Życie i działalność Mistrza Duchowego to wiele sytuacji które stają się anegdotami oraz przypowieściami pokazującymi prawdziwie ezoteryczne poziomy pojmowania oraz sens strof mistycznych o konieczności posiadania uszu do słuchania. Nie inaczej jest w przypadku jednego z największych Mistrzów naszych czasów, Śri Lalitamohana o którym jest opowieść.
O tym jak ludzie ze środowisk niby zainteresowanych ezoteryką, magią, okultyzmem, hermetyzmem, tantrą czy jogą błędnie i pokrętnie interpretują treści przekazywane w naukach wiedzy tajemnej można się było przekonać w jednym studium ezoterycznym (psychotronicznym) we Wrocławiu, jeszcze w latach 90-tych XX wieku. Mistrz Lalita Mohan G.K. miał tam wtedy prowadzić intensywny dwudniowy warsztat na temat ćakramów oraz praktyk ze strumieniami energii wewnętrznej oraz symboliką jantramów.
Jako, że na spotkanie z większą ilością ludzi w różnym wieku, którzy interesowali się ezoteryką hobbystycznie, a chcieli zdobyć jakiś papier, certyfikat czy dyplom szkolny na to - Mistrz przybył swoim zwyczajem w przeddzień imprezy, w piątek wieczorem, a głównej organizatorki, która Mistrza znała jeszcze nie było, przedstawił się z imienia, jako przybysz na łykendowy warsztat o czakramach. I dołączył do powiększającego się tłumu zjeżdżających się w trybie zaocznym studentów owej szkoły oraz uczestników seminarium.
Czas wieczorem mile leciał, a i oczywiście pewna część osób, około 70-siąt zaczęła dyskutować na temat nauk publikowanych przez Mistrza w formie książek oraz ledwie wtedy powstałym już Internecie, na bodaj pierwszej stronie internetowej z naukami Mistrza. Owi czytelnicy jęli uczenie prawić o tym co Mistrz Lalita Mohan G.K. miał na myśli pisząc te czy inne nauki, rady lub treści tajemne o rozwoju duchowym. W końcu Mistrz zaczął z początku delikatnie i nieśmiało wspominać o tym, że domyślanych się wyszukanych intencji, podtekstów ani treści ukrytych między wierszami nie ma, z nauka jest bardzo prosta, wystarczy wczytać się w słowa.
