszy czy prawdziwej boskiej Jaźni, Atmana - i to bywa dla nich największą frustracją, bo wiele dotychczasowych koncepcji trzeba porzucić, skonfrontować najtrudniejsze lęki, pozbyć się wielu błędów, a co najważniejsze, podjąć duchową drogę życia pod kierunkiem żywego mistrza duchowego (taoist. Tien Shi). Do tego, takiego Mistrza trzeba jeszcze znaleźć - i nie jest to Buddha, Kryszna, Mojżesz ani Jezus, bo ci dawno już zmarli. Musi to być mistrz żyjący aktualnie na Ziemi, a my musimy się totalnie poddać inicjacji i prowadzeniu, często przebywając z Mistrzem, poddać na zawsze, nie na chwilkę, a uczy o tym także jogiczna nauka o Iśwarapranidhana, nie tylko filozofia taoizmu (Kto nie podlega Mistrzowi, ten nie należy do Tao (Dao)). 

Terapia w nurcie psychologii procesu 


Terapia może trwać od jednej sesji do kilkuletniego cyklu spotkań. Sesje odbywają się z częstotliwością dopasowaną do potrzeb klienta i momentu terapii. Dopuszczalne są przerwy w terapii, jeżeli klient czuje, że na dany moment potrzebuje próbować samodzielnej pracy ze swoimi trudnościami. Gabinet jest zwykle urządzony prosto, bez nadmiernych ozdób, zazwyczaj wyposażony w dwa fotele i stolik, na którym można postawić wodę czy herbatę, często są też poduszki, karimaty, maskotki używane podczas terapii, np. do odgrywania ról. W szczególnych wypadkach terapia może odbywać się w domu klienta. Zadania domowe mogą być elementem terapii, jeżeli terapeuta widzi, że jest to sensowne dla danego klienta/klientki (np. znane publicznie osoby nie zawsze chcą aby paparazzi zrobili im zdjęcie jak wchodzą do gabinetu psychoterapii), zawsze jest to sprawa bardzo indywidualna, gdyż dla innej osoby ważniejsze może być to, żeby nic nie robić. Kontakt terapeutyczny może być bardzo różny w zależności od potrzeb klienta i od rodzaju pracy w trakcie sesji. Może to być „zwyczajna” werbalna praca terapeutyczna, ale może też być praca ciałem, ruchem, głosem, itp. 

Terapeuta stara się pomóc odnaleźć zagadnienia, które są energetyczne dla klienta w danym momencie, dlatego zagadnienie, nad którym podczas spotkania pracujemy, może być kontynuacją z poprzedniej sesji lub czymś zupełnie nowym, co np. zdarzyło się w danym dniu. W polu uwagi terapeuty są zarówno werbalne jak i niewerbalne przekazy klienta. Praca terapeutyczna polega na odkrywaniu znaczenia pojawiających się trudności w życiu klienta i ich roli w procesie rozwojowym. Problemy człowieka są wynikiem wewnętrznych, często nieświadomych konfliktów, które manifestują się poprzez zewnętrzne trudności, o czym dużo uczy joga królewska oraz joga uzdrawiania, a także tradycyjny taoizm (niebiańska ścieżka). Trudności te próbują w pewien sposób skłonić człowieka do pracy nad rozwiązaniem tych wewnętrznych konfliktów i w tym sensie mają znaczenie rozwojowe dla człowieka. 

Klient (pacjent) POP ostatecznie decyduje o zakończeniu terapii (przestając przychodzić), choć terapeuta może wnieść ten wątek, jeżeli widzi wyraźne sygnały, których klient jest jeszcze niekoniecznie świadomy. Bezpieczne zakończenie terapii oznacza, że klient posiadł pewną umiejętność w uświadamianiu sobie, mierzeniu się i rozwiązywaniu swoich wewnętrznych konfliktów bez pomocy terapeuty. Niestety, wśród ludzi zachodu, w odróżnieniu od ludzi wschodu, kończenie terapii wedle widzimisię klienta często dokonywane jest w najmniej odpowiednim momencie, a poważne terapie, poważna praca samodoskonalenia osiągana jest realnie dopiero po wielu latach terapii robionej z odpowiednią intensywnością, podobnie jak w treningu taoistycznego qigong czy pranicznej jogi zdrowia. W psychoterapii transpersonalnej przyjmuje się okres od 2 do 5 lat jeśli zajęcia to 2-3 dniowe warsztaty łykendowe raz na miesiąc (lub zajęcia/sesje co tydzień przez 3 do 5 godzin), jako dobry cykl dla zaaranżowania i utrwalenia głębokich przemian wewnętrznych (średnio to 3,5 roku). Oprócz osiągnięcia doraźnych efektów, ważne jest także utrwalenie nowych wzorców i postaw. 

Psychologia procesu silnie nawiązuje do myśli taoistycznej, zatem może dobrą metaforą będzie historia, jak to trzech mnichów taoistycznych patrzy na powiewającą chorągiew. Pierwszy z nich mówi: „Chorągiew się porusza”. Na to drugi: „Nie, to wiatr się porusza”. W końcu odzywa się trzeci: „To umysł się porusza”. Praca z procesem polega na dogłębnym przeżyciu przez klienta stojącego wobec trudności stanu z poziomu każdego z tych trzech stwierdzeń. Podstawą filozofii taoistycznej jest harmonizowanie Yin oraz Yang, podobnie jak w tradycyjnej jodze, odpowiednio harmonizowanie energii Ida oraz Pingala, żeńskiego i męskiego, księżycowego oraz słonecznego. Mnisi taoistyczni, co warto przypomnieć, podobnie jak jogiczni sannjasini żyją w wewnętrznej równowadze, a do tego kultywują "świętą samotność", żyjąc w naturalnie osiągniętym przez budowanie wewnętrznej harmonii celibacie (bez przymusu czy represji pragnień). Świeccy taoiści, podobnie jak świeccy jogini, żyją w harmonijnych małżeństwach, w związkach Yin-Yang (Ida-Pingala) czyli w związkach miłosnych Kobiety z Mężczyzną. Zasada Yin-Yang (Ida-Pingala) wyklucza tworzenie związków homoseksualnych lub biseksualnych uznawanych przez praktyczną i mającą duże doświadczenie w leczeniu pacjentów taoistyczną medycynę chińską, podobnie jak przez jogiczną ajurwedę (medycynę) za chorobę wynikłą z silnych przewlekłych zaburzeń Yin-Yang (patologia Yin-Yang). Nie wszyscy tak zwani terapeuci na zachodzie (szczególnie w USA), powołujący się na inspiracje taoistyczne czy jogiczne raczą o tych podstawowych rzeczach pamiętać, zatem trzeba się odamerykanizować i opuścić ślepą uliczkę chorób, zaburzeń i błędów, a zacząć używać intensywnie i skutecznie psychologii procesu do leczenia z zaburzeń Yin-Yang, do wprowadzenia zdrowego stanu harmonii wewnętrznej, a skłonności niektórych terapeutów znikną jako zły sen ciała. 

Wschodnie podejścia terapeutyczne (taoizm, joga) do zaburzeń tożsamości płciowej i preferencji płci oraz gatunku jest w pierwszym kontakcie podobne jak w szkołach zachodniej psychologii i psychoterapii gdzie próbuje się leczyć czy łagodzić stany zwane obsesjami, fobiami, nerwicami natręctw, zespołami urojeń paranoicznych czy nałogami. Można powiedzieć, że nałóg do hazardu ma w sobie i coś z obsesji i coś z urojenia paranoicznego, które dowodzi, że tym razem hazardzista musi wygrać. Mechanizmy obsesji czy rojeń że jest się jednak inną płcią niż się biologicznie jest czy natrętne pragnienia seksualne do osób tej samej płci lub różnych gatunków zwierząt mają podobne wzorce i w podobny sposób ulegają one rozkładowi i rozpuszczeniu w wyniku odpowiedniej psychoterapii (czasem wspomaganej lekami na Wschodzie). Oczywiście, jeśli chodzi o nałogi, jak w alkoholizmie czy narkomanii, jedną z podstaw skuteczności terapii jest uświadomienie sobie i zaakceptowanie tego, że zwyczajnie jest się chorym, ale na Zachodzie to akurat z tym jest problem, żeby pacjent uznał się za chorego, bo systemy medyczne i filozofie wschodnie doskonale rzecz wyjaśniają, tak, że nikt nie ma wątpliwości, że to choroby i zaburzenia organizmu oraz psychiki. W chińskiej medycynie taoistycznej to akurat rzecz wyjaśniana dokładnie w opisach zaburzeń i objawach patologii energetycznego systemu Łona i Osierdzia (Funkcja Krążenie-Seks). 

W pracy z procesem interesuje ludzi przede wszystkim doświadczenie. Dobrze ilustruje to anegdota o tym, jak spotyka się dwóch mnichów buddyjskich na moście. „Jak głęboka jest ta rzeka?” - pyta jeden, na co ten drugi wrzuca go do wody. Wprowadzenie w procesy wewnętrznych zmian na lepsze, doświadczenie nie musi być aż tak dramatyczne, ale zasada jest taka sama. Psychologia zorientowana na proces, zwana początkowo pracą ze śniącym ciałem, rozpoczęła się od odkrycia, że te same procesy psychiczne widoczne w snach osoby śniącej możemy również zaobserwować, pracując z symptomami fizycznymi tej osoby. Oznaczało to, że tak jak śnimy w nocy o pewnych marginalizowanych aspektach naszej psychiki, tak samo nasze ciało „śni” te same aspekty poprzez fizyczne symptomy. Stąd pomysł, zaczerpnięty z okultyzmu, taoizmu i jogi, że istnieje „śniące ciało” – byt, który jest zarówno ciałem, jak i snem. Jednak wkrótce okazało się, że sny i ciało to nie są jedyne obszary, poprzez które przejawia się nasz proces psychiczny, że te same procesy można również odkryć w relacjach, nieintencjonalnych ruchach osoby, w zdarzeniach w świecie, które przyciągają jej uwagę, w odmiennych stanach świadomości, toksycznych uzależnieniach itp. 

W jednej ze swoich książek Mindell napisał, że śniące ciało jest jak wielościenny klejnot, którego każda ścianka odbija tę samą informację. Rodził się powoli pomysł, że istnieje jakiś proces śnienia, który przejawia się w różny sposób ciągnąc lub popychając jednostkę, parę czy grupę w stronę rozwoju. Dlatego też psychologia procesu, która początkowo skupiała się na snach i ciele, zaczęła rozszerzać swój zakres pracy, a następnie wychodzić poza zainteresowanie jedynie rozwojem jednostki. Dziś jest to teoria i praktyka psychologiczna o ogromnym zakresie zastosowań, jest tortem o wielu warstwach i smakach. I to nie tylko dlatego, że zajmuje się bardzo szerokim spektrum ludzkich doświadczeń. W zasadzie pracujemy psychologicznie z każdym ludzkim doświadczeniem, bez względu na to, czy jest ono określane jako normalne, patologiczne, nerwicowe, psychotyczne, śmiertelne czy jakiekolwiek inne. 

W ostatnich latach szczególnie mocno rozwija się praca ze światem (worldwork), która zajmuje się problemami globalnymi, zagadnieniami mniejszości, liderowania, rozwiązywaniem konfliktów itp. Projekty artystyczne, praca z procesami twórczymi, wyprawy po świecie typu Experience Expeditions oraz wiele innych zastosowań czyni z pracy z procesem teorię i praktykę o szerokim wachlarzu oddziaływań. Klient czy pacjent przychodząc do psychoterapeuty ma oczywiście różne cele szczegółowe, lecz jego głównym celem jest zmiana jakiegoś aspektu funkcjonowania na lepsze. Podstawowe pytanie dotyczy jednak tego, kto ma określać jaka zmiana ma zajść w kliencie, jakie są podstawy, żeby tak je określać oraz w jaki sposób ma się zmiana dokonywać. Praca z procesem koncentruje swoją uwagę na wyłapaniu tych sygnałów nadchodzącej i koniecznej zmiany, które już wydarzają się w życiu jednostki, pary czy grupy, a których jest ona nieświadoma. Z tego względu psychoterapia procesowa jest mniej nieinwazyjna, gdyż to nie terapeuta decyduje o tym, co ma się zmienić w osobie, parze lub grupie, z którą terapeutycznie pracuje – jego zadaniem jest dostrzec tendencję do zmiany, która już istnieje i pomóc jej bardziej zaistnieć w rzeczywistości danej osoby czy grupy. Wpływ terapeuty jest zatem bardziej subtelny i ukryty, nie mniej zawsze terapeuta jest wiodącym grupę liderem i nie należy od tego nachalnie uciekać, a jest to pewna odpowiedzialność za to, w co wepchnie się swoich klientów - pacjentów. 

Można rozmawiać o doświadczeniach i przeżyciach, o symptomach ciała, można też starać się być w doświadczeniu aranżując odpowiednie sytuacje. Oczywiście psychologiczna praca nad tym, aby tak się stało nie jest aż tak drastyczna jak w historyjce o mnichu pytającym o głębokość rzeki. Chodzi o to, aby dać klientowi czy pacjentowi możliwość świadomego doświadczenia tych części siebie, które są przez niego odsuwane i nieużywane. Doświadczenie marginalizowanych aspektów siebie pozwala na wprowadzenie ich ponownie do obiegu energii psychicznej jednostki (pary, grupy), co zapoczątkowuje proces reintegracji, rozszerzenia zakresu tożsamości i funkcjonowania podmiotu. Istnieje wiele szczegółowych technik pracy, jednak w procesie kształcenia młodych terapeutów szczególną wagą przywiązuje się w POP do rozwinięcia metaumiejętności psychoterapeutycznych. Są to pewne postawy terapeuty wobec klienta i tego, co się z nim dzieje. Jest ich bardzo wiele, wspomnijmy więc tylko o jednej z ważniejszych dla POP – to postawa głębokiej demokracji, która oznacza szacunek i udzielanie wsparcia każdemu aspektowi doświadczenia jednostki. Tylko w ten sposób możemy sprawić, aby w naszym wewnętrznym parlamencie nie było lepszych i gorszych, lecz panowało dążenie do pełni, porozumienia i szacunku dla każdej części siebie. Zasada ta jednak nie spodoba się psychoterapeutom pracującym z jednostkami całkowicie zepsutymi moralnie, chociażby w więzieniach z seryjnymi mordercami albo gwałcicielami, ale POP nie jest terapią kliniczną i pewnie jej specjaliści nie miewają tego rodzaju pacjentów/klientów. Zawodowi zabójcy zwykle nie przychodzą do Arnolda Mindella opowiadać o swoich wrażeniach z podrzynania gardła kolejnej ofierze, dlatego trzeba sobie zdać sprawę także i z takich ograniczeń stosowania pewnych zasad dla ludzi z niewielkimi w sumie  problemami życiowymi. Proponowane zasady mogą też uniemożliwić terapię chociażby ofiar gwałtów czy zwykłych pobić, bo same założenie głębokiej demokracji z absurdalnym szacunkiem dla obrazu gwałciciela czy bandyty zwykle to uniemożliwi i jest prymitywnie naiwne, nie ma co do tego wątpliwości. Tego rodzaju podstawowe błędy zapewne powodują, że psychologia zorientowana na proces nie zdobyła jeszcze uznania wśród terapeutów klinicznych jako pełnoprawna metoda terapii, a przecież sam taoizm raczej pobitej i zgwałconej kobiecie zaleci raczej codzienne siekanie chińskim mieczem słomianej kukły gwałciciela niźli szacunek dla owego zbrodniarza. Ale to się w zmanieryzowanym USA w głowie pewnie nie mieści. 

Program licencyjny psychologii procesu Mindella trwa minimum 5 lat i jest podzielony na dwie fazy. Po minimum trzech latach nauki w programie, można ubiegać się o dopuszczenie do egzaminów, po których zdaniu można pracować z ludźmi (klientami) pod superwizją. Po następnych minimum dwóch latach nauki można ubiegać się o rekomendację do egzaminów dyplomowych. Osoba musi mieć ukończone studia wyższe (preferowane humanistyczne, najlepiej psychologia), o dopuszczeniu bądź nie do egzaminów decyduje Komitet Studiów (trzyosobowe ciało, które towarzyszy w całym toku studiowania), który sprawdza wypełnienie wymogów formalnych, ale też rozwojowe przygotowanie studenta do pracy z ludźmi. Szkolenie jest dopasowane do standardów  ministerialnych dla szkoleń i kursów w Polsce oraz do standardów Międzynarodowego Towarzystwa Pracy z Procesem (IAPOP) i obejmuje oprócz godzin szkoleniowych, min. 120 godzin własnej terapii, a także szereg godzin superwizji i praktyk. 

Arnold Mindell 


Arnold Mindell (ur. 1 stycznia 1940) – to amerykański psychoterapeuta, psycholog samouk, posiada dyplom po kursie jungowskiej psychoanalizy, działający w nurcie psychologii transpersonalnej tak zwany twórca a ściślej kompilator pewnej orientacji psychologicznej i terapeutycznej zwanej psychologią zorientowaną na proces (popularny skrót POP od. ang. Process Oriented Psychology). Od wielu lat związany z popularnym w kręgach nowych trendów terapeutycznych spod znaku mrocznego New Age i amerykańskiego satanizmu, ośrodkiem Esalen w kalifornijskim Big Sur (Esalen Institute). Ośrodek w Esalen uchodzi za jeden z najważniejszych tzw. "think thanks" amerykańskiego kościoła satanistycznego i wszystkich nurtów ideologii satanistycznej oraz lucyferycznej, bardzo modnej w USA i nurtach ciemnej strony New Age. Esalen znany jest także wykonywania nieetycznych badań i eksperymentów z zakresu kontroli umysłów dla CIA i amerykańskiej armii. Wraz ze swą życiową partnerką Amy, Mindell rozwija idee POP-u budowane w szerokim spektrum odniesień teoretycznych; od fizyki współczesnej, przez psychologię analityczną C. G. Junga, czy twórczość Carlosa Castanedy po inspiracje czerpane z kosmologii, mitologii, antropologii i praktyki wielu systemów religijnych (szamanizm, buddyzm, taoizm, joga religie Aborygenów australijskich).

Arnold i Amy Mindell
Arnold Mindell urodził się w Schenectady, w stanie Nowy Jork. Studiował fizykę techniczną (zastosowania fizyki) w MIT -  Massachusetts Institute of Technology, a później na ETH w Zürichu w Szwajcarii. W Szwajcarii został wprowadzony w psychologię jungowską przez Franza Riklina, późniejszego prezydenta Instytutu Jungowskiego. Przeszedł gruntowną psychoanalizę pod kierunkiem Riklina i Marie-Louise von Franz, został wyszkolony jako analityk jungowski i uzyskał filozoficzny stopień Ph.D. (doktora) w  Union Institute. Dyplom analityka jungowskiego uzyskał w 1970 roku. Pracował w C. G. Jung Institute jako nauczyciel i trener analityczny aż do 1985 roku, kiedy to opuścił Instytut. Z początkiem lat 80-tych XX wieku, Mindell i jego współpracownicy rozpoczęli w Zürichu prowadzenie treningów psychologii zorientowanej na proces, w odróżnieniu od analizowania stanu pacjentów/klientów. W 1982 roku ufundowali to co jest teraz nazywane Institute for Process Work (Institut für Prozessarbeit IPA) czyli Instytu Pracy z Procesem. 

W końcu lat 80-tych XX wieku, Anold i Amy Mindell wyemigrowali czy raczej powrócili ze Szwajcarii do USA, powodując spory zamęt i kontrowersje w małym przybrzeżnym miasteczku Yachats w stanie Oregon, gdzie chcieli zbudować ośrodek spotkań dla pacjentów i terapeutów. Ostatecznie, w 1990 roku, Mindell i jego współpracownicy ustanowili ośrodek treningowy psychologii zorientowanej na proces w Portland w stanie Oregon, znany jako Process Work Institute, który w 2001 roku stał się obiektem ciężkich zarzutów o niemoralność i etyczne nieprawidłowości. Mindellowie osiedlili się w stanie Oregon w USA, a w 2013 roku zostali po licznych staraniach zaproszeni przez Yachats Academy of Arts and Sciences do przedstawienia wykładów na temat ich metod rozwiązywania konfliktów (tak jednak zagościli w Yachats). 

Arnold Mindell nie posiada jednakże wymaganej w stanie Oregon amerykańskiej licencji klinicznej do uprawiania zawodu psychologa czy psychoterapeuty, nie może zatem formalnie praktykować z pacjentami w sensie profesjonalnej terapii psychologicznej czy psychoterapeutycznej. Formalnie nie jest zatem uprawniony do wykonywania zawodu psychologa czy psychoterapeuty, ale nie można w USA zakazać prowadzenia wykładów i dzielenia się swoimi opiniami czy poglądami (prawo do wolności słowa i wyrażania opinii), stąd w książkach i wykładach Mindella pewne sposoby wyrażania poglądów w taki sposób, aby prawo nie mogło go ścigać za naruszenie ustaw i wymogów o zawodzie psychologa czy psychoterapeuty. Można powiedzieć, że z punktu prawa medycznego w stanie Oregon i ogólnie USA, Arnold Mindell to amatorzy po kursie jungowskim, którzy bardziej są doradcami w sprawach tego co można ze sobą zrobić niźli terapeutami z licencją, ale nie oni pierwsi i pewnie nie ostatni są w takiej sytuacji prawnej. Stąd ożywiona ich działalność w takich krajach, gdzie stosowanie psychoterapii nie jest uregulowane restrykcyjnymi wymogami prawnymi, a także odwołania do szamanizmu, bo ten w USA jest legalną religią podobnie jak cały New Age i zawsze można się wytłumaczyć, że się jest szamanem. Wilk (prawa) syty i owca (Mindell) cała. 

Arnold Mindell w portrecie gematrycznym 


Numerologicznie, imię Arnold to osobonazwa o wibracji (10) związana ze stanem "wszystko i nic". Liczba Soma to magiczna wibracja (28), co niestety dotyczy tylko zewnętrznej, cielesnej strony. Nazwisko Mindell to osobonazwa o wibracji (15), przy czym Soma portretu ma wibrację (33), co oznacza, że ślady duchowości znajdują się tylko w prezencji zewnętrznej, a wewnątrz ich nie ma i przy tym nazwisku w tym wcieleniu karmicznie oznaki przebudzenia duchowego nie mają się jak pojawić. Nawet zainteresowania duchowe są tylko cielesnej natury, nie mają oparcia we wnętrzu osoby, które jest typową silnie egocentryczną osobowością bez kontaktu z Duchem (Nous), szóstka z piętnaście. Imię jest w cyklu życiowym  średnio wzrostowym, nazwisko w cyklu lekko upadkowym, osobonazwa imienia i nazwiska łącznie na wibracji siódemkowej, i lekko wzrostowej, co daje nadzieję na tonizowanie wzlotów i upadków, z jakąś progresją na plus w przebiegu procesu życia, tak, że na kolejne wcielenie nie będzie większych strat ani opóźnień.  

Najbardziej wzrostowe jest imię Arnold po wibracji którego wnioskujemy, że znaczna część aktywności osobonazwy jest wysoce iluzoryczna, złudna, a także osoba co do swojej wiedzy i natury zjawisk może być silnie związana z iluzorycznymi naukami z dziedziny ułudy i poważnych błędów. Sama klasyczna gematria, numerologia imion i nazwisk, jako wschodnia psychologia matematyczna sugeruje, żeby każdą tezę i wszelkie sugestie pochodzące od Arnolda dokładnie sprawdzać, patrzeć bardziej krytycznie na każdy jego wywód czy instrukcję postępowania. Na pewno czai się wiele poważnych błędów, złudzeń i pewnie dlatego w proponowanym systemie jest wiele niedomówień i nieścisłości, a ważkie tematy rozmywają się, za co jest obiektem krytyki. Gdyby został jednak fizykiem technikiem, problem byłby znacznie poważniejszy (zawalenie konstrukcji mostu z powodu niedoszacowania wytrzymałości konstrukcji etc), a tak tylko klientów i studentów w ślepe uliczki psychoterapeutycznych dywagacji może wprowadzić. Zapewne okaże się, że wiele nauk czy hipotez Arnolda trzeba będzie znacząco poprawić, skorygować, a nawet zupełnie zmienić, żeby system działał poprawnie (parę przykładów mamy zresztą już w tym artykule). 

Psychoterapia a rozwój duchowy 


Rozwój duchowy człowieka bez poprzedzającej go psychoterapii lub autopsychoterapii, nie jest dla większości Europejczyków możliwy, a sama tradycyjna jak i tantryczna joga zawiera psychoterapię jako istotną część swojego treningu zwaną Pratjaharą (ang. pratyahara). Jest tak z powodu silnych mechanizmów autodestrukcji czy samozniszczenia, popsucia wszystkiego, zakodowanych głęboko w podświadomości ludzi, szczególnie białej rasy w Europie i Ameryce. Jednakże, jeśli chodzi o rozwój wewnętrzny człowieka,  natrafiamy na pewne problemy związane z rozbieżnością celów psychoterapii i rozwoju duchowego. Każdy marzy, by w cudowny sposób rozwiązać wszystkie pojawiające się problemy. Ludzie poświęcają temu całe swoje życie, ale na pewno nie jest to możliwe w ciągu dwóch czy kilku dni kursu jakiejkolwiek psychoterapii czy manipulacji umysłem i emocjami. 

Psychoterapia prawie zawsze służy manipulacji psychiką. Nie ważne, jakimi posługuje się metodami, behawioralnymi czy transpersonalnymi. Ważne, by realizowała cele zgodne z oczekiwaniami zleceniodawców czyli klientów (a czasem terapeutów liderów budujących swoją wielką szkołę i system szkolenia). Z kolei celem rozwoju duchowego jest odkrycie wewnętrznej doskonałości, jedności z boskością, co mamy wprost wyrażone w nazwie joga lub tao (dao). Wydaje się często, że między psychoterapią a rozwojem duchowym nie ma punktów wspólnych, a dodatkowo wielu psychoterapeutów zniechęca do praktykowania ścieżek rozwoju duchowego i zajmuje się paranoidalnym zwalczaniem rozmaitych guru, mistrzów i nauczycieli duchowości, nie bacząc na to, że to dzięki nim właśnie psychoterapia zachodnia powstała z początkiem XX wieku, bo wcześniej nie istniała na zachodzie (tylko w jodze i okultyzmie). Wiele terapii wykorzystuje praktyki właściwe dla rozwoju duchowego, jednak nie dość głęboko aby człowiek mógł rzeczywiście podjąć ścieżkę duchowego rozwoju. Wielu nauczycieli duchowych twierdzi czasem, że praktyka duchowa powinna zostać poprzedzona psychoterapią, chociaż powinna to być psychoterapia zorientowana na rozwój duchowy, na podjęcie praktyki na ścieżce rozwoju wewnętrznego we właściwy sposób. 

Jeżeli celem zleceniodawcy jest opanowanie sztuki psychomanipulacji, może trafić na taką psychoterapię, która mu to umożliwi, albo terapia zostanie tak poprowadzona, żeby lepiej manipulować żoną czy mężem, dziećmi albo sytuacją w zakładzie pracy. Jeśli zleceniem jest przystosowanie do aktualnej rodziny czy społeczeństwa, to też oferta psychoterapii rodzinnej jest bogata. Wszystko zależy od tego, do jakiej rodziny czy społeczności ma być przystosowany dany człowiek, bo najczęściej w Polsce (Europie) jest to rodzina zindoktrynowana chrześcijaństwem, a do tego większość polskich psychoterapeutów to katoliccy indoktrynerzy zajmujący się trochę terapią, a bardziej nawracaniem na katolicką wiarę religijną. Całe ośrodki psychoterapii w Polsce, to bazy misjonarskie dla psychomanipulowania pacjentami - klientami w celu zatrzymania ich w religii katolickiej, nawet jak wiedzą, że prawdziwy rozwój duchowy człowieka, ścieżka przebudzenia Duszy czy Wyższej Jaźni, zawsze jest szkołą wyższą w stosunku do religii dogmatycznych, ma charakter uniwersalny, ekumeniczny, interreligijny albo ponadwyznaniowy. Prawda, jeśli porównać pomiędzy sobą główne religie na świecie, jest jednak taka, że to katolicyzm i inne odmiany chrześcijaństwa swoimi uporczywymi przekonaniami-dogmatami i uporczywym naciskiem na wyznawców, generują najwięcej problemów z ludzką psychiką oraz emocjami, stąd masowa konieczność psychoterapii w Europie i Ameryce, w obszarach występowania takich zjawisk religijnych jak katolicyzm. Pamiętajmy, że to w bardzo chrześcijańskich USA powstało najwięcej nowych chorób psychicznych jakich ludzkość wcześniej nie znała, bo nigdy dotąd niewystępowały! W taoistycznych Chinach, w wedyjskich Indiach, tradycyjne tamtejsze systemy medyczne znały choroby psychiczne, miały nawet medyczne specjalności od zaburzeń umysłu, ale generalnie choroby psychiczne należały wówczas do chorób bardzo rzadkich... 

Rzadko kiedy psychoterapia stawia sobie cel bardziej szlachetny niż manipulowanie klientem pacjentem w celu zrealizowania jego doraźnych potrzeb związanych najbardziej uciążliwymi problemami: Przystosowanie człowieka do tego, by w sercu odkrył i zaakceptował, kim naprawdę jest i by wyzwolił, i wykorzystał wszelkie drzemiące wewnątrz możliwości – talent, zainteresowania, wiedzę, a potem rozpoczął proces reintegracji, ponownego połączenia się z duchową, boską częścią, ze źródłem swojego pochodzenia w wyższej sferze bytu, co w Indii zwane jest Atmanem (Atmą). Takie podejście jest obce większości psychoterapeutów, którzy zajmują się doraźną manipulacją, a często także indoktrynacją mającą na celu nawracanie na katolicyzm czy protestantyzm jak w USA. Nie jest tak dlatego, że są oni kiepscy w swym fachu, lecz chodzi o to, że na taką psychoterapię z duchowym kierunkiem nie ma zwykle większego zapotrzebowania społecznego, a także wielu boi się, że kościół ich potępi i zakaże pacjentom przychodzić do nich. Nie ma także kto za nią płacić, bo nie jest refundowana, a także nie daje gwarancji skuteczności manipulacji. Terapiami, które rzeczywiście pomagają odkryć potencjał twórczy i duchowy człowieka, interesuje się mniejsza grupa ludzi. Większość woli się uczyć manipulacji otoczeniem, doraźnym wpływaniem na psychikę innych osób, unikania konfliktów, zdobywania przewagi nad innymi, dostosowania społecznego do otoczenia itp. Jeżeli interesuje ich rozwój duchowy czy wyzwolenie twórczości, to tylko w ograniczonym zakresie, zjawiskowo czy chwilowo. Bardzo rzadko się na Zachodzie zdarza, że psychoterapeuta współpracuje z mistrzem Zen (Roshi), z mistrzem Tao (Tian Shi, Tiānshī) czy z mistrzem Jogi (Guru, Acharya), wspólnie omawiając strategię pracy dla wznioślejszych celów. 

Psychoterapeuci odpowiadają zazwyczaj na zapotrzebowanie ludzi, którzy mają niską samoocenę i czują się źle sami z sobą, bo nie odpowiadają wymaganiom czy oczekiwaniom innych. Najważniejsze więc wydaje się przystosowanie ich do wymagań rodziny czy społeczności. Psychoterapeuci zapewniają, że dzięki ich metodom życie ich klientów stanie się normalne. Normalne, czyli odpowiadające normom, a więc cudzym wymaganiom, zatem Dusza czy prawdziwa Jaźń, która jako mistyczna boska Iskra płonie wewnątrz nie będzie mieć okazji ani możliwości rozpalenia się jasnym płomieniem wskutek takiej psychoterapii. Psychoterapeuci zwykle nie są też w stanie odróżniać impulsów i tendencji płynących z egotycznej otoczki, z fałszywego "ja" jakie otacza prawdziwe Ja czyli duchową Jaźń, Duszę człowieka. Niezdolność taka totalnie uniemożliwia terapeutom nawet skierowanie człowieka w stronę ścieżki duchowej, jak mawiają taoiści, ku niebiańskiej ścieżce. 

Terapie humanistyczne obiecują zwykle, że będziesz szczęśliwy, gdy wyzwolisz siebie spod kontroli i ograniczeń innych ludzi, w czym generalnie mają rację, ale posuwają się zwykle za daleko obiecując, że tylko ty jesteś dla siebie jedynym autorytetem i że to wszystko, co chcesz, masz prawo osiągnąć. Znamy wielu takich, którzy się na takim podejściu psychoterapeutycznym tragicznie przejechali, bo zapomnieli, że istnieje coś takiego jak wola innych ludzi, którzy też mają prawo żyć tak, jak na to mają ochotę. Zabrakło pracy nad harmonizowaniem się z innymi, a wsparte w terapii zostało z natury szkodliwe i destrukcyjne ego, niższe czy zwierzęce ja pacjenta klienta, bez wydobycia tendencji duchowych z głębi Duszy płynących. Mało który psychoterapeuta uczy o oczyszczaniu intencji, pragnień i serca. Zazwyczaj zajmują się drobnymi korekcyjnymi zmianami w emocjach, w wyobrażeniach, często wzmacniają egotyzm u z gruntu szkodliwych i destrukcyjnych osób, ale milczą na temat czystości intencji i pragnień. Nie dziwi to nawet, gdyż intencje większości z nich natychmiast zostałyby zdemaskowane jako nieoczyszczone. Kłopoty związane z zawodem terapeuty od emocji i umysłu są nie do pozazdroszczenia. Do terapeutów trafiają przede wszystkim ludzie, którzy się czują źle, mają problemy życiowe. Kiedy im się poprawia, rezygnują z terapii, aż do kolejnego kryzysu, warunkują się do okazjonalnej terapii. Nie zdają sobie sprawy z tego, że głębsza terapia polega na przedefiniowaniu celów życiowych i osobistych, a rozwój duchowy na transfiguracji, na wewnętrznym przemienieniu, gdzie ego czy ja, podświadomość, zostaje przeistoczona w postać bardziej podobną do prawdziwej Jaźni, do boskiej Duszy. Mało który terapeuta, a już szczególnie kołcz (coach) dostaje szansę, by swemu klientowi zdążyć wytłumaczyć, jakie korzyści będzie on miał ze zmiany celów, czy z otwarcia się na boskie przewodnictwo z Wyższej Jaźni. Czasami jakiemuś terapeucie czy kołczowi udaje się mimowolnie nakłonić klienta pacjenta do oczyszczenia podświadomego umysłu, ale to też do czasu, aż pacjent poczuje się na tyle lepiej, by dalej żyć po staremu, bez istotnych przemian! I tak to się kręci psychoterapia i kołczing (coaching) od kryzysu, do kryzysu. 

Prócz czystości intencji, w rozwoju duchowym ważna jest czystość serca, a to oznacza uwolnienie się klienta pacjenta od wielu błędnych przekonań i złych poglądów, w tym od niewłaściwych poglądów religijnych, satanistycznych oraz od błędów amerykańskiej poprawności politycznej. Kiedy twoje serce jest czyste i spokojne, zachodzą warunki w których możliwe jest utworzenie czy wzmożenie połączeń z boską Duszą, z Wyższą Jaźnią czuwającą ponad ludzkimi wcieleniami na tym materialnym świecie, możliwe staje się odbieranie głębszych impulsów i poruszeń płynących z niebiańskiej części ludzkiej istoty, możliwe jest wejście na duchową czy niebiańską drogę wewnętrznego rozwoju. Metod praktycznych oczyszczania serca musimy jednakże poszukać już chociażby w tradycyjnej medytacyjnej jodze, w treningu u taoistycznego niebiańskiego mistrza czy u mistrzów sufickich z Indii lub Persji. Bóg, Absolut, poprzez Dusze czy Wyższe Jaźnie posługuje się różnymi ludźmi i niebiańskimi istotami (anioły, dewy, kami etc), by zapewnić ci pomoc, opiekę, ochronę i wsparcie, jeśli tylko tego chcesz, jeśli się na to głęboko zgadzasz, jeśli się Jemu poddajesz. Jednakże, jeśli pomoc duchową i przewodnictwo duchowe odrzucasz, to Bóg nie zmusi cię do tego, by ci się żyło lepiej, mądrzej i bardziej sensownie, gdyż ty sam/a dokonujesz wyborów, co do ponowienia więzi z Absolutem i wzmocnienia połączeń. Bardzo dużo jest ważnych punktów, kiedy chcemy skierować się na ścieżkę rozwoju duchowego, jednak tylko pobieżnie sygnalizujemy temat aby osoby poszukujące własnej nowej tożsamości wiedziały gdzie szukać tego, czego nie znajdą w psychoterapii, nawet tej transpersonalnej, a psychoterapeuci także powinni wiedzieć, gdzie się kończą ich kompetencje i co polecać klientom pacjentom szukającym Drogi Niebios czy chociażby gruntownego oczyszczenia intencji, serca i Duszy (Jaźni). 

Psychoterapia a prawo w Polsce 


Aktualnie (do 2017 roku) w Polsce nie obowiązują żadne ogólne przepisy dotyczące prowadzenia psychoterapii. Polskie Towarzystwo Psychologii Procesu udziela swoich rekomendacji wyszkolonym terapeutom oraz studentom psychologii zorientowanej na proces w trakcie procesu szkolenia, kierując się zasadami zbliżonymi do przyjętych w innych stowarzyszeniach psychoterapeutycznych w Polsce oraz zasadami międzynarodowej IAPOP. Wykonywanie zawodu psychoterapeuty na dzień dzisiejszy nie jest uregulowane odrębnymi przepisami prawa ani szczególnymi wymogami. Od roku 2005 w Ministerstwie Zdrowia trwały lub trwają prace nad ustawą o niektórych zawodach medycznych, w której uwzględniono zawód psychoterapeuty. Polska Rada Psychoterapii to ogólnopolskie porozumienie stowarzyszeń szkolących i certyfikujących psychoterapeutów. 

Pratyahara w jodze i taoistyczna psychoterapia 


Pratyahara - psychologia i psychoterapia jogiczna prowadzona jest jedynie przez kilku/nastu najbardziej zaawansowanych nauczycieli i mistrzów jogi w Polsce, jest zatem rzadkim rarytasem dla wyjątkowych koneserów egzotycznych szkół psychologii i psychoterapii transpersonalnej i przemiany metafizycznej. Zachodnie systemy terapii i psychoterapii zdają się tracić z oczu najważniejszy cel wszelkiej pracy nad przemianą wewnętrzną człowieka, a skupiają na doraźnych potrzebach motywowanych egotycznie. A celem jest wszechstronny rozwój duchowy człowieka, rozwój Duszy, duchowe przebudzenie i oświecenie oraz duchowe wyzwolenie z więzów karmicznych warunkowanych skutkami dawnych czynów, słów i myśli. Jest to z założenia proces długotrwały, w najlepszych razie na wiele lat, a w najgorszym na kilka wcieleń, nie na trzy miesiące jakiejkolwiek terapii. Arnold Mindell chociaż odnosi się trochę do taoizmu, ewidentnie nie kojarzy głębiej emocji jako symptomów chorób i zaburzeń przypisanych do zarządców (organów) ciała i ich głównych systemów energetycznego obiegu, których licząc meridiany jest dokładnie dwadzieścia jeden. 

Podobnie opracowana wiedza pochodzi z tradycyjnej indyjskiej jogi i ajurwedy. Chociażby Krija Joga zawiera kilkadziesiąt ćwiczeń uwalniania emocji i odblokowywania energii, a ciało w jodze podzielone jest na typowe strefy manifestowania charakterystycznych emocji i problemów, w tym już dawne Purany wyróżniają w ciele pięćdziesiąt obszarów specyficznych, odblokowywanie których ma zasadnicze znaczenie dla rozwoju duchowego, zdrowia i długowieczności człowieka. Podstawowe miejsca autoanalizy emocji (doznań) oraz ich uwalniania liczą zwykle od ośmiu do szesnastu punktów (obszarów), takich jak przykładowo: podeszwy stóp, kość ogonowa, pępek, serce, gardło, czoło (dwa obszary) i szczyt głowy. Niestety, chociaż oferta Arnolda Mindella wydaje się jak na USA nawet metafizyczna i głęboka, z punktu tradycyjnej jogi leczniczej (ajurwedyjskiej) oraz taoistycznej medycyny chińskiej - to zaledwie wprowadzenie czyli coś jak szkoła podstawowa albo przedszkole w stosunku do wiedzy i możliwości praktycznych wschodnich systemów medycyny i uzdrawiania, których w takim razie lepiej uczyć się w oryginale i w całości, do czego gorąco zachęcamy! 

Taoistyczna medycyna podobnie jak joga zawiera bardzo głębokie nauki o pięciu wielkich życiowych przemianach opartych o energetykę pięciu elementów czy żywiołów, co każdy psychoterapeuta powinien znać, aby wiedzieć w jakim stadium życia i rozwoju znajduje się jego klient czy pacjent. Do tego mamy sezonowe oraz dobowe maksima i minima energii w dwunastu systemach związanych z zarządcami, co jest podstawą metafizycznej i energetycznej diagnostyki, rozeznania z czym u danej osoby mamy do czynienia. A do absolutnych podstaw należy rozpoznawanie zaburzeń typu Yin oraz Yang, i skuteczne metody przywracania harmonii, jednakże systemy amerykańskie jakoś zwykle raczą pomijać podstawowe oznaki poważnych zaburzeń chorobowych jak chociażby niewłaściwie zorientowane skłonności seksualne, a jest to całkiem pokaźna grupa problemów psychicznych z jakimi żyją szczególnie amerykańscy pacjenci, chociaż znikoma w obszarach tradycyjnego zastosowania na masową skalę medycyny taoistycznej czy ajurwedyjskiej, co przyznaje nawet sama ONZ. Z punktu jogi i ajurwedy, żadna terapia nie będzie dawać prawdziwie dobrych długotrwałych skutków, jeśli terapeuci nie będą mieć solidnej wiedzy o uwarunkowaniach karmicznych (sanskarach), o dziesięciu tysiącach awaran (zasłon czy zaciemnień, zaburzeń), głębokiego wglądu opartego na bazie przyczynowości, a do tego wiedzy o zasadniczych kierunkach ewolucji dusz ludzkich, a tych jest łącznie dwanaście, a głównie siedem, z czego większości ludzi współczesnych dotyczą zaledwie cztery (pozostałe trzy należą do rzadkości). 

Jogiczny sekretny system czakr i płatków opisuje 50 stadiów rozwoju ludzkiej świadomości, rozwoju duszy a także jaźni, jeśli jednakże nie znamy z jak z każdego ze stadiów przejść proces małej transformacji w stadium następne, łatwo zbłądzić i wpaść w ślepą boczną uliczkę lub zwyczajnie cofnąć się w rozwoju do stadium poprzedniego (taki powrót do przeszłości). Wskutek braku najważniejszej części wiedzy jaka dotyczy Duszy czy Jaźni i rozwoju duchowego, wiedzy o przebudzeniu i oświeceniu, ludzie na Zachodzie, szczególnie w USA, chociaż nakręcani w różne strony przez rozmaitych terapeutów i kołczów, głównie błądzą pomiędzy kolejnymi ślepymi uliczkami myśląc, że idą przez życie własnymi drogami. W najlepszym razie krążą w kółko po latach wracając do punktu wyjścia, a w gorszych ewentualnościach, bardziej masowych, upadają na niższe, mroczniejsze stopnie świadomości popadając w procesy inwolucyjne. Prawdziwy rozwój duchowy po omacku bardzo rzadki jest, bardzo rzadko nie mając żyjącego Mistrza Duchowego za przewodnika udaje się bowiem odnaleźć właściwą Drogę (Tao) i jeszcze nie zbłądzić z niebiańskiej ścieżki. Niestety zwykle udaje się to tylko nielicznym, którzy Mistrza Duchowego znaleźli już w poprzednich wcieleniach, a teraz zaledwie kontynuują, zatem jako wyjątków nawet się nie powinniśmy nimi zajmować ani wmawiać sobie, że my też możemy. Nie ma też żadnych szybkich ani błyskawicznych ścieżek duchowego rozwoju i transformacji świata w wyższe wymiary - ci co takie rzeczy głoszą nie mają pojęcia o czym mówią, a sami popadli w maniakalne zaburzenia przy pierwszych przebłyskach świadomości duchowej, a następnie zwyczajnie odpadli, aczkolwiek stany maniakalne jako ich zwyrodnienie mogą utrzymywać się przez lata. Można powiedzieć, że chcieli szybko przejść przez jeden z wielkich siedmiu progów, ale niestety odbili się od tej granicy niczym od sprężystej membrany i dlatego, chociaż doświadczenie jest silne do z wielką siłą i prędkością jedynie pędzą w dół, inwoluując i pewnie nie uda się ich zatrzymać tak, jak nie ma mocy zatrzymującej gwiazdy spadające z niebios, aż spadną na sam dół i zgasną.  

Aby ludzi kierować w rozwoju duchowym, trzeba wpierw samemu drogę duchową przejść, a nie tylko coś poczytać o taoizmie i kulturze duchowej Wschodu, jak to czyni wielu twórców własnych systemów z USA. Zapytajmy Arnolda Mindella zatem tak jak się pyta na Wschodzie: skoro powołujesz się na taoizm, to u którego z aktualnie żyjących mistrzów duchowych taoizmu jesteś uczniem? U kogo ćwiczysz i praktykujesz i czy masz już od Mistrza Tao Nieba pozwolenie na nauczanie. Niestety to takie samo pytanie jak o dyplom z psychologii klinicznej uprawniający w stanie Oregon do prowadzenia terapii psychicznej dla pacjentów... 

Amerykanie jednakże tak lubią, żeby coś tam piąte przez dziesiąte poczytać jakąś broszurkę o taoizmie i zaraz własny system terapii podparty taoizmem zrobić, chociaż jeszcze taki Amerykaniec nie zaczął nawet praktykować taoistycznych metod terapii pod kierunkiem prawdziwego Taoistycznego nauczyciela czy mistrza i w praktyce oprócz kilkudziesięciu nośnych cytatów i paru dykteryjek - nie ma o taoizmie zielonego pojęcia, co zresztą widać wyraźnie z jego książek. Ameryka to taka płycizna, bo to kultura młoda, z młodymi i płytkimi jaźniami, kultura mająca zaledwie około 300 lat istnienia, gdy tymczasem cywilizacja duchowa musi być Drzewem niosącym doświadczenie wielu tysiącleci. Polska czy Rosja ma już jeden tysiąc lat istnienia na pewno, zatem lepszy jest w każdym wypadku rozwój wewnętrzny rodem z Polski niźli z USA, a jeszcze lepsze są Chiny, Tybet, Persja, Izrael, Egipt, Japonia czy Indie. W materii rozwoju duchowego wiedza i impuls wzrostu płynie od Dusz/Jaźni starszych i bardziej doświadczonych, nigdy odwrotnie. Europejski okultyzm na którym opierał się Freud czy Jung w początkowej fazie także o tym wspomina, to naturalne, że rzeki jakoś nie płyną pod górkę, tylko zawsze z poziomu wyższego na niższy. A Drzewa rosną w górę do Światła, ku Niebu, aż urosną i nabiorą doświadczenia wieków oraz tysiącleci. Aby widzieć niebo trzeba patrzeć w górę, a nie w dół. Nieustanne zajmowanie się tym co ciągnie w dół na pewno nie pociągnie nas w górę i nie spowoduje, że ujrzymy wspaniałości tego co w górze, a jest to powód dla którego wiele psychoterapii działa tylko doraźnie, chwilowo, i nie może stać się Ścieżką Rozwoju, tak jak chiński taoizm, japoński shintoizm, tantryzm czy joga indyjska. 

W czasie w którym Arnold Mindell przebywał w Szwajcarii w Zurichu, o śniącym ciele, procesie i sposobach pracy jakich potem zaczął nauczać Mindell, uczył żyjący tam jogin związany także z teozofią i wedyjską astrologią, Kulapati Ekkirala Krishnamacharya (1926-1984). Zatem wiemy już od kogo Arnold Mindell zaczerpnął wiedzę o śniącym ciele w czasie swojego pobytu i nauki w Szwajcarii, tymbardziej, że ów wielki mistrz jogi i astrologii prowadził także wykłady na zaproszenie Instytu Jungowskiego i setki, a nawet tysiące osób fascynowało się wtedy ideami śniącego ciała i procesu. Dodatkowo tematyka ta znana jest dobrze, a nawet lepiej niż w wydaniu Arnolda Mindella w kilku odjogicznych i odteozoficznych szkołach okultystycznych (w tym w psychologii ezoterycznej Alice Bailey i innych) i to także pewnie jest powodem rzekomego "odkrycia" Mindella, że jakoś tak do źródeł okultystycznych może nie chce się przyznawać. Szkoda że nie wspomina o tym jogicznym źródłe wiedzy, bo wielu Polaków akurat w Szwajcarii studiowało temat, tylko w oryginalnej jogicznej wersji, włącznie psychologią wedyjskiej astrologii. Tacy to są ci zachodni odkrywcy i twórcy, że zapominają wspomnieć od kogo się nauczyli, a może tylko ukrywają, że się nie douczyli jak należy i nie mają pozwolenia aby uczyć - zupełnie jak z tą psychologią kliniczną w stanie Oregon i brakiem uprawnień do prowadzenia praktyki klinicznej u Mindella... 

Z czasem artykuł może zostać uzupełnione o nowe rozdziały, zajrzyj znowu za jakiś czas! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz