niedziela, 25 stycznia 2015

Inglizm - Słowiańsko-Aryjskie Wedy i Bredzenia

Inglizm Ynglism Инглиизм - Słowiańsko-Aryjskie Wedy i bardzo nawiedzone Bredzenia z kiepskiej jakości channelingów


Inglizm, a co za tym idzie Wedy Sławiano-Aryjskie (Slavic-Aryan Vedas; Славяно-Арийская-Веды) to jedno wielkie oszustwo i mistyfikacja spreparowana przez Chiniewicza urodzonego w 1961 roku w Omsku (Alexander, AY Khinevich, Hiniewicz, także znany jako Pater Dii, po rosyjsku Александр Юрьевич Хине́вич oraz Ахиневич czyli Ahiniewicz, Achiniewicz), który wcześniej próbował swych sił w innych dziedzinach, takich jak gnoza czy kabała. W 1991 roku założył nawet Centrum Studiów i Badań Parapsychicznych "Dżiwa", oraz dawał wykłady. Zachowały się zdjęcia plakatów z tego okresu, na którym przedstawia się jako "mesjasz i odnowiciel". W 1992 po powrocie z podróży do USA rejestruje nową wspólnotę religijną z siedzibą w Omsku, która nosi miano "Inglizm", zaś rok później w starej bibliotece rzekomo odnajduje ukryte w ścianie dawne manuskrypty, których jednak nikt nie widział. Formalnie rzekomo Starowierska Cerkiew Inglistów została zarejestrowana urzędowo w Omsku na Syberii w 1998 roku jako rodzaj religijnej wspólnoty neosłowiańskiej należącej do grupy kultów Boga znanego jako Rod. W 2004 roku jednak wspólnota z powodu rasizmu, antysemityzmu, ekstremizmu i przekrętów finansowych czasowo traci status legalności oraz zostaje zakazana. Ogłasza, że biblioteka była Kąciną Boga Pioruna i stanowiła pustelnię. Aleksander Chiniewicz (Хине́вич) twierdzi, że został wielkim kapłanem słowiańskim po śmierci swojego poprzednika w 1985 roku. Zakłada 2 szkoły rzekomo duchowe oraz prowadzi liczne wykłady. Ludzi opanowuje boom nowej ideologii, którzy dali się złapać na nośne hasełko "prastarej wiedzy przodków". 

Święta Ksiąga Inglizmu
Z kompilacji posiadanych materiałów oraz wcześniej uzyskanej wiedzy tworzy wspierany przez znawcę słowiańszczyzny Władimira Nikołajewicza Janwarskiego ideologię Inglizmu (Inglizm, Ynglism; rosyjski: Инглиизм) oraz kilka "ksiąg", które wydaje pod wspólnym tytułem "Wedy Słowiano-Aryjskie". Sam pomysł, że Wedy spisane zostały na złotych tablicach prastarym językiem zaczerpnął z historii "Księgi Mormona", co ujawnił sam Władimir Janwarski. Wymyśla także "Karunę" czyli rzekome, prastare pismo którym ponoć spisano Słowiańskie Wedy, a które bardzo nieudolnie wzoruje na sanskrycie. Niestety, jego wiedza jest bardzo uboga i nie rozumie sanskrytu, nie wie, że wywodzi się z pisma kobalnego (węzełkowego), którego Słowiańską kontynuacją jest Głagolica, na co dowodem są wykopaliska i tzw. "ceramika sznurowa". Władimir Janwarski w 2000 roku nie zgadzając się z matactwami Aleksandra Chiniewicza przeinaczającego wiedzę i wiarę przodków do własnych pomysłów lub channelingów na wzór amerykańskiego New Age - odchodzi z tej organizacji. Tak zwane Słowiańsko-Aryjskie Wedy to w najlepszym razie kompilacja tekstów zebranych z różnych kultur i języków, po raz pierwszy opublikowana w roku 2000 w Rosji. Teksty SAW (ros. CAB) zawierają wyraźne oznaki pożyczek, przechodząc przynajmniej w przypadku księgi znanej jako "Saga o Ynglingach" (ros.  «Сагой об Инглингах») w bezpośredni plagiat. Mają też liczne zapożyczenia z dawnej Sagi skandynawskiej z XIII wieku znanej jako «Легенды тамплиеров» czyli z Legend Templariuszy - jak najbardziej chrześcijańskich Templariuszy. 

Gdyby Aleksander Chiniewicz nie kłamał, nie mataczył, postępował od początku uczciwie i napisał prawdę, że Inglizm to próba możliwie wiernego odtworzenia prastarej wiedzy i wiary na podstawie takich, a takich materiałów; gdyby nie tworzył mitów, bajek, nie kłamał i postępował prawie, tak, jak do tego nawołuje - wszystko wyglądałoby inaczej. Wszak wiedza o naszych praprzodkach została w dużej mierze zniszczona przez agresywne chrześcijaństwo, wymazana, zawiera wiele białych plam i dziś wielu ludzi podejmuje się takich prób rekonstrukcji. Ludzie mieliby świadomość, że to tylko "jeden z wariantów", nie zaś "prawda objawiona". A tak rodzimowiercy rosyjscy wyszydzają go nazywając "pseudojazecznikiem". Jednakże ojciec Chiniewicz, obecnie wspierany przez swojego agenta Aleksieja Trechlebowa (ros. Алексей Трехлебов ksywa Трёхбулкин), któremu nadał tytuł Wiedamana i nazwanie Wiedagor głosi kłamstwa. Kłamie nawet w kwestii daty swego urodzenia. Oficjalnie mówi, że urodził się w 1951 roku, jednakże dokumenty urzędowe twierdzą, że jego data urodzenia to 1961 rok, a rok 1961 jako numerologiczna demoniczna wibracja (17) uważany jest za przynoszący głosicieli pomylonych, fałszywych objawień. Studiował na politechnice w Omsku, niestety, nie dał rady ukończyć studiów, w 1990 roku na fali seansów z hipnotyzerem Kaszpirowskim bardzo w Rosji popularnych także próbował robienia masowych leczniczych seansów, jednak bez większego powodzenia. Przeprowadził także w latach 1990-91 serię wypraw na tereny strefy anomalii Omskiej, gdzie miały się pojawiać UFO z dużą częstotliwością. W 1991 roku zorganizował konferencję wiedzy tajemnej i badań paranormalnych w Omsku. W 1993 roku otworzył dwie lokalne grupy pod nazwą Seminarium duchowne oraz Szkółka niedzielna, bo zafascynował się Templariuszami. 


Wszystko to przypomina całkiem chorą aktywność polskiego odpowiednika z tamtych lat znanego jako Edward Mielnik i jego naśladowcy typu Gryf144. Niektóre białe plamy w życiorysie Aleksandra Chiniewicza, to fakt, że ponieważ wyleciał z politechniki po jednym semestrze studiów, potem podobnie wyleciał z prawosławnego seminarium duchownego gdzie schronił się przed służbą wojskową chcąc zostać popem, to w końcu został skierowany do wojska i służył w Afganistanie pod koniec radzieckiej inwazji jeszcze w latach 80-tych XX wieku, co wskazuje, że rzekome studia na kapłana słowiańskiego, których nigdy nie było, mają zamazać wyrzuty sumienia powstałe w czasie pobytu w Afganistanie w charakterze mięsa armatniego Armii Czerwonej, chociaż zarzeka się, że był kierowcą i w walkach nie brał udziału, co jest nieprawdopodobne, bo kierowcy jak najbardziej uczestniczyli wówczas w walkach. W latach 80-tych XX wieku po odbyciu służby wojskowej, jako muzyk grał w branży rozrywkowej dla pieniędzy, co oznacza, że chałturzył na weselach i podobnych imprezach - choć grał poniżej średniej, a często po prostu konfigurował urządzenia dla innych muzyków czyli rozstawiał sprzęt przed koncertem, a zwijał po koncercie. Trwało to aż do pojawienia się boomu na okultyzm w roku 1987/1988, jednak znany był w Omsku jako specjalista od tuningu sprzętu muzycznego i pijackich imprez po koncertach. Znany z imprezowania, nieumiarkowania w pijaństwie, paleniu i ćpaniu dostępnych dragów w tym narkotycznych psychotropów nabawił się rozlicznych schorzeń, w tym choroby wrzodowej żołądka i ciężkich alergii, tak, że nawet niektórych ziół leczniczych nie może stosować, a także ma poważne trudności z dobraniem produktów do odżywiania, gdyż prawie nic nie może zjeść - tak jest schorowany. Nie może także myć zębów z powodu alergii na szczotki i pasty, a wszyscy wiedzą, że lepiej stać ze cztery metry od jego osoby, bo niemiłosiernie capi z gęby od niemytych przez lata pozostałości zębów i powiązanych schorzeń dziąseł. Alergiczna nietolerancja na miętę, melisę i szałwię oraz podobne w działaniu zioła jaka bardzo dolega Chiniewiczowi znana jest doskonale w środowiskach ezoterycznych i uzdrowicielskich jako objaw demonicznego opętania przez bardzo złe astralne byty. 

Pater Dij - Aleksander Chiniewicz
Pomimo wielu kłamstw i udowodnionych oszustw oraz przeinaczeń Inglizm cieszy się nie tylko w Rosji, ale także w innych krajach tzw "demoludów" ogromnym zainteresowaniem, wielu się owymi wymysłami fascynuje. Rosyjski Internet praktycznie zdominowany jest przez różne warianty "Inglizmu" i ciężko w nim znaleźć naprawdę wartościowe opracowania odwołujące się do zachowanych materiałów źródłowych. Również seria filmów Striżaka o wspólnym tytule "Gry Bogów" mało ma wspólnego z Prasłowianami i prawdziwym rodzimowierstwem oraz z zachowanymi dokumentami, gdyż opiera się właśnie na Inglizmie czyli bajce Chiniewicza. Nie mniej, mimo całego fałszu i zakłamania należą się Chiniewiczowi, Trechlebowowi i innym propagatorom tej ideologii pewne wyrazy uznania. Pomimo, że obraz wiary przodków i dziejów naszych został przez nich mocno zafałszowany; zdeformowany, to wybitnie przyczynili się do wzrostu zainteresowania Słowiańszczyzną. Również większość wartości etyczno-moralnych jest na wysokim poziomie i zgodne z zapisami zawartymi w dawnych kronikach, a mówiących o zachowaniu i postępowaniu naszych słowiańskich praprzodków. Tym samym nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Za ten przyczynek do wzrostu zainteresowania Słowiańszczyzną, za propagowanie etyki zbliżonej do słowiańskiej - niektórzy są im wdzięczni, ale nie wiadomo czy słusznie! Potwierdza się stara prawda zawarta w przysłowiach, że im większe kłamstwo tym więcej ma orędowników. 

Samych postsowieckich pseudo słowiańskich Wed zaś, pomimo, że są zmanipulowane niektórzy nie radzą definitywnie odrzucać, lecz traktować z ostrożnością, pod kątem starych legend w nich zawartych oraz idei z zakresu fantastyki naukowej. Zostały stworzone w oparciu o bliżej nieznane, acz najwyraźniej oryginalne źródła czy wskazówki. Źródła, których nie rozumie ani Aleksander Chiniewicz, ani tym bardziej Trechlebow, którzy obok przekazywania wartościowych i mądrych uwag - często, gęsto bredzą i majaczą. Problem jest ze źródłem tych rzekomych Wed Słowiańsko-Aryjskich - no niby są to złote tabliczki, w których napisano co było jest i co będzie - ale nie wolno pokazać tych źródeł, mówi się ich zwolennikom: dajcie chociaż jakieś zdjęcie, kopie, etc., – nie dadzą, czas nie przyszedł a dlaczego, pytamy, dla ciebie przyszedł a dla nas nie przyszedł? To jest nieprawdopodobne, że mają takie źródło ale go nie ujawniają. Poważne luki są też w wątku o pochodzeniu człowieka, materii. W tych rzekomych Wedach te tematy są bardzo rozmyte, są tam fundamentalne niewiadome i to już skłania do ostrożności. Źródeł z channelingu nigdy nie da się ujawnić, a nawet trudno odróżnić je od zwykłych urojeń w obłąkaniu, bo trudno zobaczyć jaki duch i z czego komuś tam coś dyktuje z astralnego planu pełnego demonów, a na dyktandach od demonów cały channeling z jego przekazami siedzi. 

Nie są także do końca jasne ich cele. Wszystko wskazuje na to, iż marzy się im coś na wzór idei Panslawizmu, Neopanslawizm, w którym, podobnie jak w Panslawizmie pierwsze skrzypce będą grać Rosjanie. Mogą tego dowodzić różne brednie, którymi zarzuca się Internet. Przykładowo wykłady Salla, który faktyczne odkrycia archeologiczne i różne badania etnografów, kulturoznawców, językoznawców przekręca, mataczy i przedstawia w takim świetle by wychodziło, że to Rosja i Rosjanie są protoplastami wszystkich dawnych kultur, nie tylko Słowiańskich. Nie przeszkadza mu nawet to, że język rosyjski tylko w około 50-60% jest językiem słowiańskim i posiada związki z sanskrytem w postaci naleciałości, zaś sami Rosjanie w znacznej mierze to potomkowie ludów ugrofińskich a nie indoeuropejskich, zaś bezpośrednią kontynuacją sanskrytu nie jest język rosyjski, a każdy język indoeuropejski, w tym polski czy słowacki, co udowadniali już badacze w XV wieku. Również Hugo Kołłątaj przedstawił opinię, iż język polski jeśli nie jest najstarszym językiem świata, to jednym z najstarszych i w około 80% opiera się na dźwiękonaśladownictwie czyli jest najbliżej natury, przyrody. Oczywiście język staropolski zwany też szerzej staroruskim, gdyż współczesny język polski powoli staje się językiem syntetycznym. warto pamiętać, że zarówno język polski, białoruski, ukraiński, słowacki czy rosyjski pochodzi od języka ruskiego, a głębiej od staroruskiego jakim mówiono na ziemiach Słowiańszczyzny dzisiejszych państw używających tych języków. 

Owe pseudo Wedy Aryjsko-Słowiańskie zostają wydane w 1992 roku czyli w roku założenia przez Aleksandra Chiniewicza wspólnoty religijnej: Cytat: "Wydanie Staroruskiej Inglistycznej cerkwi Prawosławnej Starowierców-Inglistów. Asgard Iryjski (Omsk), rok 7500 - Издание Древнерусской Инглiистической церкви Православныхъ Староверовъ-Инглинговъ. Асгардъ Ирийский (Омскъ), Лето 7500 от С.М.З.Х.

Pseudo Wedy Aryjsko-Słowiańskie prawdopodobnie opierają się na jakimś dawnym źródle, które zostało zmanipulowane lub na kilku źródłach i zawierają bezsensowne wstawki, które wyraźnie widać zwłaszcza w Saniach Pioruna. Całkiem także możliwe, że opierają się całkowicie na chorobliwym nawiedzeniu channelingowym typu New Age, jak wszystko co swoje początki ma w USA. Miejsca manipulacji doskonale widać w trakcie tłumaczenia, gdzie pewne fragmenty spisane są zupełnie innym stylem oraz słownictwem, tak jakby spisywano z wielu różnych książek różnych autorów, całkiem możliwe, że takich jak Władca Pierścienia czyli z Tolkiena. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby można było potwierdzić w jakikolwiek sposób, że taka wspólnota istniała w 1944 roku czyli przed narodzinami Aleksandra Chiniewicza. Niestety - nie istnieje nic, żaden najmniejszy ślad czy wzmianka. Również źródła rosyjskie wydawane przed 1992 rokiem nie wskazują na istnienie Inglizmu czy też materiałów, na których ten się opiera, a przynajmniej nikomu nie udało się na coś takiego trafić. Czy w takim wypadku nie należy zadać sobie pytania na ile i czy w ogóle można polegać na tego typu źródłach i naukach ludzi, którzy rozpoczęli swe istnienie na kłamstwie i oszustwie zwłaszcza, że nadal kłamią i mataczą wymyślając kolejne doktryny czy teorie, z których wychodzą takie kwiatki jak niżej? Rudolf Steiner też pisał o dawnych ludach i kontynentach, jednak uczciwie powoływał się na własne jasnowidzenie, zatem nikt nie może zarzucić mu nieuczciwości, a jedynie badać temat i szukać dowodów za lub przeciw. Od ezoteryków właśnie takiej uczciwości oczekujemy i wiemy że mamy do czynienia z wizjami, które albo się uda potwierdzić, albo trzyma w kategorii "hipotezy i poglądy na podstawie przeczuć wieszczych" i nie ma żadnego problemu. Znamy źródło przekazów Sybilli i nie ma w tym żadnego oszustwa. 

W jakim momencie pojawiają się rzekomo Słowiano-Aryjskie Wedy i o czym tam się mówi pokażcie oryginalne teksty, gdzie one są? Zwolenniczka słowiano aryjskich Wed wmawia ludziom, że „nie przyszedł jeszcze czas”, ale dlaczego nie przyszedł jeszcze czas już nie jest w stanie wyjaśnić. Nie jest czas, bo autor ich jeszcze nie napisał na owych złotych tabliczkach, a w wielu chorobliwych channelingach zwyczajnie się myli, łga, bredzi, oszukuje, nagina fakty, wypowiada nic nie znaczące ogólniki, mitologizuje. To wszystko to wyłącznie prywatne pisarstwo Trechlebowa (Алексей Трехлебов) czy Chiniewicza, dodajmy bajkopisarstwo i jako bajki oraz fantastykę należy wszystkie historie z channelingów czytać, chociaż w dobrej fantastyce często są jakieś fakty czy ciekawe pomysły. Lepiej czytać i oglądać Władcę Pierścienia autorstwa Tolkiena, bo to typowa synteza legend na temat walki dobra ze złem i do tego optymistyczna, bo dobro ostatecznie zwycięża, zatem baśń taka nas pozytywnie nastawia na przezwyciężanie trudności. Tak zwane Słowiańsko-Aryjskie Wedy to taki sam rodzaj pisarstwa, tyle, że mający spore grono nawiedzonych fanatyków, którzy owe bajkopisarstwo słowiańskie uważają za prawdę historyczną. Zapewne pomylili grę RPG jaką zaserwował sugestywnie autor tej fantastyki historycznej z rzeczywistością niczym autor Inwazji Marsjan w połowie XX wieku czyli Wojna światów  słuchowisko CBS – adaptacja radiowa opowieści H.G. Wellsa pod tym samym tytułem wyemitowane na żywo w święto Halloween w 1938 roku w USA. Przedstawienie to, w atmosferze napięcia społecznego i wzrostu poczucia zagrożenia poprzedzającego II wojnę światową, zostało potraktowane przez radiosłuchaczy jako faktoid – rzeczywisty reportaż inwazji Marsjan na Ziemię, który wzbudził panikę wśród wielu mieszkańców New Jersey, a tylko 2 % słuchaczy miało świadomość, że jest to słuchowisko, a nie realna relacja z ataku Marsjan na Ziemię. Termin neopogaństwo odpowiedni dla rekonstrukcji kultury i religii słowiańskiej zakłada z samej swej etymologii silne związki z jakimś autentycznym pogaństwem słowiańskim. Tymczasem tu raczej mamy do czynienia z radosną fantastyką w stylu Władcy Pierścieni czy jeszcze bardziej w stylu Kościoła Rycerzy Jedi (Dżedaj). 

W 1985 roku wszedł na ekrany w radzieckiego ZSRR film który ze względu na rezonans jaki wywołał można nazwać kultowym: Początki Rusi. Film historycznie rzetelny, ze względu na realia epoki egzotyczny a może nawet magiczny, wywołał modę na "starosłowiańskość", trend który trwa do dziś i przejawia się na dziesiątki sposobów. Niestety w cieniu tego sympatycznego i całkowicie niegroźnego zjawiska zrodziły się ewidentne destrukcyjne projekty polityczne takie jak: Trechlebow i Hiniewicz. Mniej więcej w tym czasie ktoś wpadł na pomysł wykorzystania pewnego zjawiska popkulturowego polegającego na żywym (zwłaszcza wśród młodzieży) zainteresowaniu archaiczną słowiańszczyzną. Ludzie mają prawo pielęgnować historię oraz kulturę i religię swojego Narodu czy Plemienia, ale nie powinno to naruszać prawa innych narodów czy plemion do ich historii i kultury ani istnienia. Dziedzictwo narodowe i kulturalne jest ważne, świadomość własnych korzeni i przodków oraz bóstw plemiennych - duchów opiekuńczych całych narodów, także, jednak nie należy w tej mierze oszukiwać, gdyż to powoduje pomieszanie w sferze duchowej i totalne zagubienie, a wtedy łatwo mącić w głowach i wyprowadzać naiwnych na manowce. Przypomnijmy tylko, że duchem opiekuńczym, aniołem stróżem ludów wywodzących się od Arjów jest bóstwo o imieniu Aryaman, niejako duch-umysł starożytnych i współczesnych Aryan, Arjów. Imię Aryaman sugeruje coś w rodzaju wielkiego i bardzo szlachetnego wspólnego umysłu wszystkich Arjów, Aryjski Umysł. 

Te rzekome Wedy Aryjsko-Słowiańskie powstałe około 1992 roku najwyraźniej z kiepskiego channelingu i zbioru lektur typu fantazy mówią: jest noc Swaroga i dzień Swaroga i cykle kosmosu. W nocy Swaroga ziemia wpada w niekorzystny sektor kosmicznych częstotliwości i ludzie nie mogą się rozwijać, realizować etc. (…) ale te teorie w istocie skrywają prawdziwe procesy władania światem, więc człowieku siedź w domu, nie denerwuj się i czekaj na dzień Swaroga, więc te pseudo Wedy właściwie pozbawiają ludzi rozumu i wpływu na rzeczywistość pokazując, że używają języka amerykańskich channelingów bardzo niskiej jakości. Strzeżcie się tego, bo choć oczywiste jest, że bracia Słowianie ciągną w kierunku swoich korzeni ale pseudo Słowiano-Aryjskie Wedy mogą spowodować negatywne odnoszenie do całego Słowiaństwa jako tradycji duchowej i kulturowej. Bez poważnych naukowych badań korzeni słowiańszczyzny w powiązaniu z nowoczesnym aparatem badawczym nie powinno się mówić o takich rzeczach. 

Dzisiaj, w XXI wieku powstaje cała masa "Cywilizacji i teorii o pochodzeniu Słowian", a niektórzy Rosjanie mają takie trochę dziwne pojęcie niższości i co chwila wyskakują z jakimiś pochodzącymi z sufitu ideami, czy to wątpliwego pochodzenia Księga Welesa czy podobne. O Słowianach i ich dawnej przed V wiekiem kulturze wiemy tyle, że nic nie wiemy, a nawet to co zostało nam przekazane jest tak znikome, że minie jeszcze kilka pokoleń zanim otrzymamy odpowiedzi na podstawowe pytania. Neopogaństwo nie zawsze zakłada jakieś silne związki z autentycznym pogaństwem, weźmy chociaż Wiccan, gdzie wiele grup to bardziej współczesny satanizm amerykański z pochodzenia niźli tradycja rodzimej wiary przodków. Jest też wiele tzw. religii naturalnych mieszających chrześcijaństwo z pogaństwem, a przecież semickie religie to także rodzaj pogaństwa czyli rodzimowiercze religie ludów semickich (arabskich i żydowskich). Arkaim to kompleks zabudowań a nie jedno obserwatorium, kto je założył i dla jakiego celu jest jeszcze zagadka, a dorabianie schizofrenicznych historii z channelingów do takich miejsc najczęściej prowadzi na manowce, chociaż czasem staje się podłożem dla dobrej fantastyki. Tyle, że trzeba powiedzieć, że to miała być fantastyka albo jasnowidcze wieszczenie, a nie pseudo objawienie. Helena Bławatska czy Rudolf Szteiner byli uczciwymi ezoterykami, rozgraniczali stan wiedzy naukowej od swoich odczuć, doznań i widzeń, a przecież w ezoteryzmie to nic zdrożnego podawać informacje oparte na własnych jasnowidzeniach. Przynajmniej znamy źródło w uczciwy sposób, bez przekrętów i kłamstw. Ariowie (Aryan, Indo-Arya) to nic innego jak Indoeuropejczycy, czyli Arjami(Arya) są tak samo Polacy, Rosjanie, Bałtowie, Germanie, Grecy, Albańczycy, Persowie, Hindusi i prawie polowa populacji świata. 

W związku z tym, że bujdy na temat jawnie już nazywanych Bred Słowiańsko-Aryjskich (bredy oczywiście od bredzenia) zataczają coraz szersze kręgi i już nie tylko w Rosji czy Serbii, lecz także w Polsce coraz więcej ludzi w środowisku zainteresowanym słowiańską historią i rodzimowierstwem daje się na to sprytne oszustwo nabrać, wielu autentycznych fascynatów Słowiańską Tradycją Przodków zbiera w sieci linki i publikuje treści, które myślącym słowianofilom i rodzimowiercom pozwolą otrząsnąć się z otumanienia tą rzekomą starożytną spuścizną Aryo-Słowian. Bezmyślnym i tak już nic nie pomoże i będą tworzyć w internecie kolejne strony powielające zachwyty nad z punktu widzenia naukowego wierutną bzdurą, jaką są te Bredy Chiniewicza przybrane w tytuł Arjom skradzionej Wedy. Aby ktoś nie myślał, że sama nazwa Wedy na Słowiańszczyźnie, to jakiś oryginalny pomysł, w Bułgarii w 1874 wydano Веда Словена, czyli zbiór pieśni i legend ludowych mających jakoby zawierać, pierwotne, pogańskie wierzenia Bułgarów. Okazało się to mistyfikacją, chociaż także zbiorem wybranych legend, podobną do późniejszej nieco Księgi Welsa, znanej jako Велесова книга. Inne znane słowiańskie fałszywki czy próby zebrania dawnych legend, to: Idole prillwickie, Kamienie mikorzyńskie, Kronika Prokosza, Rękopis królowodworski, Rękopis zielonogórski. Takie fałszerstwa i mistyfikacje, nie tylko literackie, znane są badaczom od wieków, mają swoje „zasłużone” miejsce w kulturze i wręcz swoistą tradycję, znaną od starożytności. Jaka epoka, takie fałszywki i widzenia. W XXI wieku proste podróbki już nie „uwiodą” fanów, chociaż sprytnie zakamuflowane na bazie teorii spiskowych ciągle mają swoich amatorów o widać dużej podatnosci na bycie oszukiwanym. Po Dänikenie, Stichinie i Davidzie Icke trzeba iść na całość i walić z grubej rury fantastyki, bynajmniej nie naukowej, ponieważ inaczej nie zrobi się na nikim wrażenia. 

Tak też postąpili twórcy Inglizmu, czyli w sumie wedle wielu badaczy cynicznej ściemy udającej wierzenia dawnych Słowian. Dawnych to mało powiedziane, chodzi o rzekomą wiedzę i przykazania moralne dane Słowianom przez ich przodków-bogów, którzy przybyli na Ziemię dziesiątki tysięcy lat temu z kosmosu. całkiem wiele przykazań i zasad mamy jednak w tradycyjnych przysłowiach ludowych i to jest bardziej wartościowe historycznie źródło. Opis tych wydarzeń i inne bujdy można sobie przeczytać w Internecie oraz pooglądać na YouTube liczne pogadanki różnych biskupów i pastorów czy raczej popów owego Inglizmu na ten i inne tematy np. jak prawidłowo i z pożytkiem dla swej rasy tracić dziewictwo lub jak zwalczać łysienie, w jakich koszulach chodzić i jakie gatki zakładać na noc. Po przeszukaniu zasobów Internetu oraz materiałów naukowych rychło okazuje się, że owi Ingliści są to wytrawni macherzy od wykorzystywania ludzkiej naiwności w celu stworzenia marnej channelingowej sekty, którzy zajmowali się w życiu prawie wszystkim, co wabi ludzi zagubionych i łatwowiernych. Od telepatii i uzdrawiania, po kult Maryji i podróże astralne oraz oczywiście przekazy channelingowe od demonicznych duchów z astralnej ósmej sfery dobrze opisanej chociażby przez Ledbeatera czy Powella. Nie warto czytać biografii na oficjalnych stronach rosyjskich Inglistów, gdyż są tak wiarygodne, jak przeciętna reklama proszku do prania w TV czy kwalifikacje pseudo wróży z różnych Ezo-TV, tyle, że szkodnictwo reklamowe trochę ograniczają przepisy prawne, a szkodnictwa religijnego i pseudo ezoterycznego nic nie powstrzymuje, oprócz zdrowego rozsądku. 

Trechlebow
Pierwowzorem dla sekciarskiej hucpy channelingowej zwanej Inglizmem lub starą wiarą były pomysły niejakiego Lewaszowa z rosyjska Никола́й Ви́кторович Левашо́в. Aktualnym liderem i głównym pomysłodawcą obok wspomnianego i opisanego już Хиневича vel Ахиневича (wydawcy tych nieszczęsnych pseudo Wed) jest Алексей Трехлебов. Oryginały i cudacy, jeden w drugiego, jak ktoś chce im wierzyć – jego sprawa tylko niech nie opowiada, że to, co oni reprezentują i głoszą, ma cokolwiek wspólnego ze słowiańskim dziedzictwem, poza dość swobodną żonglerką imionami słowiańskich bogów i symbolami graficznymi wykorzystywanymi bez żenady w bezpretensjonalnej twórczości tych panów. Już przysłowiowa Cepelia miała więcej wspólnego z autentyczną kulturą ludową i duchowością Słowian. Jeśli ktoś nadal upiera się, że owe starożytne Bredy są prawdziwe, niechaj to udowodni, pokazując światu nauki choćby skany oryginalnych artefaktów do badań lingwistycznych i historycznych, niech pokaże te tajemnicze pieczary na Syberii gdzie je podobno znalazł, a nie miga się w nieskończoność, twierdząc, że nie może, ponieważ rzekomy spisek żydowski zaraz zniszczy dowody na geniusz Słowian rodem z kosmosu sprzed 40 tysięcy albo pół miliona lat. Od czasu totalnej fałszywki w postaci Protokołów mędrców Syjonu wyprodukowanych przez carską bezpiekę w celach politycznych wiadomo, że wiara w spisek żydowski to objaw choroby umysłowej znanej jako paranoja pieniacza podsycana chorobliwie przez kręgi paranoicznego antysemityzmu i nic więcej. 

Przyglądając się różnym "rodzimowierczym" forum często odnosi się wrażenie, że ruchy te w większości nie różnią się specjalnie od konwentów fantazy wyrwanych z jakiegoś urojenia typu gra RPG tyle, że brak im polotu i fantazji zaś rzekoma słowiańskość jest tylko atrapą dla różnych dziwnych rzeczy, w tym rasizmu czy antysemityzmu, picia piwa do nieprzytomności i dymania chętnych panienek, co akurat nie ma nic wspólnego z zasadami moralnymi Arjów ani Słowian. To fakt, że na temat wierzeń naszych przodków niewiele informacji się zachowało tym niemniej trochę się zachowało, a jeśli przyjrzeć się głębiej to zachowało się więcej niż by się mogło wydawać jednak zazwyczaj nie pokrywa się to z koncepcjami owych fantazyjnych tak zwanych "rodzimowierców". Takie szaleństwa jak z tymi "bredami" przez złośliwość nazwanymi wedami - zdaniem poważnych badaczy Słowiańszczyzny - ośmieszają i szkodzą słowiańszczyźnie i powinny być tępione w zarodku. Autorzy Słowiańsko-Aryjskich Bredów są w Rosji kompletnie skompromitowani za ordynarne przekręty finansowe, sekciarstwo, ekstremizm, antysemityzm, rasizm, nienawiść do Murzynów i nie tylko. Jedno jest pewne z historią Słowian te wiedo-bzdury Chiniewicza i jemu podobnych nie mają nic wspólnego ze Słowiańszczyzną badaną naukowo, chociaż może są rzeczywistościami równoległymi autorów w ich sferze astralnej lub schizofrenicznej. 

Już sam tytuł owych pseudo Słowiańsko-Aryjskich rzekomych Wed jest humorystyczny bo oczywiście każdy wie, że Wedy to święte księgi Arjów (Aryan, spolszczenie: Ariów) z Indii rodem. Zatem tytuł „Wedy Słowiańsko-Aryjskie” może sugerować, że Słowianie podpinają się pod Wedy w sposób chorobliwy. Jednak nie chodzi tu o to, że Wedy należą też do Słowian. To po prostu humorystyczne dziełko pisane na kolanie pewnie jako kpina z „rodzimowierców” rosyjskich wypisujących różne głupoty na portalach, albo jako eksperyment socjologiczny jakiegoś studenta na pracę zaliczeniową pod tytułem: "Jak robić ludziom wodę z mózgu" lub "Jak przekręcić rodzimowierców w durnowierców". Byłby to niegodny uwagi grafomański żarcik gdyby nie jego zadziwiająca kariera w Internecie, gdzie głównie istnieje. Autor nie siląc się w ogóle robi sobie jajca, a jeśli to na poważnie, to liczy, że wszyscy czytelnicy to idioci. Używa sformułowań typowo chrześcijańskich „wyznawcy Boga Jedynego”, „Dzieciach Człowieczych”, straszy piekłem typowo chrześcijańskim i takie tam, pisze o skandynawskim Asgardzie i Midgardzie, ale oczywiście olewa mitologię Skandynawską, albo raczej zna tylko pewne nazwy ze słyszenia bo pisze „Pobłogosławił Tor wielomądry syna swego ukochanego, i udał się Odyn”: Oczywiście to Thor był synem Odyna, ale mniejsza o to. Pisze też „Boga Roda-Stwórcy Jedynego,” – mieszając biblijną koncepcja ze współczesną rodzimowierczą rosyjską koncepcją o rzekomym Rodzie stwórcy. 

Nie zatrzymuje się w swej fantazji i pisze: ”Wychowajcie w dzieciętach swoich miłość do świętej ziemi Rasy, miłość do świętej ziemi Rasy, żeby nie łakomili się cudami zamorskimi” – niby jakie cuda zamorskie mogli znać Słowianie, mieszkańcy bezkresnych stepów? W przeciwieństwie do współczesności nasi odlegli przodkowie nie borykali się z problemem emigracji zarobkowej, ale tekst jest współczesny. Kontynuując tę myśl pisze: „Kto ucieknie z ziemi swej na obczyznę w poszukiwaniu życia łatwego, ten odstępcą Rodu swego” – widać zdaniem autora w prehistorycznych czasach Słowianie nagminnie emigrowali na saksy za chlebem. Mieli też poważne problemy z Murzynami a ściślej z Murzynkami i aby położyć temu tamę autor napisał: „Nie bierzcie żon z czarną skórą, gdyż sprofanujecie dom i swój Ród zmarnujcie”. Problemy z kobietami mieli też zdaniem autora Słowianie na dwu innych polach czyli z feminizmem i nagminnymi aborcjami więc aby położyć temu kres napisał: „Nie zabijajcie dziecięcia w brzuchu matki,” oraz „Żony odzień męskich nie noście, gdyż kobiecość stracicie”. Wygląda na to, że niedoszły lub zakamuflowany pop pod szyldem rodzimowierstwa chciał pewne ideały chrześcijańskiego prawosławia ugruntować i wbić do głowy ludziom. Może to rzeczywiście, jak chcą niektórzy, zakamuflowana działalność prawosławnej cerkwi chcąca, aby mieć swoją cerkiew rodzimowierczą, słowiańską, pod ideologiczną kontrolą. 

Jest też typowo chrześcijańskie zawołanie: „Pomagajcie ze wszystkich sił budować Sanktuaria i Świątynie, zachowujcie Mądrość Bożą”. Nawołuje też do przestrzegania „Praw Niebiańskich”, „Świąt Bożych”, bo widać bezbożniki te Słowianie byli i tylko prawa trzymały ich za mordę. Dalej wzywa do tolerancji religijnej: „Nie czyńcie krzywdy ludziom innej wiary, gdyż Bóg-Stwórca Jedyny nad wszystkimi Ziemiami” – jacyż to byli ludzie innej wiary którym w prehistorycznych czasach Słowianie czynili krzywdę zapewne w celu nawracania ich nie wyjaśnia. Pisze też: „Nie sprzedawajcie ziemi waszej za złoto i srebro” – toż Słowianie nie znali własności prywatnej a już własność świętej ziemi to nie do pomyślenia – i widać autor znów antycypował w chrześcijańskim duchu, który mu te Bredy dyktował z channelingu. „Brońcie Rody Raszenów i Światorusów od cudzoziemskich wrogów, którzy wchodzą do ziem waszych ze złymi planami i z bronią.” – a przed kimże to mieli bronić jej w tamtych czasach autor nie wyjaśnia na początku bo dalej pisze coś o Chińczykach, którzy wedle własnej historii istnieją od może 4,5 tysiąca lat czyli wcześniej nie zagrażali pradawnym Słowianom, bo nie istnieli. Jednym słowem dał gość czadu na maksa i puścił w obieg fantasmagorie od których nieukom i pomyleńcom w internecie czachy zadymiły. Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to, że przynajmniej niektórzy rosyjscy „rodzimowiercy” łyknęli to i choć trudno w to uwierzyć na poważnie się nad tym zastanawiają – bawiąc się w to internetowe niby słowiańskie RPG. 

Aleksander Chiniewicz - Ojciec Di (Dij) - Inglista
Trehlebov czy Chiniewicz i owa "cerkiew" Inglistów to po prostu kolejna nawiedzona channelingiem sekta, jakich powstały setki w Rosji po upadku ustroju radzieckiego i ZSRR. Fikcyjne Słowiano-Aryjskie Wedy niczym się nie wyróżniają na tle książek typu Gwiezdne Wojny, na tle dzieł Danikena czy Dawida Icke. Przyleciało UFO, stworzyło cywilizację na jakiejś wyspie/lądzie, potem się coś popsuło i mędrcy musieli pradawną wiedzę ukrywać w tajemnicy. Przecież to standardowa fabuła książki fantazy traktującej o pseudohistorii od czasów pierwszych mediów spirytystycznych. Lepsze są legendy starożytnych ludów, chociażby z Polinezji oraz Hawajów, gdzie mowa o ludach Menahune przybyłych z planet krążących wokół gwiazd w gromadzie Plejad, bo chociaż mamy z tego ciekawe obrzędy znane od paru tysięcy lat i umiejętności nawigacji żeglarskiej na legendach oparte i medytacje nad gwiazdami. Inglizm zerżnął jednak z mediów spirytystycznych teorię ras i supremację Aryjczyków, ale nie podał źródła. Wychodzi, że kolejny ruski Rasputin od siedmiu boleści nie wysilił się nawet zbytnio na nowatorstwo. Sensowni rodzimowiercy rosyjscy, serbscy, słowaccy czy polscy mają niezłą bekę z fantazji i urojeń Trehlebova czy Chiniewicza. Żaden Rodzimowierca posiadający jako taką wiedzę o wierzeniach Słowian "nie połknąłby tego ścierwa ryjącego dekiel" piszą co mądrzejsi rodzimowiercy na swoich forach w Internecie. Niestety jest spora grupa wariatów uważająca "S.A. Wedy" za wyrocznię i spuściznę słowiańską. Ilekroć napisze się o tym na jakimś fanpejdżu czy grupie w internecie, że owe pseudo Wedy Trehlebova i Chiniewicza to ściema, zaraz pojawia się jakiś nawiedzony chorobliwie antysemicki i rasistowski Bożydar, twierdzący, że się jest żydo-masońsko-niemiecko-nazistowskim agentem opłacanym przez "Twarów" czy "Chazarów". Paranoja przyciąga paranoję, urojenie przyciąga pomyleńców, a kłamstwo oszustów.

Om i prawdziwe Wedy Arjańskie (Aryjskie, Arya) 


Z ciekawych rzeczy związanych z kulturą prawdziwie wedyjską jest fakt, że stolica Zachodniej Syberii miasto Omsk leży nad rzeką Om (po rosyjsku: Омь), a wywodzenie nazwy rzeki jak i miasta z tradycji wedyjskiej i od pojęcia Om jest historycznie wysoce prawdopodobne. Rzeka liczy sobie 1091 długości, a na koniec wpływa do Irtyszu. Om w języku tatarskim Baraba oznacza po prostu "Spokój". Przepływa po Stepie Barabińskim w Syberii Zachodniej. Jest to terytorium obwodu nowosybirskiego i omskiego. Źródła rzeki Om są w jeziorze Omskim na Nizinie Wasiugańskiej. Powierzchnia dorzecza około 52,4 tysiące km², a główne miasta położone nad rzeką Om to Barabińsk, Kałaczinsk, Kujbyszew, Omsk. Jako że rejon znany jest z licznych kolonii karnych dla Polaków zsyłanych na Syberię od XVI wieku, nie jest wykluczone, że nawiedzenie pseudo aryjsko-słowiańskimi pseudo Wedami może mieć przyczynę w domieszkach genów polskich, jakże skłonnych do wszelkich konfabulacji i urojeń, szczególnie patriotyczno-narodowościowo-posłanniczych i do paranoicznych urojeń antysemickich. Osób o polskich korzeniach jest ponad 100 tysięcy w Omsku i okolicy, a przynajmniej 2900 podaje swoją narodowość jako jawnie polską, chociaż władze Federacji rosyjskiej nie lubią tego. 

Najstarsze osadnictwo w Indiach datowane archeologicznie w nie budzący wątpliwości sposób pochodzi z okresu ponad 30 tysięcy lat p.e.ch. Dobrze zorganizowane miasta starej wedyjskiej kultury takie jak Mohendżo-Daro, Harappa, Dholavira czy Kalibhangan w dolinie rzeki Indus, w Północno-Zachodniej Indii datowane są na 7 tysięcy lat p.e.ch., ze szczególnym uwzględnieniem wedyjskiego obszaru Mehrgarh w dzisiejszym środkowym Pakistanie w pobliżu granicy z Afganistanem. Ślady zaawansowanego osadnictwa tamtejszej kultury wedyjskiej rozciągają się w latach na okres od 7 tysięcy do 2,5 lat tysiąca p.e.ch., zatem jest to okres od 9 do 4,5 tysiąca lat temu z naciskiem na kulty Wielkiej Bogini Matki oraz Śiwa w postaci Paśupati czyli na kult Śiwa i Śakti. Znaleziono przynajmniej 32 tysiące archeologicznych artefaktów potwierdzających istnienie tam wedyjskiego osadnictwa i kultu religijnego w tak dawnych czasach, a mieszkańcy owej okolicy utrzymywali kontakty z ówczesnymi mieszkańcami Afganistanu, Persji i Centralnej Azji. Jest to osadnictwo w niewielkiej odległości od Mohendżo-Daro znanego jako jedno z najstarszych znanych miast na świecie o potężnej fortyfikacji, porównywalne z najstarszymi miastami w Egipcie. Istniało przynajmniej 2600 lat p.e.ch., czyli ponad 4 tysiące 600 lat temu, w najbardziej legendarnych czasach u zarania powstania cywilizacji chińskiej po drugiej stronie Himalajów. W pobliżu znane jest także Chanhudaro odległe od Mohendżo-Daro o 130 km w kierunku linii brzegowej Oceanu Indyjskiego, w obszarze którego osadnictwo wedyjskie istniało już w okresie 4 tysięcy do 1,7 tysiąca lat p.e.ch., zatem ponad 6 do 3,7 tysiąca lat temu. Miasto Harappa znajduje się w pakistańskim dzisiaj Pendżabie, blisko granicy z Indiami, w obszarze wojny opisywanej w Mahabharacie jako Pole Kurukszetra, a największa pełnia rozkwitu miasta to okres 2600-1900 p.e.ch., czyli 4.600-3900 lat temu. 

Oczywiście znajdowane są także ślady coraz starszego osadnictwa we wszystkich tych miejscach. Kalibhangan w Radżastanie, w pobliżu Harappy posiada ślady zorganizowanego osadnictwa z okresu 3500 lat p.e.ch. do 2500 lat p.e.ch., zatem cywilizacja wedyjska istniała tam już 5,5 tysiąca lat p.e.ch., wedle znanych, dobrze zweryfikowanych dowodów archeologicznych o wartości naukowej. W podobnym okresie 2650 do 2100 p.e.ch., na pewno istniało dobrze zurbanizowane starożytne miasto w Dholavira, stan Gudżarat, przy dzisiejszej zachodniej granicy Indii bliżej Oceanu Indyjskiego, które zostało ponownie zasiedlone około 1450 p.e.ch. Jednym z najstarszych miast północnej Indii jest Rakhigarhi w stanie Hariyana, gdzie odkryto stanowiska archeologiczne świadczące o istnieniu dobrze zorganizowanej cywilizacji wedyjskiej przynajmniej 5 tysięcy lat temu czyli ponad 3 tysiące lat p.e.ch., a to historyczne czasy życia Śri Kryszny i epopei Mahabharaty, w tym Objawiania Bhagawad Gity, jednego z ostatnich i zarazem najmłodszych pism wedyjskich. Warto pamiętać, że teorię aryjskiej inwazji wymyślili Niemcy, a fakty historyczne oraz archeologiczne są takie, że Arjowie (Arya, Arjanie) zamieszkiwali Dolinę Indusu już przynajmniej 4 tysiące lat p.e.ch. (ponad 6 tysięcy lat temu), zatem żadnej inwazji Arjów na Indie nie było. Arjowie to rdzenna ludność dawnych Indii, dzisiejszego Pakistanu oraz Zachodnich i Północnych Indii. Arjowie co najwyżej migrowali z Indii aby zasiedlać inne rejony i zakładać nowe odnogi swojej prastarej kultury. 

Niemiecki, a szczególnie hitlerowski mit rzekomej rasy aryjskiej, która miała opanować Indie jest całkowicie błędny, powstał z powodów politycznych i nie ma żadnego potwierdzenia w badaniach naukowych. Termin Arya w literaturze indyjskiej nigdy nie oznacza rasy ani narodowości, zawsze jedynie szlachetny charakter, szlachetność, szlacheckość. Arya to osoba pochodząca ze szlachetnej rodziny o wysokiej pozycji społecznej, wysokim poczuciu honoru i sprawiedliwości. Arya to osoba pracująca dla pożytku całej społeczności, osoba służąca dobru powszechnemu. Święta Rygweda używa terminu Arya przynajmniej 36 razy, ani razu w sensie rasy czy narodowości, a definicja z Rygwedy, RV.VII.33.17 powiada, iż dzieci Arjów prowadzone są przez światłość [praja arya jyotiragrah (pradźa arja dźotiragrah)], gdzie słowo Światło (Jyoti, czytaj Dźjoti) rozumiane jest w sensie duchowym oznaczającym Oświecenie. Arjami są zatem szlachetni ludzie których dzieci osiągają duchowe Oświecenie, a wszyscy postępują zgodnie ze szlachetnymi zasadami honorowego Kodeksu Arjów opisanego szczegółowo w Wedach, oczywiście tych autentycznych indyjskich Wedach. Krótko mówiąc, kto nie przyjął inicjacji od szlachetnego Brahmana, wedyjskiego kapłana, i nie żyje zgodnie z wedyjskimi zasadami opisanymi w Rygwedzie, kto nie czci wedyjskich bóstw takich jak Indra czy Agni, ten na pewno nie jest Arją, a niearyjskim odpadem (Daśyu), tak jak opętańcy tworzący chore ideologie pseudosłowiańskich i rzekomo aryjskich, nieistniejących pseudowed z Rosji i ich zwolennicy nie mający nic wspólnego z Arjami (Aryan) i wedyjską kulturą duchową. Nienawiść wszelka do wedyjskich bóstw panteonu Arjów zwanych dewami (Deva, Devi), także chorobliwy rasizm i antysemityzm pokazuje, że mamy do czynienia z neohitlerowskim pomiotem fanatyków nie mających pojęcia o czym bredzą w swoich bredach. Sporo zwyrodniałych hitlerowców i gestapowców w czasie II wojny światowej zginęło na terenie ówczesnego ZSRR i dzisiejszej Rosji, zatem całkiem możliwe iż dusze te jako zmarłe przedwcześnie odradzają się szybko w nowych inkarnacjach i brednie nazistów hitlerowskich próbują odtworzyć oraz rozwinąć - i stąd mamy owo pseudo słowiańsko-aryjskie pomylenie umysłowe dalekie od faktów, a oparte na ideologicznym bełkocie ślepo nawiedzonych złych dusz. Arjowie znają dobrze wiedzę ezoteryczną o reinkarnacji, wcieleniach i prawach karmana, nie tylko są biegli w panteonie bóstw wedyjskich, opiekuńczych duchów Arjów (Aryan). 

Wiedza zawarta w prawdziwych Wedach o 3-4 tysiące lat wyprzedza historie opisane chociażby w Biblii. Wedy - to opowieść o prastarej, wysokorozwiniętej cywilizacji istniejącej na Ziemi w czasach prehistorycznych, w obszarze Himalajów, Hindukuszu, Pamiru, Tybetu, aż po Ałtaj. Słowianie są plemieniem z północno-zachodniego obrzeża dawnego Imperium Dewów, które miało siedzibę w Himalajach, na co naukowo wskazuje także genetyka ludów Indo-Aryjskich i Indo-Europejskich. Współcześnie najlepiej zachowaną literaturą wedyjską są same Wedy: Rygweda, Samaweda, Yadżurweda, Atharwaweda, osiem mniejszych Wed jak Dhanurweda oraz Purany - księgi z legendami i historiami, w których także znajdujemy wspomnienia o pochodzeniu ludów Grecji, Persji czy Indochin. Stare Imperium Wielkiej Bharata rozpościerało się od Indonezji (ślady na wyspie Bali) i Filipin na Wschodzie, aż po Egipt i Libię na Zachodzie, a na północ aż po Ural. I z tego Imperium pochodzą Słowianie oraz inne ludy Indoeuropejskie, które są pobratymcami, Indoeropejskimi, Indoaryjskimi Braćmi i Siostrami, a jako wspólny język mają dawne dialekty praindoeuropejskiej mowy oraz naukowo opracowany przez Mędrców język Sanskryt, którym Wedy spisano przynajmniej 5-7 tysięcy lat p.e.ch., czyli jakieś 7-9 tysięcy lat temu, a przynajmniej na tyle wskazują teksty Rygwedy opisujące zjawiska astronomiczne, takie jak Plejady w Punkcie Barana (równonocy wiosennej), które tak dawno temu miały miejsce. Zamiast zatruwać swoje umysły demagogią jakiegoś pomylonego Rosjanina co pomylił badanie i odtwarzanie kultury oraz religii słowiańskiej z grą RPG albo co gorsza popadł w obłęd z urojeniami bo dopadł go jakiś mroczny astralny byt (mroczne siły Czernoboha), lepiej zacząć uczyć się Sanskrytu i czytać autentyczne Wedy pochodzące z Indii oraz inne poważne pisma wedyjskie Arjów (Aryan), gdyż z tego możemy się sporo dowiedzieć, także o tym czym było dawne Imperium Aryjskiej Wielkiej Bharaty, której świetność zakończyła się wielką wojną na polu Kurukszetra opisaną w epopei znanej jako Mahabharata ponad 5 tysięcy lat temu. 

Pamiętajmy także, jeśli chodzi o prawdziwe aryjskie czyli wedyjskie miary czasu, że doba dzielona jest na 30 godzin po 48 minut zwanych muhurtami (muhurta) oraz na 60 cykli po 24 minuty zwanych tattwami oraz gatikami (tattva, gatika). Cykl pięciu tattwas daje równe 2 godziny i nazywany jest Pańćattwą, obiegiem pięciu żywiołów: Eteru, Wiatry, Ognia, Wody i Ziemi w kolejności, poczynając od wschodu Słońca, kiedy się rozpoczyna. Doba wedyjska rozpoczyna się od wschodu Słońca i wyznaczana jest w czasie lokalnym wschodami Słońca uwarunkowanym. Istnieją także duże cykle czasu zwane Yuga (Jugi), a ostatnia duża Yuga rozpoczęła się w 3102 roku p.e.ch., zatem w 2015 roku mamy 5117 rok panującej Kali Yugah czyli Wieku Bogini Kali, Wieku Czasu, bo Kali tutaj oznacza Boginię Kali, Władczynię Czasu, a Yuga ta trwa 432 tysiące lat. Tydzień wedyjski czyli także tydzień Arjów zawsze rozpoczyna się w Niedzielę, w Dzień Słońca i trwa siedem dni, aż do Soboty (Dzień Saturna). Taka podstawowa wiedza na temat Arjów i kultury wedyjskiej zapobiegłaby zamieszaniu i wprowadzaniu tysięcy ludzi w niewątpliwe pomylenie umysłowe. Wszystko co z Arjami związane, na pewno jest wedyjskie, zarówno miary czasu jak bogowie i boginie, deva i devi.

Jak już szukać śladów aryjskiej religii, kultury rodem z Wed, kultury, ezoteryki czy duchowości wedyjskiej na Słowiańszczyźnie, to lepiej zwrócić uwagę na lokalne bóstwa o podobnych funkcjach, a nawet o tych samych imionach jak chociażby słowiańska Bogini Siwa bardzo tożsama z aryjską małżonką Boga Śiwa o tym samym imieniu, tylko dłuższej ostatniej głosce (Śiva - r.ż. Śivaa, Shivaa). Warto także zwrócić uwagę na nazwy dawnych miejscowości i osad oraz na imiona i nazwiska oraz nazwy zawodów wywodzące się wprost od imion wedyjskich bóstw Arjów i tym podobne, dobrze znane naukowe fakty. 

Obecnie panteon prawdziwie lechicki, słowiański rekonstruuje się na podstawie kilku różnych źródeł. Najczęściej cytuje się: 

- Postyllę Koźmińczyka, czyli "Postyllę kazań niedzielnych" Łukasza z Wielkiego Koźmina. Postylla jest datowana na okres 1405-1412. Zawiera ona wzmiankę o czczonych u nas pogańskich bogach - wzmianka ta została odkryta dopiero w XX wieku.
- "Annales..." Długosza - z panteonem podanym przez Długosza (Jessa, Łada, Dzidzileyla, Nija, Pogoda, Żywie, Marzanna i Dziewanna) przez długi czas mieliśmy problem za sprawa Brucknera, który twierdził, że panteon opisany przez Długosza jest niewiarygodny.
- "Kronika polska" Macieja Miechowity (1521 rok) - który również podaje panteon i w kwestii Łady polemizuje z informacjami przekazanymi przez Długosza. Co więcej pisze też, że na własne oczy widział potłuczone posągi starych bogów. 

(W artykule wykorzystano opinie z najczęstszych naukowych wywodów i tekstów demaskujących fałszywki w postaci rzekomych Słowiańsko-Aryjskich Wed na różnych forach internetowych zarówno polskich jak i rosyjskich).  

LINKI

Rodzimowierstwo - Rodzima Wiara Słowian 


Wiersze i pieśni słowiańskie 


Słowianie - Unia Słowiańska - Panslawizm 


Unia Słowiańska - Konfederacja Słowian 


Wielka Bogini - Opracowanie ogólne o Bogini 


Bogini Śiwa i Kali - Kulty wedyjskich bogiń na słowiańskiej ziemi 


Poczytaj o języku staropolskim - o słowiańskiej mowie przodków:

http://lalitamohan-himawanti.blogspot.com/2014/04/slowianski-jezyk-staropolski-mowa.html


1 komentarz:

  1. Mhmmm: " „Nie zabijajcie dziecięcia w brzuchu matki,”
    A slyszal pan o kobietach , co to plod spedzaly...moze byly takie i tysiace lat wczesniej ? Bo kilkaset lat temu byly...niestety.

    OdpowiedzUsuń